adopcja/rodzicielstwo zastępcze

Nie jesteś moją matką - zniszczę Cię! (Dodano 2019-06-21 16:35:50)

Są tutaj, szczególnie na blogu, mamy, które dzisiejsze święto obchodzą inaczej - często w osamotnieniu i cierpieniu. 
Takie, które straciły swoje dzieci i te, które przyjęły pod swój dach dzieci skrzywdzone i pogubione. 
Są i takie, które dopiero rozważają taką ewentualność.
Mamy, które dźwigają macierzyństwo tylko na swoich barkach i takie, które sobie po prostu nie radzą. 
To dla Was jest ten tekst. Mocny tekst, ale bardzo prawdziwy.
Wiem, że na niego czekacie...

"Nie jesteś moją matką - zniszczę cię!"
Historia, którą Wam dzisiaj opowiem to zderzenie dwóch światów. Starszego - takiego poukładanego, z doświadczeniem i osiągnięciami i młodego - który właściwie się rodzi, a może odradza -tak - to byłoby raczej właściwe określenie.
Historia kobiety, która kiedyś została bardzo skrzywdzona. Los odebrał jej to, na co czekała i czego pragnęła. Zabrał jej wszystkie dzieci, które w przeciągu kilku lat pojawiały się na świecie.
Kobieta ta długo czekała, aż w końcu zostanie biologiczną matką, jednak los nie był w tym temacie dla niej łaskawy. 
Kiedy już straciła nadzieję, pojawiło się światełko w tunelu.
Nagle w progu jej domu stanęły istoty, które bardzo jej w tym momencie potrzebowały.
Zachłysnęła się tym młodym światem, który zawitał do jej drzwi i mocno pokochała. 
Od tej pory walczyła dosłownie ze wszystkimi - o zrozumienie dla tych dzieci, o szacunek dla nich.
Prosiła o pomoc - kiedy takowa była potrzebna i właściwie dała im całą siebie - bo tak chciała, tego potrzebowała. 
Zupełnie nie spodziewała się tego, co miało się później wydarzyć. 
Była pewna, że tych złych rzeczy, niedobrych - może doświadczyć tylko od osób z zewnątrz. Z czasem zdążyła się już właściwie na nie uodpornić, więc perspektywa kolejnego "noża w plecach" już tak bardzo jej nie przerażała.
Przeraziły ją natomiast słowa i czyny, które były ich konsekwencją, a może na odwrót. 
W każdym razie nie była na to przygotowana, nawet jeśli inni ją przed nimi ostrzegali i zapewniali, że kiedyś je na pewno usłyszy.
Później było już tylko gorzej. Nie nie mogła spać. Organizm, który do tej pory nastawiony był na ciągłą pracę, skapitulował. Stres dał o sobie znać do tego stopnia, że nie pozwolił pewnego ranka wstać z łóżka. Zbuntował się kręgosłup i serce. Pasje, które do tej pory dawały radość i zadowolenie - zostały odsunięte na dalszy tor. 
Zaczęła się walka. O dziecko, które się pogubiło i o pozostałe, które były tego świadkiem, o siebie samą.
I ta ostatnia, wbrew pozorom, okazała się najtrudniejsza, bo to nie była już tylko batalia o zdrowie, ale o wszystko to, w co się do tej pory wierzyło - o idee, które wydawały się do słuszne i o najzwyklejszy święty spokój - spokój duszy i spokój sumienia.
Czasami takiej walki nie da się stoczyć samemu, czasami trzeba poprosić o pomoc. Fachową i ciągłą - nie sporadyczną. 
Czasami trzeba pozwolić dziecku na chwilę odejść. 
Nie po to by się go "pozbyć" (jak większość zarzucała), ale po to by dać mu szansę. W pełnym tego słowa znaczeniu. Po to, by mogło zrozumieć, że jego zachowanie jest konsekwencją doznanych we wczesnym dzieciństwie krzywd - niczego innego - i to nie one - owe krzywdy, powinny dziecko definiować. 
One nie mogą zaważyć na dalszym dorosłym życiu, a w każdym razie nie powinny.
Nigdy wcześniej nie przypuszczała, że konsekwencją złego dotyku, bicia, poniewierania i głodu mogą być okropne lęki. Że siedzą one w dziecku tak mocno i tylko czyhają na to, żeby się z tego małego ciała wydostać. 
I wtedy właśnie - choć nie wiem jak mocno kochało by się to dziecko - potrafią siać zniszczenie. Nie tylko w dziecku, ale w całym jego otoczeniu. Potrafią przejąć kontrolę nad organizmem, który nie jest w stanie się bronić, ale także nad tymi, którym wydaje się, że są w stanie to zrobić. 
Kiedy dziecko w pierwszym etapie swojego życia nie jest przytulane i kochane i nie zaspokoi się tych potrzeb w czas - w jego mózgu zachodzą nieodwracalne zmiany. W miejscach odpowiedzialnych za konkretne emocje, tworzą się tzw. "dziury". Nie należy wtedy od takiego dziecka oczekiwać czegoś, czego ono, najzwyczajniej w świecie, nie jest w stanie dać. Czasem najzwyklejsze i najprostsze czynności dnia codziennego stają się dla niego - tego dziecka - ogromnym wyzwaniem. 
Konsekwencją bicia, przemocy jest często "alergia" na wszelkiego rodzaju metki, na noszenie zwykłego podkoszulka. Dziecko nie będzie się wtedy pozwalało uczesać, będzie się bronić przed obcinaniem paznokci, a nawet stronić od mycia. Konsekwencją głodzenia będzie nie przyswajalność niektórych pokarmów. To, że dziecko będzie miało "odruch wymiotny" na widok np zupy buraczkowej, którą wcześniej było na okrągło pojone. Będzie się najadać do na zapas albo chować jedzenie po kątach. 
Kiedy dziecko od urodzenia nie jest kochane, przytulane i akceptowane - będzie od tej pory bało się wszystkiego. 
A kiedy pojawią się osoby, które będą chciały mu pomóc - często zostaną potraktowane jak zwykli intruzi. Innych dorosłych dziecko często odsunie od siebie, bo przecież każdy czegoś chce, czegoś oczekuje... a takie własnie dziecko nie umie, nie rozumie, nie sprosta...więc woli się schować we własnym świecie, jakże dla niego niebezpiecznym. 
Do tego świata wpuści tylko "swoich" - często nieodpowiedzialnych i nieobliczalnych. Takie też zachowania pamięta, bo często wcześniej, zanim trafi do bezpiecznego domu, jest po prostu ich świadkiem.
Nielicznym udaje się stamtąd wydostać, bo to właśnie w takim świecie dziecko czuje się komfortowo. Tam jest schowane przed codziennością, której tak naprawdę nie zna, której się boi. 
Boi się strasznie, że znowu coś lub kogoś straci, że znowu poczuje się nieważne i niezauważone. Niedocenione i niechciane. 
Boi się też matka:
- że jej niewyczerpane pokłady miłości w końcu będą miały swój kres,
- że dziecko, mimo terapii, znowu pobłądzi,
- że nie będzie potrafiła okazać zrozumienia, kiedy przyjdzie jej to zrobić tysięczny raz,
- że znowu usłyszy te słowa... - jesteś najgorszą matką pod słońcem, nie chce Cię, zniszczę Cię.... 
- że otoczenie podłoży kolejną kłodę, chociażby w postaci bezpodstawnych plotek, znowu policzy pieniądze, spojrzy z wyższością - bo przecież Ty jesteś tylko w zastępstwie,
- że kiedyś zabraknie jej sił, by to wszystko udźwignąć!
Wiem, że jest mnóstwo dzieci, którym nie udało się pomóc. MOS - y i MOW - y pękają w szwach. Dorośli, którzy pragną pomóc, często rozkładają ręce, bo rozmiar tragedii, której dziecko było świadkiem w dzieciństwie był tak wielki, że siał i nadal sieje spustoszenie w wielu obszarach. Możliwe, że tych obszarów nigdy nie da się uratować, że nigdy nie wydadzą plonu.
Ważne w tym wszystkim jest to, by umieć ten inwentarz zaakceptować. By pogodzić się z faktem, że nie zawsze będzie on zgodny z naszymi oczekiwaniami i że czasem może zaboleć.
A boli kiedy za nasze dobre serce ktoś odpłaca złem. I jakkolwiek takiego zachowania nie tłumaczyć, boli mimo wszystko.
Nie oceniajmy więc pochopnie. Nie komentujmy spraw, o których nie mamy pojęcia. Nie próbujmy dawać złotych rad odnośnie sytuacji, w których nigdy się nie znaleźliśmy. Wspierajmy ... 
P.S. Dziewczyna, o którym mowa jest pod stałą opieką ludzi, którzy jej nie skreślili i którzy każdego dnia robią wszystko, by mogła wrócić do normalnego życia. Dbają o to, by się znów nie pogubiła i by nie powieliła scenariusza ludzi, którzy tak bardzo ją kiedyś skrzywdzili. By jej dorosłość nie polegała na skrajnej nieodpowiedzialności i nie popchnęła do czynów nieakceptowalnych społecznie. By mogła w przyszłości założyć rodzinę - nie dysfunkcyjną, ale po prostu szczęśliwą.
A zastępcza matka cały czas walczy. To trudna walka, ale warta poświęceń. Codziennie stoi na straży - analizuje każde słowo, każdy uczynek. Stara się z całego serca zrozumieć i mimo wszystko daje zielone światło korzeniom dziecka, bo w głębi serca wie, że nie może inaczej. 
I wybaczyła... chociaż bardzo bolało, ale gdyby tego nie zrobiła, nie mogła by iść dalej. Oznaczałoby to całkowite rozstanie z dzieckiem, a ani ona, ani dziewczyna, nie były na to gotowe. 
I daj Boże - oby nigdy nie były... 
Tekst ten poświęcam wszystkim adopcyjnym i zastępczym matkom. Często dyskryminowanym i niezrozumianym. Tym, które przyjmują pod swój dach dzieci skrzywdzone i pogubione. 
Tym, które oprócz zwykłej codzienności, toczą batalię, której na pierwszy rzut oka nie widać. Z urzędami, instytucjami, specjalistami, a często i z rodziną. 
Tym, które czasami mają dość, bo czują się zdeptane na każdym polu, a nawet przegrane. 
Życzę Wam abyście nigdy w tej walce nie pozostawały same. 
Siły i wytrwałości Wam życzę... bo "Wszystko to, co nas irytuje w innych, może nas zaprowadzić do zrozumienia samego siebie" (Jung) 
A ja będę z tego miejsca Was mocno wspierać  
Pamiętajcie - bycie matką oznacza, że Twoje serce nie jest już wyłącznie Twoje - wędruje wszędzie tam gdzie twoje dziecko i dzieje się tak, niezależnie od tego jaką matką jesteś - biologiczną, adopcyjną czy zastępczą 
Czasem więc w naszym sercu musimy znaleźć miejsce dla serduszka, które mocno krwawi. A kiedy żal rozrywa serce, jedynym lekarstwem jest miłość, cierpliwość i zrozumienie.
Wszystkim mamom tutaj, z okazji ich święta, życzę jak najmniej trosk i zmartwień i jak najwięcej serc przepełnionych miłością.
Ściskam Was mocno 



Facebook