wychowanie w rodzinie/wielodzietność

Wychowanie nastolatka (Dodano 2017-08-16 15:59:37)

„Wychowanie nastolatka to nie zajęcie dla mięczaków”  (Lisa Damour)
Wielu twierdzi, że życie z nastolatkiem przypomina życie na krawędzi. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, jaki problem wyniknie i co trzeba będzie zrobić, jak postąpić,  by nie postawić jednego kroku za dużo, by z tej krawędzi  po prostu nie spaść  i to z hukiem.
Czy rodzic nastolatka powinien rwać sobie włosy z głowy, czy raczej ciągłe kłótnie i niedopowiedzenia powinny go cieszyć?
Postaram się napisać o tym kilka słów.
Sama jestem obecnie na tym etapie. Moja córka ma 14 lat. Czasem próbuję ją usprawiedliwiać, a czasem, jak każda matka, mam po prostu dość.
Rodzicom przeważnie trudno „wejść w ten etap” ponieważ ciężko pogodzić nam się z faktem, że nasze, do tej pory grzeczne dziecko, nagle przestaje nam o wszystkim mówić, wszystko zaczyna je drażnić a my – rodzice – nic przecież nie rozumiejący, na niczym się nie znający, tylko pogarszamy sprawę.
Długo zastanawiałam się co tak naprawdę jest problemem, czy to wszystko moja wina? Czy nagłe huśtawki emocji nie wynikają czasem z jakiś niesnasek między nami, które wcześniej niewyjaśnione tylko się piętrzą. Wielu rodziców/opiekunów myśli w ten sposób.
Ale aż takie częste chyba nie są normą ? – pomyślałam.
Otóż okazuje się, że są a za to wszystko odpowiada szybko rozwijający się mózg. To po prostu standard wynikający z fizjologii. Najnowsze badania neurologiczne dowodzą, że mózg w okresie dojrzewania rozwija się gwałtowniej, niż sądziliśmy do niedawna. Przy czym jego płat czołowy, odpowiadający za zrównoważone reakcje, wykształca się wolniej niż ciało migdałowate, rejestrujące emocje.
Efekt jest taki, że każda, choćby drobna emocja brzmi w mózgu nastolatka jak dzwon, który zagłusza racjonalne myślenie. Stąd wybuch złości czy euforii z błahych powodów.
Trudno nam je znieść, ale wg psychologów, nie ma w nich nic niepokojącego.
Jeśli chcemy pomóc nastolatkowi, musimy nauczyć go nazywać emocje, mówiąc np. „widzę, że jesteś oburzona, wściekła, smutna itd. Na pewno jest ci z tym trudno .” To może zachęcić do rozmowy. Nazywanie trudnego uczucia i porozmawianie o nim, przynosi ulgę i pomaga dziecku je opanować.
Anna Freud (córka Zygmunta, psychoterapeutka zajmująca się dziećmi) powiedziała kiedyś, że „typowa nastolatka zachowuje się w swoim domu tak, jakby wynajmowała w nim pokój i nie była zadowolona z kwatery”.
Kiedy jest się rodzicem zastępczym bądź adopcyjnym (i dziecko wie o przysposobieniu) dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia poszukiwania tożsamości u nastolatka. Rodzic zastępczy bądź biologiczny może usłyszeć wtedy: „Nie jesteś moją matką/ojcem”.
Co zrobić by te słowa nie bolały tak bardzo?
Psychologowie twierdzą, że pierwsza faza dojrzewania to odcinanie się od rodziców, druga to – odpychanie ich od siebie. Wtedy właśnie dzieciaki najczęściej sięgają po docinki. Potrafią też okrutnie obgadywać rodziców przed kolegami. Ale kiedy ktoś nas atakuje – potrafią też zaciekle bronić.
Wydaje mi się, że to jak sobie z tym wszystkim poradzimy, zależy w głównej mierze od naszej interpretacji. Przyznam szczerze, że ja sama na początku strasznie brałam te wszystkie docinki do siebie, obwiniałam się za wszystko, traktowałam to w aspekcie mojej osobistej porażki. Niepotrzebnie. Później zaczęłam sięgać do źródeł. Dużo na ten temat czytać.
W lipcowym Twoim stylu trafiłam na ciekawy artykuł „Dwie na krawędzi”, którym się tutaj inspiruję i z którego cytuję tak ważne informacje dotyczące chociażby fizjologii.
Wydaje mi się, że jeśli będziemy pamiętać, że to norma w tym wieku, będzie nam lżej. Ale – musimy tez pamiętać o swoich uczuciach i przypominać dziecku, że też je mamy i też czasem nam przykro, smutno itd. My, jako rodzice, też mamy prawo i musimy wręcz sygnalizować,  że nam przykro, smutno. Okazywać swoje niezadowolenie.
Musimy też pamiętać, mówi Lisa Damour, że samo nie przejdzie i nie zostawiać tych niedomówień na zasadzie: jakoś to będzie. Świat jest przecież pełen dorosłych, których nikt nie nauczył szanować innych.
Dorastanie to nie tylko wiek, w którym nasze dzieci powinny uczyć się niezależności, ale też szacunku. Poza tym nastolatki doskonale wiedzą, kiedy przekraczają dozwolone granice, i dziwią się, gdy dorośli na to nie reagują .
Jedną z najmądrzejszych rzeczy, jakie powinniśmy robić, jest stawianie granic. Także takich, które wyznaczają , na co im pozwalamy wobec siebie!
Wiem, że nie zawsze osiągniemy zamierzony efekt, ale mimo wszystko musimy stawić czoło wyzwaniu i nie odpuszczać, bo brak konsekwencji  może przynieść wręcz odwrotny skutek.
Ja jestem dopiero „na starcie”. Takie dylematy i trudne chwile czekają mnie pewnie jeszcze czterokrotnie. U każdej z córek etap ten  przechodzić będziemy pewnie indywidualnie i u każdej z inną dozą emocji i wrażeń.
Wszystko przed nami. A jak to było w waszym domu? Jak zmagaliście się z tym trudnym okresem u Waszych pociech? Może macie jakieś ciekawe rady i spostrzeżenia, którymi chętnie się z nami podzielicie? Czekamy na Wasze opinie i pozdrawiamy serdecznie.

 

 



Facebook