strata dziecka


\"Moje serce wciąż krwawi...\" (Dodano 2017-05-12 16:01:40)

Kolejny dzień, kolejna prawdziwa historia naznaczona  bólem i cierpieniem. Kolejne zdrowe dziecko, na które tak bardzo czekano, a które nie dostało szans na życie.
Znowu zawinił ktoś, kto powinien nieść pomóc.
Ktoś, komu, udając się do szpitala, tak bardzo ufamy – lekarz!
Link do artykułu opisującego przebieg wydarzeń znajdziecie tutaj: http://expressochaczewski.pl/2017/04/18/nie-dali-dziecku-szans-na-zycie/
Ja chciałabym się dzisiaj skupić na odczuciach Kasi – mamy małej Kornelki, na jej emocjach, których nie ukrywa i na tym, jak bardzo to wszystko przeżywa. Ona i jej rodzina.
 I tym samym uzmysłowić Wam, moim czytelnikom, którzy stanowicie otoczenie Aniołkowych rodziców,  jak i im samym,  jak wielki wpływ na czyjeś życie może mieć ludzka  nieodpowiedzialność, opieszałość i popadnięcie w rutynę. Jak wiele zła potrafi wyrządzić i jakie potrafią być jej nieodwracalne skutki. Mogą po prostu kosztować czyjeś życie.
To świeża sprawa, sprzed dwóch miesięcy. Kasia jest więc na początku drogi ku sprawiedliwości, jest też pełna determinacji by doprowadzić do tego, by odpowiedzialni za jej osobistą  tragedię, ponieśli karę. O jej wymiarze oczywiście zadecyduje sąd, ale my – Aniołkowi rodzice  – już dziś wiemy, że jakikolwiek wymiar wyniesie , nie zrekompensuje ona poniesionych krzywd i nie wróci życia tej małej kruszynce. Nie mniej jednak trzeba walczyć o sprawiedliwość, by kolejne mamy, dzieci, nie podzieliły podobnego losu.
„Codziennie wstaję z łóżka i staram się żyć. Zapełniam dzień codziennością. Robię zakupy, dbam o dom, coraz częściej się uśmiecham i nieraz żartuje.
Wiele osób mówi mi, że mnie podziwia, że jestem silna.
Nie mają świadomości, że to tylko pozory. To maska, którą codziennie przywdziewam. Gdybym obnażyła wnętrze - nikt nie chciałby ze mną rozmawiać. ...” – pisze na swoim fb profilu zrozpaczona mama.
Więź łącząca  dziecko i rodziców to wzajemny dar, który jest najbardziej naturalny, delikatny w swojej wyjątkowości, a zarazem niezmiennie trwały. Odpowiednio pielęgnowany i doceniany może stanowić sens życia.
Gdy dziecko umiera, zburzony zostaje cały porządek świata rodziców. Umiera też więc część ich samych. Kiedy następuje to nagle, tak jak w przypadku historii Kasi, czy Karoliny, o której pisałam wczoraj,  nie ma się co dziwić, że ich świat nagle ulega totalnemu przeobrażeniu. Zarówno one, jak i ich najbliżsi, są narażeni na silne reakcje szokowe i wiele skomplikowanych procesów psychicznych.
„Nie ma takiej osoby na świecie, która mogłaby zdjąć ze mnie ten ciężar, która mogłaby ulżyć w cierpieniu. To, co najboleśniejsze – jest w środku. Prawdziwą ulgę poczułabym wówczas, gdyby ona wróciła, a to niemożliwe” – pisze Kasia.
Dziej się tak dlatego, że nie można przygotować się w żaden wewnętrzny czy zewnętrzny sposób na niespodziewane odejście dziecka. Jego nagła śmierć nie posiada jednego oblicza, ponieważ może ona nastąpić w skutek poronienia, śmierci dziecka w łonie matki, zespołu śmierci łóżeczkowej, wypadku, samobójstwa, morderstwa.
Jedno jest pewnie – niespodziewana tragedia rozpoczyna proces żałoby rodziców i to jak on będzie przebiegał, w dużej mierze zależy też od ich otoczenia, wsparcia ze strony najbliższych i aby mogli oni  przejść przez wszystkie fazy żałoby, otoczenie to musi po prostu im na to pozwolić.
„Jeśli wypowiem przy Was jej imię, proszę nie zmieniajcie tematu i nie bójcie się, że za chwilę wybuchnę płaczem (nawet jeśli się tak stanie – to ja teraz tak funkcjonuję – to przeplatanka różnych emocji). Chcę tylko żebyście wiedzieli, że jestem matka trójki dzieci. Tak będzie już zawsze. Pomimo, ze nie ma jej już wśród nas – ona jest obecna. W moim sercu pozostanie na zawsze. „
Kochani, zrozumcie, że te przeróżne stany emocjonalne, na które zwraca uwagę Kasia, to poczucie winy, gniew, stres potraumatyczny, lęki, reakcje depresyjne itd.
Reakcje społeczne, o których mówi Kasia są często nieadekwatne ponieważ niestety jeszcze w niektórych środowiskach istnieje przekonanie, że strata dziecka, którego życie trwało tak krótko, jest mniej znaczące dla bliskich niż śmierć dziecka starszego. Nieprawda!
„Wiele osób oczekuje, że na tym etapie powinnam już się trzymać” – pisze Kasia. Nic bardziej mylnego kochani. Choć etapy żałoby są podzielone na fazy to każdy Aniołkowy rodzic, przechodzi przez nie  inaczej, w różnym stopniu, nasileniu, a nawet czasie.
Wydaje mi się, że to właśnie otoczenie powinno starać się zrozumieć, iż żałoba po stracie dziecka to bardzo długoterminowy proces i zanim osieroceni rodzice nie uznają realności straty, nie zgodzą się na odejście ukochanej osoby (o ile to w ogóle kiedykolwiek możliwe) i nie przystosują się do świata, w którym tej osoby już nie ma, nie należy wymagać od nich zachowań, które „przystoją” i są według otoczenia odpowiednie.
Proces odejścia dziecka to także proces, w którym rodzice muszą zaakceptować wiele zmian w swojej tożsamości.
„Może to dziwne, ale śmierć mojego dziecka to teraz mój „ulubiony” temat. Trudno to zrozumieć osobom, które nigdy nie przeżyły żałoby, starty naprawdę bliskiej osoby. Mogłabym o niej rozmawiać godzinami, mogłabym też godzinami opowiadać co siedzi teraz we mnie w środku. Wiem jednak, że niewielu znalazłoby się słuchaczy”
Jakiś czas temu pokusiłam się o napisanie postu dotyczącego wszechobecnej „zmowy milczenia”. (http://sercemotuloneblog.pl/index.php?op=str,24,7,0,27).
Doświadczyłam jej kilkanaście lat temu, kiedy umierały moje dzieci. Jak widać, temat jest nadal aktualny i wbrew powszechnemu przekonaniu, że świat „idzie do przodu”, mam wrażenie, że są takie tematy, o których ludzie po prostu nie chcą mówić, albo nie umieją i nie silą się nawet na to żeby spróbować.
Tutaj, z tego miejsca, postaram się to zmienić i razem z moimi tekstami, które są nie tylko częścią mojej historii, ale też i Waszej, moich czytelników. W jakim stopniu mi, nam się uda, nie wiem.
Kochani, którzy stanowicie tzw. otoczenie Aniołkowych rodziców, nie odsuwajcie się od nich. Rozmawiajcie z nimi, nawet wtedy, kiedy strasznie się tej rozmowy boicie. Zrozumcie, że trudno zapomnieć o kimś, kto dał tak wiele do zapamiętania.
„Choć mijając mnie na ulicy, widzicie mnie uśmiechniętą, moje serce wciąż krwawi” – pisze Kasia.
Zapamiętajcie to zdanie i postarajcie się zrozumieć…
Pamięci Kornelki, która odeszła zbyt szybko….

 





Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)

Facebook