Archiwum

Mała, biała komódka pełna skarbów... (Dodano 2017-12-22 22:10:11)

O ogromnej potrzebie poruszenia nieba i ziemi - by mówić o tematach ważnych , małej dziecięcej komódce - pełnej skarbów , kolorowych rajstopach i o mamie, w której drzemią niewyobrażalne siły …

Piszę ten post w okresie przedświątecznym.
Z moimi dziewczynkami przygotowałam już kilka  wigilijnych potraw. Teraz w piekarniku piecze się sernik a ja, siedząc przy laptopie, słyszę w oddali ich głosy.
Śpiewają kolędy… Czuję spokój, bo wiem, że mam je blisko siebie… Dom nie jest już pusty, a one wnoszą do niego tyle ciepła, że bez problemu otula ono moje serce.
Jest jednak wśród nas wielu rodziców, którzy te święta spędzą samotnie.
Kto więc utuli ich strapione serce?
Odkąd poznałam Jadwigę i usłyszałam opowieści o jej córeczce, nie mogę przestać o nich myśleć. Szczególnie teraz, kiedy w tym specyficznym, przedświątecznym okresie, mam więcej czasu na przemyślenia i zadumę.
Myślę więc nie tylko o mamie  Anielki, o której zaraz przeczytacie, ale też o innych Aniołkowych rodzicach, o ich dzieciach, które odeszły za wcześnie, a także o tych, którzy święta spędzą w szpitalu przykuci wręcz do łóżek, na których leżą ich pociechy, często walczące o życie.
Historię ciemnookiej, nad wyraz ślicznej dziewczynki,  śledziłam od momentu pojawienia się facebookowej strony Serce dla Anielki (https://www.facebook.com/SerceDlaAnielki/?fref=ts).
Trafiłam na nią przez przypadek, wpisując w przeglądarkę pierwszą frazę mojej blogowej nazwy.
Zobaczyłam na zdjęciach śliczną, kilkunastomiesięczną dziewczynkę, która czeka na przeszczep serduszka.
„Boże jakie duże, czarne oczka” – pomyślałam.
Na zdjęciu była z mamą, która trzymała  ją w ramionach i mocno do siebie przytulała.  Mama wyglądała  na zmęczoną, ale też na szczęśliwą i dumną z faktu bycia oparciem dla  tej małej kruszynki, w trudnym dla niej momencie, ale przede wszystkim dumną z faktu bycia matką.
Ilekroć spoglądałam na te zdjęcia w późniejszym czasie, do głowy przychodziło mi tysiące myśli i pytań: Skąd ta kobieta czerpie siły? Jak bardzo poważna jest sytuacja? Jaki ta historia będzie miała finał?
Po krótkim czasie  przekonałam się, że niestety ten najgorszy z możliwych.
26 października bieżącego roku  mama Anielki na stronie poświęconej córeczce,  napisała:
Dzisiaj serduszko Anielki stanęło. Nasz skarb odchodził w promieniach słońca, pomimo szarugi za oknami. Jest teraz szczęśliwa u Pana Boga. Zmieniła nasz świat już na zawsze. Jej życie pokazało, że wszystko się może zdarzyć, bo poruszyła serc innych wiele.
Śmierć dziecka jest bolesna, nie tylko dla osób bezpośrednio z nim związanych. Prawda jest taka, że porusza każdego.
Nie sposób więc opisać co czułam, kiedy ta informacja do mnie dotarła.
Oprócz wszechogarniającego smutku, było to też ogromne poczucie niesprawiedliwości i współczucie dla rodziców i bliskich dziewczynki.
Pomyślałam wtedy, że muszę do tej mamy napisać i jeśli to możliwe zaangażować się w pomoc dla  jej dalszej działalności, o której mówi na stronie.
W mojej głowie, mimo upływu tylu lat, pobrzmiewały jednak jeszcze echa rozmowy -  z prowadzącym moją pierwszą ciążę profesorem, dotyczącą ewentualnego przeszczepu nerek dla pierwszego syna Pawełka.
Niestety, był rok 2003, oboje z mężem byliśmy jeszcze bardzo młodzi, nie mieliśmy świadomości możliwych rozwiązań ani pieniędzy na ich realizację. Przeszczep możliwy byłby poza granicami naszego kraju, może w Azji – zasugerował lekarz. Pawełek nie przeżyłby transportu itd. …
Byliśmy bezradni…
Wtedy, nie zdawaliśmy sobie sprawy jak ważna w późniejszym czasie okaże się nasza dociekliwość znalezienia przyczyny choroby Pawełka, zgoda na sekcję zwłok i na szereg innych badań a także wyrażenie zgody  na możliwość napisania pracy doktorskiej dotyczącej „naszego przypadku”.
Chyba, a nawet na pewno, nie zdawaliśmy sobie w ten czas sprawy, jak istotne dla medycyny w przyszłości, będą  to wnioski i w jaki sposób pomogą  one  innym pacjentom w podobnej sytuacji.
Właśnie dlatego, bez dłuższego zastanawiania, wybrałam się w podróż do Warszawy, oddalonej od nas dość znacznie.
Odnalazłam mamę, która jest tak daleko, a jednocześnie tak blisko moich poglądów i przekonań.
Czułam, że znajdę z mamą Anielki wspólny język, że będziemy zgodne co do konieczności podniesienia świadomości transplantacyjnej, ale też dla samej świadomości profilaktycznej, bo to właśnie zaniedbania już na samym początku choroby, często doprowadzają do późniejszych tragedii.
- Pomysłów jest dużo, ale  usystematyzowanie tego, przygotowanie merytoryczne, znalezienie ludzi do współpracy – to wszystko wymaga czasu, a chcemy się do tego bardzo dobrze przygotować. Odezwały  się przedszkola, które chcą prelekcji dla rodziców, by mogli  pochylić  się nad problemem, żeby mieli większą wyobraźnię i świadomość profilaktyczną  – mówi Jadwiga.
Obie jesteśmy zgodne, co do powagi sytuacji, obie jesteśmy też Aniołkowe, więc rozmowa chwilowo schodzi na inny tor.
 Jest 16 grudnia, od śmierci Anielki minęły zaledwie dwa miesiące, mimo to postanawiam zapytać: Co lub kto pomógł Jadwidze przetrwać ten najgorszy czas, kiedy po długiej walce o zdrowie dla córci, musiała ją pożegnać na zawsze?
- Mimo wsparcie psychologicznego w tym akurat konkretnym szpitalu, bardzo pomogła mi wiara – bez tego nie byłabym w stanie sobie pewnych rzeczy poukładać. Najbardziej pomocny w tym czasie był dla mnie ksiądz, który chrzcił Anielę w szpitalu, kiedy przyszło załamanie. Wcześniej przekładaliśmy chrzest, chcieliśmy żeby była ładna pogoda, żeby rodzina mogła przyjechać, ale wyszło jak wyszło.
Ksiądz, który ochrzcił Anielę był z nami przez cały okres choroby  i to on odprawiał nabożeństwo żałobne. On potrafił dodać mi więcej siły, otuchy  niż ktokolwiek inny. Był na każdego sms – a, na każdy telefon przyjeżdżał –
mówi Jadwiga.
Zawiedziona za to jestem kapelanem w szpitalu. To dla mnie skandal bo ten człowiek jest zatrudniony tam na etat, który ma pewne obowiązki i powinności nie jest dyspozycyjny w momencie kiedy dziecko odchodzi a rodzice proszą w tym czasie o chrzest.  Kiedy umierała Aniela ściągaliśmy kapelana ze szpitala obok. To skandal. Skandalem też jest to, kiedy kapelan mówi: Jakby się coś działo to może sobie Pani sama ochrzcić dziecko wodą z kranu bo ja tez tak robię.
Dla rodziców, którzy są w tak ciężkiej sytuacji to jest cios, którzy też odsuwa ich od kościoła jako takiego. Byliśmy świadkiem kiedy lekarzom udało się pomóc serduszku, a w wyniku badań, okazywało się,  że dziecko ma nowotwór. Te matki przechodziły gigantyczne załamania. To są przecież często świeżo upieczone mamy, gdzie ta ilość ciosów jest ponadludzka, a kiedy przychodzi kapelan, nawet nie spyta pielęgniarek czy jest jakaś mama, która potrzebuje rozmowy.
Często przecież mamy latami zmagają się z traumą po śmierci dziecka i z wieloma pytaniami…gdzie odpowiedz na te pytania powinny mieć natychmiast.
Gdzieś Ci rodzice są poza systemem, wykluczeni, kompletnie pozostawieni sami sobie
– dodaje rozżalona.
Niestety muszę przyznać Jadwidze rację. Na swoim blogu już nie raz poruszałam ten temat.  Aniołkowe mamy w obliczu tragedii czują się bezradne – często boją się rozmawiać z lekarzami, ponieważ przyzwyczajone do schematów wcześniejszych pokoleń, nie potrafią przełamać dzielącej ich bariery pacjent-lekarz. Czują się opuszczone przez najbliższych i bardzo często nie mają też wsparcia w partnerze.
Ten, z kolei, albo się w sobie zamyka i sam próbuje uporać ze stratą, ale – co niestety często się zdarza – opuszcza partnerkę. Właśnie wtedy, w momencie, w którym  powinien być dla niej największym oparciem.
W rezultacie – aniołkowa  kobieta-matka  czuje się wyzbyta wszelakich psychicznych sił, a często też i fizycznych, bo poród, długi pobyt w szpitalu, traumatyczne przejścia, sieją spustoszenie w organizmie.
- Byliśmy z Filipem cały czas w szpitalu. Praktycznie mieszkaliśmy tam. Filip ze szpitala chodził do pracy, z tej pracy wracał do szpitala, bo ja sama  nie dała bym  rady. To było ogromnie obciążające. Poza lekami, które przygotowywały pielęgniarki, to my dawaliśmy jedzenie, pilnowaliśmy czasu jego podania. Wszystko trzeba było przygotować , podgrzać. W międzyczasie, kiedy przychodziły leki, trzeba było zdecydować czy dajemy je teraz, czy czekamy jeszcze chwilę, by Anielka ich nie zwróciła.
Razem też wróciliśmy  po śmierci Anieli do pustego mieszkania. Przyjaciółki pytały czy przyjść, pomóc poskładać mi rzeczy po Anieli, tak żebym ich nie widziała, ale cały proces układania tego był dla mnie ważny.
Dzisiaj kończenie układania niektórych rzeczy, jest jednak dużo bardziej bolesne.
Ostatnich dwóch a może trzech ostatnich dób prawie wcale nie pamiętam, byliśmy już tak zmęczeni,  że mam urwany film –
mówi Jadwiga. 
Filip, podczas rozmowy, na jakiś czas nas opuszcza. Widzę, że dla niego to jeszcze zbyt świeży temat. Mimo to pytam Jadwigę:  Jak on sobie radzi?
- Filip jest dzielny. Bez niego nie poradziłabym sobie. System potrafi być  i w takim traumatycznym przypadku, który nas dotknął – perfidny. Nie wyobrażam sobie, w takiej sytuacji, utrzymania siebie i dziecka ze świadczeń socjalnych. Byłam osobą aktywna zawodowe, swego czasu prowadzącą działalność. Chyba, gdyby nie on, byłabym teraz  bezdomna,  z ogromnym problemem. To jest nie do dźwignięcia. Miałam szczęście bo Filip jest bardzo mądrym emocjonalnie człowiekiem. Ma ogromną cierpliwość do moich łzawych wieczorów i jest ogromnym wsparciem. – mówi  Jadwiga.
Od wyjścia ze szpitala nie byłam u fryzjera, nie miałam na to ani czasu ani pieniędzy…musiałam zwrócić część świadczeń, bo Aniela odeszła przed końcem miesiąca . Dobrze, że poszłam sama do urzędu bo dzięki temu zapłaciłam mniejsze odsetki – dodaje zażenowana.
To absurd bo logiczne, że kobiety po śmierci dziecka, nie wrócą z dnia na dzień do pracy, a muszą zderzać się z rzeczami, które normalnie nie przyjdą Ci nawet do głowy. 
Tacy rodzice dostają cios za ciosem ze strony systemu.–
twierdzi
Mimo rozżalenia, mimo utartych w systemie reguł i absurdalnych czasami zapisów, rodzice Anieli zdecydowali się na sekcję zwłok, co nie jest koniecznością, kiedy wiadomo z jakiej przyczyny odchodzi dziecko.
- Ja całą noc miałam jakieś takie przeczucie, że ta sekcja zwłok jest niezmiernie ważna. Śniła mi się nawet. To było dla mnie strasznie trudne - świadomość, że konieczne jest pokrojenie dziecka, ale wiedziałam  jednocześnie, że to bardzo ważne  – mówi  Jadwiga.
- Nasze ośrodki, pomimo ograniczonych środków, są najlepsze na świecie, przynajmniej w Europie na pewno. W przyszłości będzie możliwość takiej terapii genetycznej , która pomoże w leczeniu podobnych wad i przeszczep serca nie będzie wtedy  konieczny, ponieważ terapią genetyczną udałoby się to serce naprawić.  Oczywiście jest to pieśń przyszłości , ale nie zdajemy sobie nawet sprawy , jak bardzo odrobina zaangażowania może w przyszłości przełożyć się na postęp w medycynie.  Postęp, który pozwoli zapobiegać takim tragediom. Dlatego Instytut dostał też  możliwość pobrania próbek z serca Anieli. Powinniśmy myśleć o badaniach genetycznych nawet wtedy,  kiedy ich wynik będzie bardzo dla nas bolesny, nawet jeśli się okaże, że dziecko które urodzimy , urodzimy tylko po to,  by te badanie zostało zrobione – to bardzo ważne dla kolejnych pokoleń, dzieci, które urodzą się naszym dzieciom, wnukom – dodaje. 
Jestem pełna podziwu dla ludzi, którzy w obliczu tak wielkiej straty, znaleźli siły by pomyśleć o innych. O tych, którzy dzięki tym i temu podobnych badaniom, znajdą  odpowiedź w swojej drodze po zdrowie, lub po zdrowie najbliższych.
- Rodzice musza być świadomi swoich praw i musza mieć możliwość wyjaśnienia pewnych rzeczy – mówi Jadwiga.
Rodzice się boją…że zaszkodzą, nie chcą się wychylać, boja się wszystkiego . Tu się bać  nie można. Rodzic jako rodzic ma swoje prawa, dziecko ma Kartę  Praw Małego Pacjenta. Każdy z rodziców, idących z dzieckiem do szpitala, nawet na wycięcie wyrostka, powinien mieć Kartę Praw Małego Pacjenta w kieszeni i powinien żądać, nie oczekiwać – żądać by tych praw przestrzegano.  –
twierdzi z całą stanowczością Jadwiga.
Jadwiga jest jednocześnie bardzo wdzięczna w stosunku do  lekarzy zaangażowanych w ratowanie życia Anielki.  Mówi o ich poświęceniu, o dostępności w razie potrzeby i o doskonałych kwalifikacjach.
Jednak lekarz też człowiek i jak każdy z nas, ma swoje lepsze lub gorsze dni, jak każdy z nas różnie reaguje na traumatyczne sytuacje, na które, w tym zawodzie, jest jeszcze bardziej narażony.
Dla lekarza prowadzącego to też był ogromny cios, był bardzo zaangażowany w ratowanie życia Anieli. Kiedy odeszła – wziął urlop – mówi ze łzami w oczach.
W temacie wsparcia psychologicznego dla lekarzy na oddziale – również jesteśmy zgodne. To przecież specyficzny zawód, na który nie składa się tylko z  przyswojenia ogromnej wiedzy, ale również przełożenie jej na obowiązki w taki sposób by pacjenta wyleczyć, ale też by go nie urazić, chociażby przekazując złą diagnozę, by nie sprawić przykrości i by nie zadawać bólu jego psychice.
- Bardzo ciężko jest mówić małemu pacjentowi, takiemu, który dużo rozumie,  o tym co go czeka,  a nawet o tym, że medycyna jest bezsilna.  - mówi Jadwiga.
Sama  wielokrotnie miała możliwość porozmawiania na ten temat z lekarzami, podczas długotrwałego pobytu w szpitalu i zadania im pytania:
„Dlaczego mali pacjenci, dlaczego pediatria?”
Lekarze zgodnie odpowiadali, że mali pacjenci to biała, czysta karta, a świadomość, że dzięki ich pracy, zostanie ona zapisana – jest dla nich bezcenna.
Rozmawiamy już dość długo, do głowy przychodzą nam kolejne wnioski, kolejne ważne zagadnienia, którym należałoby się przyjrzeć. Mam wrażenie, że gdyby była taka możliwość, mogłybyśmy mówić do rana.
Oczywistym, a jednocześnie zaskakującym, staje się fakt, że podczas półtora godzinnej dyskusji, wychodzi na jaw tyle spraw, którymi należałoby się zająć, a przynajmniej na początek przyjrzeć.
Przez cały czas, gdzieś z tyłu głowy, mam jednak Anielkę. Widzę, że Jadwiga również. Im dłużej rozmawiamy, tym częściej widzę w jej oczach łzy. Dochodzi do mnie jak trudna to dla niej rozmowa i jak wiele kosztuje ją ona, akurat teraz, niecałe dwa miesiące po śmierci córki.
Postanawiam więc zadać Jadwidze ostatnie pytanie.
Oprócz Anielki, mam w głowie jednocześnie Was wszystkie – Aniołkowe i wiem, że to Wy właśnie czekacie na ten wpis najbardziej.
Pytam zatem, co chciałaby powiedzieć nam – Aniołkowym matkom?
Jadwiga rozkleja się zupełnie i ze łzami w oczach mówi: 
- Żeby były dzielne. Są  rzeczy, na które nie mamy wpływu, ale to co zostało w naszej pamięci i sercu jest bezcenne dla nas i nigdy nie powinny takie mamy,  wyrzucać sobie, że czegoś nie zrobiły.
W pewnym momencie byłam chorobą Anieli już tak zmęczona, że potrzebowałam trochę czasu dla siebie. Kupiłam starą, małą  komódkę, którą przerabiałam na komodę dziecięcą, żeby Anielka miała do pokoju mebelek na miarę swoich potrzeb, a że nie miałam do tego warunków w domu, jeździłam do znajomego konserwatora mebli.
Dzisiaj wyrzucam  sobie, że mogłam być wtedy przy niej , ale wtedy to był tak dla mnie ważny czas, że robiłam coś dla niej a jednocześnie mogłam odpocząć. Dziś przechowuje w niej rzeczy Anieli, które mają dla mnie szczególną wartość. Resztę oddałam innym dzieciom
. – dodaje.
W całej tej wzruszającej rozmowie, często schodzimy na inne tematy. Chyba nawet nie po to by faktycznie o nich rozmawiać, ale po to by na chwilę sprowadzić rozmowę na inny tor.
Pomimo całej mądrości kobiety, z którą rozmawiam, jest ona przede wszystkim matką po stracie. Jest kobietą, której należy dać prawo rozmowy na ten temat, ale wyważonej i w takich proporcjach, na jakie ona może sobie tego dnia i w tym czasie pozwolić.
Należy dać jej przede wszystkim czas, bo to on jest tutaj niezmiernie ważny. I to właśnie dla niego, dla możliwości spędzenia go jak najwięcej ze swoim dzieckiem, Jadwiga i Filip, walczyli by nie podłączać Anieli do komór . Wiedzieli, że dzięki temu dostali go więcej i że jest on wart wszystkiego – nawet strasznego  zmęczenia organizmu.
- Pierwsze dni w szpitalu jeszcze szukałam lusterka, żeby uczesać włosy. Na cały oddziale było jedno . Potem stwierdziłam, że to wcale nie było takie głupie bo po co nam w takiej sytuacji lusterko  - mówi  Jadzia.
Właśnie wtedy, mimo ze to już wiem, dociera do mnie jeszcze bardziej, mocniej, to, że są sytuacje w życiu, które uświadamiają nam jak mało istotna w obliczu tragedii staje się cała otoczka codzienności. Nie jest ważne czy byłyśmy u fryzjera, czy mamy umalowane paznokcie i nawet to, jak jesteśmy ubrane.
To wszystko zupełnie przestaje się liczyć.
Msza żałobna została odprawiona 06 listopada 2017 roku w Warszawie.  Sporo kobiet pożegnało Anielkę w kolorowych rajstopach – uwielbiała je.
W swym krótkim, dziecięcym życiu, nie była świadoma nawet ile poruszyła serc, pomimo tego, że to właśnie jej serduszko przegrało swoją walkę.
Swymi czarnymi oczętami rozkochała w sobie wiele osób, które teraz, pomimo tego, że jej już nie ma – pomagają jej mamie w  dalszej misji.
 Misji, która w przyszłości może uratować inne, chore serduszka.
Kryspin, Julcia….i wiele innych – to dzieci, które jeszcze czekają. 
- Anielce się nie udało, ale im może się udać. Niestety tylko wtedy, gdy zmienimy nastawienie swoje i innych. Tylko ogromna świadomość, a także rozmowy w rodzinnym gronie, podczas których będziemy mówić o naszej woli mogą zmienić życie innych. Proszę, pochylcie się nad tym tematem. Tematem tak trudnym a tak ważnym, bo może to spotkać każdego. Dorastania Anieli już nie zobaczymy, ale serce nasze radować się będzie w chwili gdy nasi szpitalni przyjaciele będą mogli zapisywać białe karty ich życia. – przeczytamy na stronie Serce dla Anielki.
Z tego miejsca i  ja  Was proszę, pochylcie się nad tematem transplantacji  i jeśli możecie, zostawcie w tym temacie jakikolwiek ślad, chociażby w postaci udostepnienia postu.
Ten temat może przecież dotyczyć każdego z nas.
Tobie Jadwigo życzę sporo sił i determinacji w dążeniu do celu. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będę mogła stać się jego częścią. Obiecuję, że pomogę jak tylko będę potrafiła najlepiej.
Wam, jako parze, życzę dużo, dużo miłości, bo ona jest w stanie przezwyciężyć wszystko…nawet czas…
A Tobie, mały Aniele, życzę byś pod swoimi skrzydłami miała w opiece nie tylko ludzi, którzy dali Ci życie, ale też wszystkie te dzieciaczki, które są tam z Tobą i wszystkie te, które jeszcze tam do Ciebie trafią…
 My tutaj, na Ziemi, postaramy się o to aby było ich jednak jak najmniej.
Anielko…śpij słodko Aniołku …
Kiedy kończyłam redagować dla Was ten tekst przyszła do mnie wspaniała wiadomość. Mama Anielki napisała, że Kryspin dostał serduszko. Jest po przeszczepie.
Kochani, to się naprawdę dzieje!
Anielko czuwaj nad kolejnymi dziećmi…

Tekst powstał podczas mojej podróży do stolicy, 16 grudnia 2017 roku.

 

 





In vitro to temat rzeka. Nas akurat było na to stać, więc mamy za sobą dwie próby warte 16 tys. zł. Ale znam parę, która doświadczyła w niepłodności wszystkiego co tylko mogło przeszkadzać w naturalnym zajściu w ciążę i wzięli udział w programie rządowym, który był już wycofywany. W programie mieli 3 próby i dopiero za trzecim razem się udało. Gdyby dzisiaj mieli podejść do in vitro, nie mieliby na to środków, więc nie mieliby dziecka wcale. (Data zamieszczenia: 2018-02-19 20:00:10)



Czytam pani wpisy jestem bardzo poruszona,jestem mamą dwójki aniołków.Pełna podziwu ten bolg pomoże zapewnne nie jednym aniołkowym. (Data zamieszczenia: 2018-01-19 13:31:13)



Czytam Pani tekst w wigilijny wieczór - piękna to opowieść o miłości rodziców do swoich dzieci, dającej siłę do walki o nie w chorobie i pozwalającej przetrwać nam, gdy muszą odejść - tak jak nasz Krzyś! Dziękuję za te słowa. Historię Anieli znam z fb... (Data zamieszczenia: 2017-12-24 23:47:46)



Bardzo mądra z Pani Kobieta. (Data zamieszczenia: 2017-12-12 10:25:27)



My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook