strata dziecka


\"Zawstydzic silnych\" Sarah Williams (Dodano 2017-05-05 20:41:56)

 

Często zdarza się tak, że jedno wydarzenie, sytuacja, która jest tą zupełnie niespodziewaną, potrafi zmienić nasze myślenie, a nawet życie.

 

Przyznam, że tak było w przypadku książki, po którą niedawno sięgnęłam.  Długo nie mogłam znaleźć odpowiedzi na niektóre pytania związane ze śmiercią moich dzieci i uzmysłowić sobie do końca jaką rolę w tym wszystkim pełnił Bóg. Dlaczego na to wszystko pozwolił i jaki miał w tym cel?

 

Kiedy już wydawało mi się, że to ten moment, że już rozumiem i potrafię wytłumaczyć, że potrafię wybaczyć…przychodził słabszy dzień, wracały wspomnienia i znowu wszystko zaczynało się od początku.

 

Wiele Aniołkowych matek ma to do siebie, że po traumie jaka je spotyka, zamyka się na Boga, gniewa na niego i całkowicie np. przestaje uczestniczyć w liturgii mszy św. Tak było i w moim przypadku. Długo trzymałam dystans i nie odczuwałam potrzeby rozmowy z Bogiem.

 

Działo się tak…aż przez zupełny zbieg okoliczności trafiła w moje ręce książka Sarah Williams, pt.: „Zawstydzić silnych”.

 

To  autobiograficzna relacja opisująca dramatyczne wydarzenia z życia autorki, a zarazem poruszająca opowieść o sile miłości potężniejszej niż śmierć. Sarah i Paul – rodzice dwóch radosnych dziewczynek – spodziewają się przyjścia na świat trzeciej córki. Jednak badanie ultrasonograficzne przeprowadzone w dwudziestym tygodniu ciąży przynosi nieodwołalny wyrok: dysplazja – śmiertelne zniekształcenie szkieletu. Lekarze nie dają dziecku żadnych szans. Płód z pewnością nie przeżyje porodu – z medycznego punktu widzenia aborcja wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Jednak Sarah i Paul podejmują heroiczną decyzję o urodzeniu córki.

 

We wszystkich, podjętych przez nich decyzjach, rodziców nienarodzonego maleństwa, wspierają przyjaciele. Są z nimi, zarówno podczas wyciszenia, jak i kiedy postanawiają „wrócić do życia” w oczekiwaniu na Cerian.

 

Cerian, co po walijsku znaczy „umiłowana”, staje się częścią rodziny i całkowicie zmienia sposób myślenia autorki i jej męża o tym, co silne i słabe, zdrowe i chore, normalne i nienormalne.

 

„Była nieoczekiwanym skarbem. Z początku wydawała się być utratą nadziei i ruina wszystkich moich planów, ale to przez nią Bóg ponownie zbliżył się do mnie, szalony i piękny, dobry i łaskawy, dziwnie znajomy i ekscytująco nieznany. Kiedy nosiłam Cerian dotknęłam jego obecności. Pamietam niewypowiedzianą radość życia w społeczności z Nim, zdałam sobie sprawę, że w głębi, pod tymi wszystkimi wysiłkami zdobycia odkupienia kryło się pragnienie bliskości z samym Bogiem. Cerian zawstydziła mnie, w swojej słabości i bezradności pokazała mi drogę do intymnej bliskości z Jezusem. Kiedy umarłam dla własnej zdolności noszenia mojego dziecka, poczułam się, jakby cała moja tożsamość została zanegowana”.

 

O tym właśnie pisałam na wstępie, w takiej całkowitej bezradności, beznadziei i tęsknocie, brakuje nam czasem bliskości kogoś, kto bez względu na wszystko i wszystkich stoi przy nas, kto trzyma nas za rękę i prowadzi… to długa droga, ale każdy z nas może podjąć decyzję czy wrócić do Boga, mimo niesprawiedliwości, jaka nas dotknęła i okropnego cierpienia.

 

Czasem  wydaje nam się, że osoby, które przeżyły śmierć swoich dzieci, są bardzo silne (mówimy…ja bym tego nie zniosła, nie przeżyła itd.). Prawda jest taka, że pod tym pancerzem kryje się jednak ogromna słabość i czasem kompletny brak nadziei na lepsze jutro.

 

Ludzie, którzy stoją obok, poprzez lekturę tej książki, zrozumieją, że życie Aniołkowych rodziców to tak naprawdę podróż prze smutek. Strata ta jednak na pewno w znaczny sposób pogłębi ich człowieczeństwo a żal po niej paradoksalnie zwiększy odczuwanie przez ich radości w późniejszym czasie.

 

Tak, jak w moim przypadku, przyjście kolejnych dzieci, po wcześniejszej stracie, było dla mnie i wielką radością, szczęściem, ale też mocno poruszyło, niby zagojone już rany.

 

Dziwne to, że żałoba potrafi zwiększyć nasza zdolność do cieszenia się życiem, ale uwierzcie,  tak jest w rzeczywistośći.

 

„Dlaczego tak się dzieje Panie? – pytałam po całych dniach wpatrywania się w szpitalny sufit.

 

- Bóg mówi, że potrzebujesz szczególnego namaszczenia, aby nosić to dziecko. To dziecko ma szczególne powołanie i dlatego tak cierpisz, aby się mogło urodzić”

 

Przeczytajcie, bo warto…może i Wy znajdziecie odpowiedź…

 

 

 



Facebook