Archiwum

\"Nie rozpaczam nad losem\" - historia pięknej rodzicielskiej miłości (Dodano 2017-11-17 09:27:28)

"Nie rozpaczam nad losem..." – o Bartusiu i jego dzielnej mamie. O bezwarunkowej miłości i kompletnej demolce. O akceptacji tego, co przyniesie los i o wartościach, które nigdy nie wyjdą z mody - słów kilka.
Moja kolejna "blogowa podróż" zaprowadziła mnie do Pawłowic. Miejscowości mi znanej i z racji tego, że położonej niedaleko miejsca, w którym jakiś czas mieszkałam, dość bliskiej.
Tym razem miałam być również autorką zdjęć do reportażu.
Podróż ta przywołała wspomnienia. Wiedziałam bowiem, że jadę do niepełnosprawnego chłopca, któremu trzeba pomóc, ale w trakcie podróży miałam  w głowie zupełnie inny obraz.
Obraz kobiety - matki, która ze łzami w oczach dziękuje mi za 10 dniową opiekę nad jej dzieckiem, przebywającym na obozie PCK pod moimi skrzydłami.
Przypomniały mi się wtedy lata 90-te i czasy, kiedy jako wolontariusz Polskiego Czerwonego Krzyża spędziłam kilka dni opiekując się kilkuletnią dziewczynką, pozbawioną swej pełnosprawności w wyniku poszczepiennych powikłań. Pamiętam ten czas doskonale, dosłownie jakby to było wczoraj, ponieważ wtedy, dla nastolatki, takie zderzenie z niepełnosprawnością to była przede wszystkim dobra lekcja życia i pokory.
Myślałam więc nie tylko o tym jaki będzie Bartuś, ale też strasznie ciekawa byłam  jego mamy, kobiety która na co dzień mierzy się z  chorobą chłopca.
 Niestety mierzy się też często z nieprzychylnymi komentarzami otoczenia, z bezsennymi nocami, podczas których wysyła listy do firm i instytucji z prośbą o pomoc, ale przede wszystkim codziennie mierzy się z 16 cholernie trudnymi do pokonania schodami, którymi znosi i wnosi Bartusia.
16 stopni, ktoś powie - żaden wyczyn. Sama zresztą pokonałam je wczoraj  bez najmniejszego problemu, ale...... i tutaj właśnie pojawia się problem.
Bartuś ma już 37 kilogramów i wciąż przecież rośnie. Skąd mama, drobna kobieta, ma wziąć na to siły?
Na przebudowę domu i zamieszczenie w nim windy, która ułatwiłaby życie, nie tylko Bartkowi, ale też  jego mamie, potrzeba 96000. To spora kwota.  Nieosiągalna dla kobiety, która z chorobą syna zmaga się raczej  w pojedynkę.
Robi to co prawda  z takim uśmiechem, takim zacięciem i taką siłą, że mogła by tą siłą góry przenosić. "Oddałabym wszystko co mam, żeby tylko był zdrowy" - mówi. Po chwili dodaje:  "Nie rozpaczam nad losem. Pogodziłam się z nim. Teraz muszę walczyć o lepsze życie dla niego".
Rozmawiamy o wielu sprawach. Także o tym, że o chorobie syna dowiedziała się dopiero kiedy Bartuś  miał  już ponad dwa miesiące. A nawet i wtedy, nie było wiadomo do końca, co tak naprawdę mu dolega. Bartuś przyszedł na świat 16 października 2010 roku.
Kiedy zapisywałam tą datę w notesie, uzmysłowiłam sobie, że jest on dokładnie w wieku mojej  Oli - dziewczynki, która dopiero co ślubowała i dumnie ruszyła do pierwszej klasy. Myślę sobie - Boże, mam w domu ośmioletnią dziewczynkę, która biega, mówi, umie już pisać i czytać. Ćwiczy gimnastykę. Robi wszystko to, co dla tego kruchego chłopca (bo tak wygląda Bartuś  w porównaniu z Olą), będzie nieosiągalne. Mimo codziennej rehabilitacji, mimo ciągłej pracy wielu osób, mimo ogromnej miłości mamy, siostry i bliskich mu osób.
Mimo to mama Bartka dba by mógł jak najwięcej czasu spędzać z rówieśnikami, codziennie wsiada w auto i wiezie chłopca do Leszna. Tam chłopiec uczęszcza w zajęciach z tyflopedagogiem (rehabilitacja wzroku) i neurologopedą (nauka gryzienia).
 Zanim jednak to zrobi, musi pokonać te nieszczęsne 16 stopni, które mimo sił i zacięcia, czasami wydają się po prostu nie do pokonania.
Bartek bardzo lubi muzykę, nawet głośną, reaguje na sygnały świetlne, a kiedy słyszy płacz małego dziecka - śmieje się i intensywniej gestykuluje.
Obok niego, oprócz mamy, jest jeszcze siostra. Roześmiana czwartoklasistka. Wesoła dziewczynka, która od progu, wita mnie, tak samo jak mama, pięknym uśmiechem.  Widać, że jest też bardzo rezolutna i pomocna w opiece nad braciszkiem. Wie jak zareagować na każdy jego kaprys. Bardzo podoba mi się jej metoda. Po prostu czule przytula i całuje.
Widać, że chłopiec, mimo swej niepełnosprawności, wnosi do tego domu sporo ciepła. Śmiało mogę powiedzieć, że jest tam najważniejszym domownikiem.
Ktoś by mógł powiedzieć, że to niemożliwe, bo przecież nie ma z nim kontaktu. Owszem, jest. Chłopiec reaguje z zaciekawieniem kiedy biorę go na kolana. Wsłuchuje się w nowy, nieznany jeszcze głos.
 Ten kontakt jest po prostu inny, niż w przypadku zdrowych dzieci. Można jednak się go nauczyć i wypracować taki sposób porozumienia, że z czasem, nie dość, że staje się on charakterystyczny dla każdej ze stron, to strony te bez problemu w nim funkcjonują.
Chociaż w oczach mamy, gdy wspomina pierwsze zderzenie z informacją o niepełnosprawności syna, pojawiają się łzy, widać że kobieta nie żałuje ani chwili. Wydawać by się mogło, że gdyby wiedziała wcześniej, może jeszcze w początkowej fazie ciąży? No właśnie, co gdyby?
Śmiało pytam więc czy byłaby skłonna usunąć ciążę i odpowiedzią, którą dostaje, Iza zaskarbia moje zaufanie całkowicie. "Nawet gdybym wiedziała, że on taki będzie, nie zdecydowałabym się na zabieg". Pewnie dla wielu to  niezrozumiałe, ale uwierzcie, tak myślą mamy, które najpierw same bardzo pragną dziecka a potem – kiedy ono jest już na świecie - tak bardzo je kochają, że przyjmują to dziecko z całym jego potencjałem. Jakikolwiek by on nie był. Kochają każdy jego gest, każdy uśmiech i każdy, nawet najmniejszy przejaw zainteresowania z jego strony. Dla większości wokół nie do przyjęcia, niezrozumiały i nieznany. Dla nich - JEDYNY.
Ten tekst mógłby  być, a właściwie jest hołdem i wielkim ukłonem w stronę matek niepełnosprawnych dzieci. Dla kobiet, które na co dzień czasami  dosłownie "padają na twarz" ze zmęczenia, dla tych, które zmagają się nie tylko z utrudnieniami natury emocjonalnej, ale także finansowej.
Godzina rehabilitacji to koszt 80 zł. Jeśli dziecko jest na tyle niepełnosprawne, że musi być jej poddane codziennie, w ciągu roku robi się z tego horrendalna kwota. Dodając do tego koszty dojazdów do szkoły (jak w przypadku Bartusia), koszty przyrządów do rehabilitacji, specjalistycznych wózków itp., kwota ta, dla zwykłego śmiertelnika, staje się po prostu nieosiągalna.
Duże firmy, do których nocami pisze pani Iza, reagują różnie. Jedne obiecują, że wyślą sms - a, inne nie odpowiadają w ogóle. Znacznie też zmniejszyły się wpływy z 1% przekazywane przez darczyńców co rok podczas rozliczenia podatkowego.
"Część ludzi myśli, że to ja otrzymuję te pieniądze, bezpośrednio na swoje konto" - mówi pani Iza. Większość ludzi nie wie, że trafiają one na tzw. subkonta i że są wydatkowane ściśle z określonym przeznaczeniem.
 "Mam dowody na to, że te pieniądze nie trafiły na moje przyjemności" - mówi mama Bartka.
Niestety żyjemy dzisiaj w takim kraju, w którym często  "życzliwość" jednego względem drugiego nie jest najwyższych lotów. Potrafimy rozliczyć z każdej złotówki finanse kogoś, kto jest nam obcy. Znam to niestety z autopsji. Sama jestem rodziną zastępczą i doskonale rozumiem o czym mówi pani Iza. To boli...Człowiek na co dzień zmaga się  z różnymi przeciwnościami, czasem nie przesypia nocy, próbuje pomóc  tym, których los doświadczył, a zostaje za to oceniony przez pryzmat pieniędzy, które za swoją pracę otrzymuje. To smutne...
Dlatego w tym wszystkim tak bardzo ważny jest  uśmiech tego chłopca. Może nieświadomy, a może to właśnie ten uśmiech jest odzwierciedleniem wszystkiego,  co chłopiec, na co dzień, od swoich bliskich dostaje. Może to właśnie on jest odpowiedzią na morze miłości i życzliwości, którym chłopiec jest przez swoich bliskich otaczany.
Na szczęście jest spore grono osób, które bezinteresownie pomaga. Jakiś czas temu w akcji "Jabłuszko" udało się zebrać całkiem sporą kwotę przeznaczoną później na rehabilitację.
Sprawa Bartka jest z dnia na dzień też coraz bardziej nagłaśniana, co mam nadzieje, przełoży się w najbliższym czasie na większą ilość środków zgromadzonych poprzez platformę  siepomaga. (https://www.siepomaga.pl/windadlabartka)
Każde udostepnienie tego tekstu i temu podobnych, w przyszłości doprowadzi nas do celu. Do realizacji projektu, na który potrzeba pieniędzy, o których wcześniej wspomniałam. Jestem przekonana, że podobnie, jak podczas zbiórki dla Krzysia, i tutaj wykażecie się siłą walki, determinacją i przede wszystkim ogromnym sercem.
Sama jestem matką. Moje dzieci są zdrowe. Gdyby jednak, kiedykolwiek, którekolwiek z nich potrzebowało pomocy, wiem że byłabym w stanie poruszyć niebo i ziemię, żeby zdobyć środki na jego leczenie bądź rehabilitację. To samo robi pani Iza. Robi to z podwójną siłą i determinacją, bo z większością obowiązków mierzy się sama.
Jest dzielną kobietą. Dla mnie nie musi  tego w żaden sposób udowadniać. Swoją postawą robi to na co dzień, opiekując się Bartkiem. Jej dorosłe życie właśnie na tym  polega, że oprócz całej masy codziennych spraw, spoczywa nad niej  obowiązek opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem.
 To ogromna odpowiedzialność, z którą wiąże się też wielka niepewność. Niepewność tego co będzie jutro, za miesiąc, rok, za kilka lat. Co będzie kiedy jej już zabraknie? Kto zajmie się chłopcem?
To pytanie, które nurtuje niejednego, o ile nie każdego, rodzica  niepełnosprawnych dzieci.
Na jednym z blogów, którego prowadzi mama dwóch chorych  chłopców, możemy przeczytać:
„ Chciałabym tylko nie bać się jutra. Kiedy będę miała mniej sił, kiedy to ja i Kigi (mąż)  będziemy potrzebować wsparcia. Co wtedy…Kto zrozumie chłopaków tak jak my…Kto wykaże się takim wsparciem…Kto będzie czytał komunikaty te ukryte w twarzy, emocje…” (fragment bloga „Dla  dwóch takich co ukradli serce” - https://www.facebook.com/DlaDwochTakichCoUkradliSerce/ ).
„Świat powinien stanąć na nogach, dając wsparcie bliskim osób niepełnosprawnych intelektualnie, ale przede wszystkim właśnie tym osobom. Wreszcie nas zauważcie!” – apeluje mama niepełnosprawnych chłopców.
Ja, swoim  tekstem, chciałabym   podziękować wszystkim rodzicom nieuleczalnie chorych dzieci.  Za ich codzienny trud i za siłę walki, która przeplata się czasami z ogromnym bólem i cierpieniem. Za to, że potrafią walczyć o każdy dzień, o każdą godzinę rehabilitacji i o szereg udogodnień dla swoich pociech. Za to, że swoją postawą dają świadectwo ogromnej miłości.
Nie takiej wybranej, ułożonej, wymarzonej, ale prawdziwej. Łatwo nam bowiem kochać kogoś, kto  wizualnie jest po prostu piękny, bez skaz i kiedy  nie dostarcza  problemów. Kochać życie pisane według cudownego scenariusza. Gorzej natomiast, kiedy  ktoś, na kogo czekamy taki właśnie nie jest, a we wspólnych relacjach napotkamy na problemy.
Kiedy jednak dojdziemy do momentu, gdy  jesteśmy w stanie jego „ inność”  zaakceptować, poświęcić mu cały swój czas, czasem swoje plany i marzenia, a czasem nawet życie – wtedy możemy śmiało powiedzieć, że mamy do czynienia z prawdziwą miłością.
Iza, jesteś cudowną kobietą. Pełną siły, determinacji. Życzę Ci aby ten cudowny uśmiech nigdy nie znikał z  twarzy i twarzyczek Twoich dzieci.
Życzę Ci wytrwałości i wielu pięknych dni ze swoimi dziećmi. Masz przy sobie ogromny skarb, a Ty jesteś strażnikiem tego skarbu, w pełnym tego słowa znaczeniu.
Niech Ci ludzie, którzy na co dzień prężnie pomagają, ciągle będą  wokół Ciebie . Niech służą radą i pomocą, a Ty żyj w przekonaniu że zawsze możesz się do nich zwrócić. Bo tak jest!
Ten krótki pobyt u Ciebie dał mi dużo do myślenia. Przede wszystkim nakierował mnie na dalsze życiowe plany, o których Ci wspomniałam, a które dzięki Tobie i Tobie podobnym bohaterom, zrealizuję. Nawet jeśli nie teraz, to za kilka lat, a Ciebie będę wspominać już zawsze, podobnie jak mamę, o której napisałam we wstępie.
Jesteście dla mnie przykładem godnym naśladowania. Takimi  bohaterkami dnia codziennego, bo gdy inni zmagają się ze sprawami wyższej rangi, Wy – rodzice niepełnosprawnych dzieci - osiągacie szczyty!
Bartusiowi natomiast gratuluję tak dzielnej mamy, a życzę przede wszystkim, by w swoim świecie zaznał wszystkiego tego, na co tak bardzo zasługuje.
Miłość już ma, teraz pozostaje ułatwić mu tylko funkcjonowanie na co dzień.
Burzmy zatem kolejne stopnie, wpłacajmy pieniążki - każda, nawet bardzo drobna kwota jest ważna.
Bartusiowi możecie pomóc wpłacając pieniążki przez platformę siepomaga:
https://www.siepomaga.pl/windadlabartka
lub wysyłając sms na nr 72365 o treści: S7741 (koszt sms-a to 2,46 brutto, w tym Vat)
O tym co dzieje się na co dzień u Bartusia dowiecie się też ze strony na facebooku: https://www.facebook.com/windadlabartka/?fref=ts


 

 





My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook