dążenie do macierzyństwa

Czarny protest w opinii Aniołkowej mamy... (Dodano 2016-09-23 19:26:17)

 

Czarny protest – w Sejmie awantura a media społecznościowe aż kipią od zdjęć ludzi sprzeciwiających się zaostrzeniu procedur aborcyjnych.

 

Każdy z nas może zamanifestować, wstawiając na swoim profilu zdjęcie w czarnym ubraniu i oznaczenie go hashtagiem: CzarnyProtest.

 

„22 września Sejm rozpatrzył dwa projekty obywatelskie dotyczące ochrony życia i aborcji. Pierwszy zabrania jej całkowicie. Drugi liberalizuje obecne przepisy i wprowadza aborcje na życzenie matki do dwunastego tygodnia ciąży. Autorzy pierwszego projektu – komitet „Stop Aborcji” – przypominają, że Konstytucja gwarantuje prawo do życia każdemu człowiekowi. Ich zdaniem dziecko, które zostało poczęte nie jest właściwie chronione. Najważniejszą rzeczą, którą zmienia ten projekt ustawy, jest właśnie pełna ochrona życia dziecka zarówno poczętego, jak i już narodzonego.

 

Komitet „Stop Aborcji” żąda, aby za przestępstwo zabicia nienarodzonego dziecka oprócz lekarzy odpowiedzialność karną ponosiły także kobiety. Chodzi tutaj o karę więzienia nawet do pięciu lat.

 

Z kolei liberalizację dotychczasowego prawa przewiduje projekt przygotowany przez komitet  „Ratujmy Kobiety”. Według tego projektu kobieta w określonych sytuacjach ma prawo do przerwania ciąży do końca 12 tygodnia. Później aborcja byłaby dopuszczalna w tych samych przypadkach, w jakich jest dozwolona teraz. Jeśli ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki. Gdy występuje prawdopodobieństwo nieodwracalnego upośledzenia płodu lub choroby, która zagraża jego życiu. A także wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu.” – podaje Radio Zet.

 

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

 

Ja osobiście uważam, że procedury i tak są już dość rygorystyczne, co powoduje występowanie tzw. podziemia aborcyjnego, a w ostatnich latach zachodzi również zjawisko tzw. „turystyki aborcyjnej” – czyli wyjazdów za granicę naszego kraju w celu dokonania aborcji.

 

W praktyce szpitalnej jest jak jest.

 

Obwarunkowania prawne, jeszcze jakiś czas temu, podczas moich pobytów w szpitalu, nie dawały  tak naprawdę w większości przypadków pacjentce wyboru i nawet jeśli ciąża zagraża jej życiu, nie było praktycznie możliwości dokonania legalnego zabiegu, no chyba, że płód obumarł, jak było w moim przypadku podczas  drugiej ciąży.

 

O ile tego zagrożenia nie byłam świadoma za pierwszym razem (lekarze twierdzili, że takiego nie ma, dopiero w karetce, która przewoziła mnie do Poznania, pielęgniarka odczytała z wypisu: Podejrzenie wad genetycznych) to w trzeciej miałam już ogląd na powagę sytuacji od początku.

 

Dzisiaj jak się nad tym głębiej zastanowię, to stwierdzam, że działało to wtedy na zasadzie tzw. „spychologii”, a może nawet w dużej mierze na  niewiedzy lekarzy, którzy pierwszą ciążę prowadzili. „Podejrzenie wad genetycznych” – tak najprościej napisać i oddać pacjenta pod opiekę innego szpitala. Była to już wtedy zaawansowana ciąża więc o terminacji nie było nawet mowy.

 

W Poznaniu dowiedziałam się dopiero, że zagraża ona również mojemu życiu i że oprócz monitorowania dziecka, trzeba zająć się mną, zbadać wskaźnik zakażenia organizmu itd. Na szczęście w trzeciej ciąży byłam już pod opieką fachowców, którzy świadomi zagrożenia nie wyrażali zgody nawet na krótkie przepustki do domu. Nawet jednak wtedy, po konsultacjach, które nie ograniczały się tylko do szpitalnych lekarzy (wysyłano mailem moje wyniki i zdjęcia usg do Londynu) nie było mowy o zakończeniu ciąży. Czekano na jakikolwiek syndrom akcji porodowej, aby móc ruszyć z miejsca.

 

W tym temacie mogę więc wypowiedzieć się tylko z mojej perspektywy ponieważ uważam, że jest to bardzo indywidualna sprawa.

 

Czym innym jest dla mnie możliwość dokonania zabiegu, gdy dziecko umiera w łonie matki już na samym początku trwania ciąży a czym innym zrobienie tego, tak jak do tej pory było możliwe do 24 tyg.

 

Przyznam, że nie  miałam możliwości wcześniejszej terminacji pierwszej i trzeciej ciąży, ale  i tak nie wyraziłabym na nią zgody zgody. A dlaczego?

 

Matka chorego dziecka ma cały czas nadzieję, że lekarze się mylą, że stanie się cud i mimo złych prognoz, jednak się uda. Zdaje sobie tak naprawdę czasem sprawę , że to złudne nadzieje, ale…

 

Poza tym dziecko było częścią mnie i nie wyobrażałam sobie, że tak po prostu się go „pozbędę”.

 

Gdzieś tam  tak naprawdę wiedziałam, że się nie uda, choć starałam się mieć nadzieję do końca. Chciałam wtedy żeby dziecko miało swój nagrobek, a tym samym miejsce na cmentarzu, do którego zawsze mogę wrócić.

 

Ja osobiście nie jestem zwolenniczką aborcji dla swojego „widzi mi się”. Dlaczego? Bo patrzę na nią z troszkę innej perspektywy. Perspektywy kogoś, kto stara się o dziecko i nie może go mieć, jak i kogoś, kto patrzy na śmierć dziecka i zastanawia się dlaczego? Dlaczego inne, zdrowe kobiety, decydują się na taki krok, mogąc mieć swoje, zdrowe dzieci? Nie do końca powinno się dawać na to przyzwolenie ponieważ każda ciąża jest konsekwencją  decyzji, słusznych bądź mniej słusznych, ale decyzji dorosłego człowieka. W każdym innym przypadku musimy przecież za nie odpowiadać, dlaczego nie w tym?

 

Nie przekonuje mnie też tłumaczenie, że lepiej usunąć niż potem oddać, bo taki tok rozumowania z kolei dyskryminuje ludzi, którzy, nie mogąc mieć swoich własnych dzieci, czekając na te adopcyjne.

 

Każda Aniołkowa mama też nie zrozumie wypowiedzi typu: lepiej usunąć niż opiekować się   „roślinką”. Żadnej przyszłej matce, ani tej Aniołkowej, ani tej, która rodzi niepełnosprawne dziecko, nie wolno mówić w ten sposób. Powinna sama zdecydować.

 

Jeśli natomiast kobieta uzna, że nie poradzi sobie z opieką nad chorym dzieckiem, że nie da rady tego ciężaru udźwignąć, należy dać jej wybór, bo o ile nie poradzi sobie z tym pierwszym, to z udźwignięciem konsekwencji tego czynu już będzie musiała  i nie należy jej za to karać więzieniem.

 

W całym tym zamieszaniu najbardziej ucierpi kobieta właśnie, bo to ona, tak czy inaczej, poniesie konsekwencje. Będzie się albo zmagać ze swoim sumieniem albo poniesie karę w dosłownym słowa tego znaczeniu, wg kodeksu karnego, który, jak podaje Radio Zet, będzie przewidywał w takim przypadku nawet 5 lat pozbawienia wolności.

 

Pozostawiałabym każdej ciężarnej prawo decydowania o możliwości dokonania zabiegu i tym samym zostawiła ją z tego konsekwencjami.

 

Uważam, że w zależności od osoby, będą one po prostu różne bo psychika  każdego  z  nas jest nastawiona na inne bodźce. Dla jednej z nas będzie to skutkowało poważną traumą, inna zrobi to kilka razy i nawet nie pomyśli o konsekwencjach tego czynu.

 

W tym temacie mogę więc wypowiedzieć się tylko z mojej perspektywy ponieważ uważam, że jest to bardzo indywidualna sprawa, ale poprosiłam o opinie koleżankę, która jakiś czas temu również starała się o biologiczne dziecko, dziś jest mamą adopcyjna i zastępczą jednocześnie.

 

Ona również uważa, że „zezwoliłaby  na  aborcje,  ale tylko wtedy, gdy zagrażałaby  życiu matki, jeśli płód już na samym początku jest chory i nie da się tej wady wyleczyć podczas ciąży i w wypadku gwałtu”. Twierdzi również, że jeśli chodzi o gwałt to „ nie koniecznie. Zawsze można oddać dziecko do adopcji, ale wierzy, że ciężko chodzić w ciąży po takiej traumie”. Zwraca tez uwagę na fakt decydowania partnera/ojca dziecka w tej kwestii.

 

Ciekawiło mnie również zdanie mojego męża w tej kwestii. On z kolei jest zdania, że ówczesny rząd robi wszystko dla statystyk. Nie zależy im na tym czy dziecko urodzi się chore, wymagające pomocy (polityka rządu w kwestii pomocy rodzicom takich dzieci i tak kuleje) czy w wyniku strasznych wad wrodzonych, po prostu umrze kolejnego dnia. Politycy po skończonej kadencji będą mogli pochwalić się, że za ich rządów liczba urodzeń wzrosła. Całkowity zakaz aborcji zwiększy przecież takie statystyki. Ówczesna polityka naszego rządu, zdaniem mojego męża, cofa nas do Średniowiecza.

 

Jak widać, ilu ludzi, tyle opinii. Łatwo się wypowiadać w jakiejś kwestii, kiedy nas ten temat nie dotyczy lub nigdy nie dotknął. Łatwo formułować akty prawne w taki sposób by działały na korzyść partii rządzącej.

 

W tym wszystkim zapomina się jednak o tym, że to kobieta postawiona przed takim wyborem i tak poniesie jego konsekwencje. Jakkolwiek zrobi to ona z nimi zostanie.

 





Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)

Facebook