strata dziecka


\"Tysiące myśli...\" - Wszystkich św. w oczach aniołkowych i nieaniołkowych... (Dodano 2017-11-01 10:31:28)

W głowie kłębią sie tysiące myśli. Właściwie nic od tygodnia nie idzie jak trzeba. Czasami aż mdli i wszystko leci z rąk...
Tak właśnie czuje się każda Aniołkowa mama w taki dzień jak dziś. I nie dlatego, że jej żałoba jest jeszcze "świeża". Czuje się tak
w każdą rocznicę, za każdym powiewem wspomnień i  świętem, które w jakikolwiek sposób przypomina jej o kimś, kogo juz nie ma
a kto był tak jej bliski - taki tylko jej, bo przecież z jej krwi.
Czuje jakby brakowało cząstki jej samej i w jakikolwiek sposób będzie próbowała jej odszukać, żadnym sposobem, nie będzie  w stanie jej odnaleźć.
Ta cząstka spoczywa razem z jej dzieckiem i należy tylko do niego. To coś nienamacalnego, ale coś, co mogła mu dać. Na zawsze...
Na co dzień daje mu jeszcze garść wspomnień, modlitwę i ciepłe słowo - czasem na jawie, a czasem we śnie. Daje mu swoje łzy - wtedy, kiedy wszyscy
naokoło nie chcą juz na nie patrzeć. Daje mu obietnicę - że kiedyś będą razem...Wierzy w to, bo przecież Aniołkowa i czeka...ma już na co czekać -
przesteje bać się śmierci, bo wie, że choć będzie ona oznaczała ziemski kres, da początek czemuś, co tutaj, na ziemi, nie było jej dane...
Strasznie tęskni... za tym co było, czasem dane tylko na chwilę a czasem na lata. Tęskni za każdym oddechem, ciepłem przytulenia, miłością...
taką bezwarunkową - jakże prawdziwą...czasem tak naprawdę jedyną prawdziwą, której zaznała...
Tak....tak właśnie się czuje...czasem nie mówi nic a w środku krzyczy...często niezrozumiana, przez swoją żałobę przez nikogo niechciana, sama...

Oprócz moich słów, mam dla Was jeszcze kilka zdań od nieaniołkowych rodziców. Jakis czas temu poprosiłam kilku moich znajomych by właśnie z okazji
dzisiejszego świeta napisali coś dla nas, od siebie...Często bowiem wydaje nam się, że otoczenie nas nie rozumie, nie towarzyszy nam w żałobie,
nie chce pomóc... Nie od wszystkich dostałam odpowiedź. Byli jednak i tecy, którym pomysł wydał się na tyle godzien uwagi by nam odpisać.
Z całego serca im tutaj, z tego miejsca, za to dziękuję. To dla nas - Aniołkowych - bardzo ważne. Czuć wsparcie w żałobie, móc o niej rozmawiać,
dzielić ją z kimś - to tak, jakby ktoś podał nam rękę w chorobie i powiedział - nie bój się, pomogę ci przez to przejść. To też zezwolenie na
jej przebycie w dowolnym przez nas momencie i charakterze...to przekonanie, że nie jesteśmy już sami, że ktoś nas w tym całym naszym
Aniołkoym swiecie w końcu rozumie - choć tak naprawdę do niego nie należy...Dziekuję Wam za to...


 Drodzy Aniołkowi Rodzice. 

Zbliża się dzień 1 listopada, dzień refleksji,  zadumy... dla Was to dzień szczególnie trudny... na nowo odżyją wszystkie wspomnienia...  strach...  cierpienie... żałoba. Kochani, pragniemy abyście ten dzień przeżyli miłością... do Siebie nawzajem, do Najbliższych, do Przyjaciół, do Waszych Aniołków,  czerpiąc siłę z pewności,  którą w tak prosty i piękny sposób wyraził bohater dziecięcych bajek, Puchatek... 
"A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? – spytał Krzyś, ściskając Misiową łapkę.
– Co wtedy?
– Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek.
– Posiedzę tu sobie i na ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha, to ten drugi ktoś nigdy nie znika..."  
(Kubuś Puchatek, A. A. Milne)
 
Agnieszka mama Filipa i Michała

"Kochani, na samym początku nie wiem co do końca napisać. Pani Ania poprosiła mnie o kilka słów, ale nie myslałam, że będą aż tak trudne.
Prawda jest taka, że My, rodzice, którzy nie stracili swoich pociech, często, mimo tego, że w naszym otoczeniu sa Aniołkowi rodzice, nie potrafimy
z Wami rozmawiać. W sumie dziękuję w pewnym sensie pani Ani za tą mozliwość ponieważ Aniołkową mamą jest moja ukochana siostra.
Minęło już sporo czasu od tego straznego dnia a ja nie potrafiłam z siostrą o tym porozmawiać. Bałam się, że ją zranię, że powiem coś nie tak.
Dzisiaj, mając taką możliwość, zwracam się do niej, ale i do Was  kochani Aniołkowi rodzice. Nigdy nie możecie tracić nadziei, że jeszcze bedzie
dobrze bo zycie juz takie jest - raz dokopie, raz nagradza. Taką nagrodą jest Natalia - cudowna dziewczynka, moja siostrzenica. Mimo
przeciwności losu, strachu, obaw towarzyszących całą ciążę - jest!
Wiem jak trudnym jest dla Was listopad, bo wtedy przypominamy sobie tych, którzy odeszli, ale ja wierzę, że wszystko jest po coś. Gdzies tam
na niebie usmiechaja sie do Was Wasze Aniołki i czekają tam na Was. Macie dla siebie jeszcze całą wieczność, gdy spotkacie się z nimi po
drugiej stronie. A ja jako mama podziwiam Was za Waszą siłę i proszę Was - mówcie głośno o tym co czujecie po stracie. Może to chociaż w małym
stopniu pomoże się uporać z żałobą. Troszke się rozpisałam, ale mam nadzieję, że chociaz troszkę spełniłam prośbę pani Ani."
Paulina Płócieniczak


Kochane Mamy!!!
Święto Zmarłych to jedyne święto które nie niesie z sobą radości… Jest to dzień smutku żalu wzruszeń i tęsknoty za kimś kogo już z nami nie ma. Jesteśmy wtedy pogrążeni w zadumie, a nasze myśli krążą nad osobami, które nas już opuściły. Ból, rozpacz smutek i żal towarzyszą nam i nie dają zapomnieć tych chwil które razem spędziliśmy. Jednak te chwile wspólnie spędzone, czy to lata, dni miesiące, godziny to najwspanialsze chwilę jakie się nam przytrafiły.
Moglismy być z tymi których kochalismy. Mogliśmy pokazać im jak je kochamy, jak są dla nas ważne.

Każda strata boli i zawsze braknie tego wspólnego czasu….
Jednak mamy wspomnienia. To one dają nam możliwość by widzieć dana osobę, czuć jej obecność, rozmawiać z nią w myślach. Dla jednych wspomnienia są udreka dla innym natchnieniem, ale to one dają nam możliwość by czuć tę osobę blisko siebie.
Śmierć kogoś bliskiego to najgorsza rzecz jaka może się zdarzyć.
Jak po tym żyć dalej? Gdy to tak bardzo boli.

Każdy z nas ma w sobie siłę a Wy Mamy Aniolkow jesteście tego przykładem.

Pozdrawiam

Daria S.

 

 





My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)

Facebook