adopcja/rodzicielstwo zastępcze

\"Odnalezieni - prawdziwe historie adoptowanych\" Anny Kamińskiej (Dodano 2017-06-12 17:16:44)

 

„Kiedy odwiedziłem po latach Dom Dziecka nr 2 w Stargardzie Szczecińskim, chodziłem po różnych salach: od grupy maluchów po dzieci starsze i w końcu siedemnastoletnią młodzież. W jednej ze sal dzieciaki „zaatakowały” mnie i wciągnęły, śmiejąc się, do zabawy.

 

W tym domu dzieci bawią się w kolorowych salach ładnymi zabawkami i oglądają bajki na wielkich telewizyjnych ekranach. Ze ścian zerkają  na nie pomalowane Bolki i Lolki, w wokół krzątają się młodzi wychowawcy, którzy nie noszą białych fartuchów.

 

Na ścianach wiszą też zdjęcia uradowanych spotkaniem z kimś znanym, ze Staszkiem Sojką czy Cezarym Żakiem. W oczach dzieci na zdjęciach nie ma smutku.

 

Ten dom zupełnie nie przypomina tamtego z dawnych czasów.”

 

Kiedy ktoś z Was słyszy: adoptowany, z rodziny zastępczej…co myśli? Zanim zaczniecie czytać dalszą część wpisu, odpowiedzcie sobie, zgodnie z własnym sumieniem.

 

Zastanówcie się też czy to, o czym w tej chwili pomyśleliście, na pewno jest z nim zgodne, czy aby na pewno nie jest naznaczone stereotypami, które czasem, mimo woli, krążą gdzieś po Waszej głowie.

 

Celowo zaczęłam od tego właśnie cytatu powyżej, aby nakreślić Wam pewien schemat a jednocześnie uzmysłowić, że niekoniecznie musi on nadal funkcjonować i mieć swoje odzwierciedlenie w pracy takich form opieki jak domy dziecka czy rodziny zastępcze.

 

Bohaterowie książki, o której zaraz będzie mowa, często w swoich relacjach zwracają na to właśnie uwagę. Mówią, że ktoś z bliższej czy dalszej adopcyjnej rodziny, znajomych, tak właśnie ich traktował, jako znajdę, podrzutka, kogoś kto do końca nigdy nie pasował do modelu rodziny „idealnej”.

 

Cytat pochodzi z książki Anny Kamińskiej, pt.: „Odnalezieni – prawdziwe historie adoptowanych”, która jakiś czas temu znalazła się w mojej bibliotece, a którą właśnie przeczytałam.

 

To kilkanaście prawdziwych historii ludzi, którzy dowiadując się o tym, że są adoptowani, próbują poznać swoją biologiczną rodzinę a jednocześnie doszukać się własnej tożsamości.

 

 Ta tożsamość jawi się wraz z bliższym sięgnięciem w głąb siebie i odnalezieniem swoich prawdziwych korzeni. Dopiero potem w ich życiu coś zmienia się na lepsze. Bohaterom wszystkich historii dotarcie do swojej rodziny biologicznej przynosi poczucie komplementarności, porządku i autentyczności. I daje im poczucie spokoju.

 

Nie chodzi tutaj przecież by dać sobie spokój z rodziną, która dotychczas wychowywała, bo to w żadnym z przypadków się tak nie zdarza, choć adopcyjni rodzice się tego boją.  Chodzi o spokój sumienia i uspokojenie wewnętrznego głosu, który cały czas mówi, że coś jest nie tak, że o czymś nie wiem, coś nie pasuje.

 

Bardzo ważne dla bohaterów poznanych historii jest nie tylko poznanie prawdy o środowisku, z jakiego się wywodzą, ale też odnalezienie wszystkich jego członków, cioć, wujków, a przede wszystkim – rodzeństwa. Nagle okazuje się, że spotykają kogoś, kto podobnie jak oni wygląda, jednakowo się porusza czy lubi te same rzeczy. Czasem ten ktoś mieszka bardzo blisko i aż nie sposób było wcześniej się na niego nie natknąć.

 

To piękna książka, polecam. Nie tylko dla osób tematem bezpośrednio zainteresowanych, ale dla każdego  z nas.

 

To książka o łamaniu stereotypów i umiejętności godzenia się z losem, choć nie zawsze jest on u swojego  źródła kolorowy i bajkowy.

 

Ludzie adoptowani to nie znajdy, podrzutki  i sieroty, kryminaliści, wbrew powszechnie utartym stereotypom.

 

To ludzie tacy jak ja czy Ty. Pracują, maja swoje rodziny, w żaden sposób nie odbiegają od jakichkolwiek norm społecznych. Często mają też cudownych, adopcyjnych rodziców, którzy są dla nich oparciem do końca swych dni.

 

Kiedy odnajdują prawdę o swoich korzeniach, odnajdują tez spokój, którego często im wcześniej brakowało. W żadnej z tych historii nie rezygnują z rodziny, która się nimi zaopiekowała, dając im dom. Są wdzięczni, mimo poznania prawy o sobie i swojej biologicznej rodzinie. Prawdy, która im się po prostu należy.

 

Przeczytajcie, warto.

 



Facebook