adopcja/rodzicielstwo zastępcze

W naszym domu... - blaski i cienie rodzicielstwa zastepczego. (Dodano 2017-06-26 15:47:39)

W naszym domu jest przeważnie gwarno jak na tureckim targu, jest wesoło, bo ciągle słychać śmiech któregoś z pięciorga  dzieci, ale słychać też przekomarzanie i czasem  uszczypliwe docinki.
Gdzieś tam, w którejś części domu rozbrzmiewa muzyka, bo najstarsza pociecha  bardzo lubi jej słuchać. Młodsze wtedy tańczą, czasem   śpiewają i podrygują w jej rytm.
W innym kącie domu, piętrzy się sterta prania, w innym prasowania, a w jeszcze innym gotuje się wtedy pyszna zupa.
W naszym domu jest zawsze pełno dzieci, bo oprócz tych, nad którymi sprawujemy opiekę, są jeszcze dzieci znajomych, czasem też bliższa bądź dalsza rodzina.
Do takiego gwaru i hałasu można się przyzwyczaić, co więcej, kiedy dzieci nie ma, jest wręcz nienaturalnie cicho.
Tym, by wszystko prawidłowo funkcjonowało, tzn. było wyprane, posprzątane i ugotowane martwi się mama, czasem wydając „rozkazy” niczym żandarm. Ale tylko wtedy, gdy pierwszy, drugi, a czasem piąty raz nie skutkuje ;)
Mama dba również o to by dzieci były przez większość dnia zaopiekowane, by porządnie zjadły, odrobiły lekcje, wzięły lekarstwa, by były bezpieczne. Dba również o to by spędzić z dziećmi jak najwięcej czasu i by nigdy się nie nudzić. Wtedy  powstają przeważnie pyszne ciasta i desery lub inne ciekawe dania, wtedy razem malujemy, czytamy, idziemy na spacer itd.    Rodzi się wtedy między nami  ogromna więź i przywiązanie.  
Wieczorem wraca tata, pomaga wtedy przy zwykłych codziennych czynnościach, takich jak koszenie trawy, porządki wokół domu, a jak znajdzie troszkę więcej czasu to i z nami pogotuje.
Choć, podobnie jak mama, jest już na posterunku od rana,  bo to on jest odpowiedzialny za przygotowanie  śniadania, tego do szkoły także. Mama w tym czasie pomaga ubierać się maluchom. Starszaki robią już to same, ubierają ciuszki, które dzień wcześniej, wspólnie z mamą przygotują. Mama kiedyś szykowała je sama, ale wraz z ilością lat, wzrasta też poziom reagowania na to, co dzieci chcą  założyć, a czego po prostu nie mają ochoty ;)
Tata ma taką pracę, że niestety przez większą część roku, w weekendy, nie ma go z nami. Organizujemy sobie wtedy babskie wyjazdy, np. na zakupy lub do rodziny.
Maluszki są jeszcze na tyle małe i na tyle absorbujące, że mama nie wyjeżdża z nimi sama daleko, ale to tylko kwestia czasu. Jak tylko podrosną, ruszymy na jakąś babską wyprawę.
W naszym domu jest sporo miejsca, a w każdym możliwym jego kącie stoją, bądź wiszą zdjęcia. A z nich uśmiechamy się wszyscy na tle przeróżnych widoków. Jest na nich nasze kochane Zakopane, są też nadmorskie klimaty i wiele innych, na przykład tych, które uchwyciły najważniejsze dla nas chwile. Te, od kiedy jesteśmy razem.
A nie zawsze tak było. Zanim  pojawiły się one, mama i tata mieli tylko siebie. W naszym  domu zawsze było posprzątane, rodzice oboje pracowali  , ale często nie dbali  o to by razem zjeść, porozmawiać i spędzić wspólnie czas. Było przeraźliwie cicho, no i ciągle czegoś brakowało. I nie chodziło o żadną materialną rzecz, bo mogli  sobie wtedy  kupić wszystko. Wyjeżdżali  kilka razy w roku na wakacje, a mimo to nie cieszyły   one ich  tak jak teraz, kiedy spędzają je  z nami.
Odkąd pojawiłyśmy się w życiu rodziców , na ich  twarzach i w   życiu pojawiło się  słońce.
Mimo wielu obowiązków, starają  się, aby ich dzieciom   niczego nie brakowało, by wspólnie mogli zobaczyć wiele pięknych miejsc i nauczyć się  spędzać czas razem, w gronie rodziny, z najbliższymi.
Starają  się też, by nikt z niesprawiedliwie oceniających ich osób, nie miał do dzieci  dostępu i nie zrobił im krzywdy.
Nie twierdzą, że wszystko wychodzi im idealnie. Uczą  się być razem i mimo wielu porażek, nie poddają  się.
Często też muszą zmagać się z niesprawiedliwą opinią otoczenia. Ludzie nie lubią, gdy ktoś jest nowy. Tego, że ma inną historię, też.
Z racji tej, że rodzicielstwo zastępcze wiąże się z pewnymi świadczeniami od państwa, umożliwiającymi lepsze funkcjonowanie rodziny,  a wiele osób właśnie tego nie potrafi zaakceptować,  zdarza się czasem wobec rodziców lawina nieprzychylnych komentarzy typu: kupili dom – mają za co spłacać, dorabiają się na dzieciach, gdyby nie kasa – nie wzięliby dzieci, wyjeżdżają na wakacje bo mają kasę na dzieci, biologicznym zabierają dzieci zamiast im dać te pieniądze – to rozwiązało by  problem  i wiele, wiele innych. Te komentarze docierają prędzej czy później i do nas.
Żal nam ludzi, którzy myślą takimi właśnie kategoriami.  Pieniądz nigdy nie był i nie będzie sensem rodzicielstwa. Znamy wiele szczęśliwych rodzin, które żyją skromnie i wiele takich, gdzie jest mnóstwo pieniędzy, a pogubiła się gdzieś po drodze reszta ważnych spraw i uczuć.
Owszem te pieniądze pomagają w lepszym funkcjonowaniu rodziny, znacznie ją usprawniają. Jeśli ktoś dobrze nimi gospodaruje, jest w stanie odłożyć troszkę pieniążków dla dzieci, na tzw. lepszy start, wejście w dorosłość.
Jednym z warunków by zostać rodziną zastępczą jest fakt posiadania pracy przez jednego z rodziców. Nie jest zatem tak, że pieniądze otrzymywane od państwa są jedynym źródłem dochodu naszej rodziny.
Wszystkim, którzy są autorami takich a nie innych komentarzy polecamy spróbować. Udać się do najbliższego Centrum Pomocy Rodzinie i tam zasięgnąć informacji. Rodzice  również służę radą.
Dzieciaczki, podobne do nas,  czekają przede wszystkim na miłość, a ktoś, kto od samego  początku nastawiony jest na aspekt finansowy takiego rodzicielstwa, niech już na samym starcie da sobie z nim spokój.
Z tego miejsca jednak apelujemy do takich właśnie osób, by powstrzymały się od  komentarzy i by dały zielone światło  rodzicom zastępczym i ich dzieciom,  bo dzięki niemu będą mogli je – to rodzicielstwo,  realizować jeszcze lepiej i na jeszcze wyższym poziomie, nie musząc  przepychać  się przy okazji o kolejne, stawiane przed nimi  barykady.

Cokolwiek by nie powiedzieć,  z jednego rodzice są  naprawdę dumni. Pomimo, że nie wszystkie jesteśmy ich biologicznymi dziećmi, udało  się im stworzyć taką rodzinę, by żadnej z nas nie wyróżniać, a wszystkie traktować jednakowo. Udało im  się, dać schronienie i poczucie bezpieczeństwa nam, dzieciom, które wcześniej go nie miały, a które długo nie mogły przywyknąć do tego, że w końcu ktoś się o nie martwi i wyciąga do nich rękę, tak po prostu, bezinteresownie.
Dziś, na naszym pokładzie, jest całkiem spora drużyna. 7 osób i 7 całkiem różnych charakterów. Pomimo różnic, czasem też błędów, które po drodze zdarza nam się wszystkim popełniać, jesteśmy razem a razem możemy WSZYSTKO!
Kochani…
Specjalnie napisałam ten post z takiej właśnie perspektywy – dziecka, które widzi to wszystko co się dzieje na co dzień i słyszy to, co ludzie mówią dookoła.
Mam nadzieję, że wszystkie dziewczynki będziemy mogli wychować tak, by kiedyś rozumowały w ten sposób i by właśnie w ten sposób mogły się wypowiadać.
One na co dzień doceniają to, że mają rodzinę, dom, że mogą dzięki temu mieć siebie, co nie byłoby takie oczywiste, gdyby nie trafiły do nas.
Mogą wychowywać się w rodzinie, gdzie jest mama i tata, co prawda nie biologiczni, ale kochający je bardzo, a czasem nawet bardziej.
Mogą realizować swoje pasje i marzenia, mogą dzięki nim wiele się nauczyć a w przyszłości przekazać tą wiedzę swoim dzieciom.
Mogą, tak jak pisałam wcześniej – Wszystko!
Na co dzień staram się Wam pokazać, że nasza rodzina to po prostu rodzina jak każda inna. Dziewczynki, mimo tego, że nie są biologiczne, są nasze, bo są kochane i od samego początku zaakceptowane.
Jeśli ktoś z Was chciałby spróbować podjąć się takiego rodzicielstwa, zapraszam na priv 

 



Facebook