Archiwum

Historia Odyseusza... (Dodano 2017-08-24 15:37:59)

Kiedy czytam podobne historie, zawsze dużo mnie to kosztuje. Wracają wspomnienia a wraz z nimi ogromny ból i poczucie niesprawiedliwości. W tej opowieści to poczucie jest jeszcze bardziej głębokie ponieważ dotyczy nie tylko pytania: Dlaczego nas to spotkało?, ale też DLACZEGO KTOŚ DO TEGO DOPUŚCIŁ I DAŁ PRZYZWOLENIE NA SMIERĆ DZIECKA?
Jeśli chodzi o tą historię, jak i zapewne tysiące podobnych, zasadną wydaje się inicjatywa listu, który jako Aniołkowe mamy zamierzamy wystosować do Prezydenta RP. Nie dawajmy przyzwolenia na to by ktokolwiek musiał przechodzić przez podobne piekło i by to i tak już duże Aniołkowe grono, powiększało się przez czyjąś niekompetencję, brak wiedzy lub zwykłą obojetność.
Poznajcie więc historię Odyseusza:
 Moja historia jest nie tylko oblana oceanem łez, ale i owiana cierpieniem wielu ludzi... moja dusza została wydarta ze mnie, a serce rozpadło się w proch... życie zatraciło sens...
Zawsze byłam silną kobietą, gotową przenosić góry, nie było rzeczy niemożliwych dla mnie... Myślałam, że jak mi połamią kości to i tak wstanę i pójdę dalej....
Oj, jak się myliłam... „złamali mnie”... wraz ze śmiercią mojego syna umarłam „ja”... 
I to ludzie do których przyszłam z wiarą, że mi pomogą... oddałam się w ręce lekarzom, którzy przecież niosą pomoc i przysięgali i winni ratować...
Oj, jak się myliłam....
I nieustanne pytanie chyba każdej z nas mam Aniołków: „ DLACZEGO”?
W dniu 21.04.15 podpisałam umowę o udzielenie odpłatnego świadczenia zdrowotnego przez Szpital w Krakowie w zakresie dotyczącym indywidualnej opieki okołoporodowej.
Ciąża przebiegała bez komplikacji. W trakcie 37 tygodni ciąży były wykonywane wszystkie prenatalne badania oraz przy każdej wizycie badanie USG i badania genetyczne. W razie jakiegokolwiek niepokoju Pani dr wysyłała mnie na dodatkowe badania, aby upewnić się ze mój syn rozwija się prawidłowo. 
Pod koniec ciąży czułam się dobrze lecz zaniepokojona całotygodniowym swędzeniem skóry zgłosiłam się do lekarza prywatnie, zostałam zbadana i natychmiast zrobiono mi badania moczu, ALT, GGTP oraz Bilirubina całkowita. Zdiagnozowano u mnie cholestazę wątrobową, stan ten wymaga natychmiastowej interwencji lekarskiej, bowiem jest stanem zatrucia organizmu i zagrożenia dla dziecka, które może ulec niedotlenieniu w takim przypadku może i powinno przyjść na świat w wyniku cesarskiego cięcia. Byłam na przełomie 36/37 tygodnia ciąży. W tym samym dniu 27.04.2015r. zostałam przyjęta do szpitala, gdzie potwierdzono, że cierpię na cholestazę wątrobową.
Poczynając od pierwszego dnia mojego pobytu na oddziale patologii ciąży były wykonywane jedynie badania KTG, które potwierdzały pracę serca dziecka, oraz badania które potwierdzały utrzymujący się wysoki poziom żółci w organizmie. 
Przez cały czas, moje pytanie co z dalszym losem dziecka i dlaczego nie jest wykonywane cesarskie cięcie były zbywane, mimo, że w sposób jasny, uczulona na tym punkcie  wyrażałam obawę, że mój stan może być zagrożeniem dla dziecka i należy je ratować w pierwszej kolejności. 
Każdorazowo inny obecny na dyżurze lekarz, zbywał mnie twierdzeniem, że nie jest uprawniony do podjęcia decyzji o wykonaniu zabiegu. 
Jak można – składając przysięgę, że będzie się ratowało ludzkie życie i zdrowie spać spokojne i potrzeć spokojnie na swoje odbicie w lustrze z przekonaniem, że nie ponosi za nic odpowiedzialności, że lepiej jest ją rozmywać i czekać lub wskazywać palcem na innych, niż czuć się zobowiązanym do rzetelnej pracy zgodnej ze zdobytą wiedzą i wykonywaną funkcją. 
Dopiero po 6 dniach od mojego przyjęcia do szpitala, podane zostały sterydy, które jak zapewniono mnie, miały przyspieszyć rozwój płuc u dziecka. 
Wówczas przyjęłam to jako dobry znak, że ktoś zaczął zajmować się moim dzieckiem i dbać o jego prawidłowy rozwój, teraz z perspektywy czasu, po szoku  i ciężkich przeżyciach, które opiszę dalej - mam wątpliwość i zastanawiam się, na jakiej podstawie i jakim badaniem stwierdzono, że dziecko które było już praktycznie w pełni rozwinięte miało niewłaściwie rozwinięte płuca, wymagające podania sterydów, i co najbardziej istotne, czy podane leki, w konfrontacji ze stanem jaki został u mnie zdiagnozowany było właściwe z medycznego punktu widzenia, uzasadnione i czy nie było to niebezpieczne dla dziecka. 
W dniu 04.05.2015r. wkońcu byłam na porodówce, wykonano u mnie badanie OCT połączone z badaniem USG (jak się już teraz dowiedziałam tego badania się nie wykonuje ze względu na ilość komplikacji i nie jest rekomendowane przez PTG).
Ich wynik był jednoznaczny, wód płodowych było zbyt mało, słabszy był też przepływ krwi w pępowinie. Był to 8 dzień mojego pobytu w szpitalu. Celem zobrazowania jak bardzo pogorszył się stan w jakim znajdowała się dziecko wystarczy zestawić wyniki badań z 27 kwietnia 2015r. z wynikami , które opisuję teraz. Dają one jednoznaczny obraz jak drastycznie pogarszały się warunki w jakich znajdował się mój syn. 
W dniu przyjecia 27.04.2015r., : MCA PI 1,44 UA PI 0,86 AFI 95 mm
w dniu 04.05.2015r.,: MCA PI 1,38 UA PI 0,60 AFI 46 mm
 
Po wszystkich porannych badaniach w dniu 04.05.2015 pytałam położnych oraz panią doktor: “co dalej” i nadal otrzymywałam informacje, ze nie mogą wywołać porodu, jak również muszą czekać na decyzje ordynatora, który był nieobecny w szpitalu.
Od kilku dni zgłaszałam złe samopoczucie puchniecie nóg oraz 04.05.2015 zgłaszałam ze się źle czuje po badaniu OCT - kręcenie w głowie, wymioty i ogólne osłabienie, niestety w tym dniu nie było wieczornej wizytacji co jest niezgodne z dokumentacja szpitalna – w karcie jest napisane ze była u mnie pani dr i ze odmówiłam przyjęcia lekarstw od położnej, co jest nieprawda!!! Zgłosiłam się do szpitala w obawie o zdrowie dziecka jak mogłabym odmówić przyjęcia lekarstw!? Moim celem było niedopuszczenie do obumarcia w pełni rozwiniętego dziecka w łonie i urodzenie zdrowego syna zwłaszcza, ze cala ciąża przebiegała bezproblemowo, wykonywałam mnóstwo badań nawet chodziłam na dodatkowe wizyty aby upewnić się ze wszystko jest wporządku.
W dniu 4 maja 2015r, mój stan zaczął się bardzo pogarszać, źle się czułam miała opuchnięte nogi, kręciło mi się w głowie miałam wymioty. 
Dziś wiem, że były to objawy zatrucia, na które lekarze nie zareagowali w ogóle. 
W dniu 5 maja 2015r,. w czasie porannej wizyty pielęgniarka stwierdziła, że nie słyszy bicia serca mojego dziecka. 
Było to o 6 rano. Do godziny 7 rano nie pojawił się żaden dyżurny lekarz, dopiero o 7 rano przyszła dr., które potwierdziła ten fakt. Pytałam gdzie ona była wczoraj kiedy zgłaszałam, że źle się czuje. Wtedy stwierdziła, że była u mnie wieczorem chociaż było to kłamstwo. Zabrano całą moją dokumentację i kazano mnie i przybyłemu do szpitala mężowi czekać. W tym czasie jak sądzę fałszowane były wpisy w dokumentacji medycznej. 
W dniu 5 maja 2015r, mieliśmy kontakt z zastępcą ordynatora który wreszcie pojawił się w pracy. Na pytania moje i członków mojej rodziny jak można było dopuścić do tego rodzaju zaniedbań usłyszeliśmy beztroską odpowiedź –  „ spóźniliśmy się zaledwie kilka godzin”. 
Domyślając się, że cała aktywność personelu będzie skupiona na fałszowaniu dokumentacji medycznej zażądaliśmy wglądu do niej i usłyszeliśmy od pana dr, że taki wgląd jest możliwy dopiero za dwa tygodnie. 
Dlaczego, na jakiej podstawie odmówiono nam wglądu w dokumentacje która poniekąd jest naszą własności i dotyczy naszych praw!?  Dlaczego lekarze i na jakiej podstawie stawiają się w uprzywilejowanej pozycji, dlaczego dają sobie czas by stworzyć
fikcję dla ratowania swoich posad i miejsc pracy, które powinni opuścić by nie ranić innych i nie szkodzić im...
 Jak można było pozwolić na to by o życiu i zdrowiu pacjentów czy bezbronnego dziecka decydowała tak niekompetentna osoba jak pani dr., dwukrotnie już oskarżona przez Sądem o zaniedbania i narażenie cudzego życia. Jest to oszustwo kobiety, o które dziś wiem, że miała konflikt z prawem i była oskarżona o zagrożenia życia i zdrowia swoich pacjentek, której tylko zwykłym sprytem i celowym przewlekaniem prowadzonych postępowań udało się uniknąć odpowiedzialności karnej i nadal jest osobą niekaraną, chociaż nie powinna mieć kontaktu z pacjentami i nie powinna wykonywać swojego zawodu i jak wiem dzisiaj niestety kolejne „ofiary” dołączyły do naszego grona...
Po około godzinie zaczął się kolejny koszmar. Wtedy lekarze zaczęli pobierać krew i mocz do badań. Podawać środki na uspokojenie i zaczęło się wywoływanie porodu, które trwało od godziny około 8 rano do rozwiązania następnego dnia 06.05.2015 o godzinie 0:55 w nocy. Poród był bolesny bez znieczulenia zewnatrzoponowego w pełni świadomy, ponieważ nie miałam krzepkości krwii, błagałam o środki znieczulające. Co jakiś czas dostawałam również środki uspokajające. Po wyjęciu mojego syna z łona lekarze bez uprzedniego pytania lub pozwolenia z naszej strony robili zdjęcia dziecka jak również pępowiny. Obwiniając pępowinę za przyczynę zgonu. Zupełny brak wyczucia i empatii w sytuacji oraz łamanie praw pacjeta. Poprosiłam o podanie syna, powiedziano mi ze dostane 2 godziny z nim abym się mogła pożegnać jednak po przytuleniu dziecka nic już nie pamiętam... spałam... do przebudzenia w godzinach porannych kiedy się obudziłam w sali z maska tlenową była ze mną mama... Mój syn Odyseusz odszedł...
W każdej książce medycznej, opinii lekarza jak również na portalach jest informacja, że w przypadku cholestazy wątrobowej wywołuje się poród wcześniejszy ponieważ jest to ogromne zagrożenie dla płodu. Fakt mojego stanu zdrowia i wyników badań został zbagatelizowany co doprowadziło do śmierci zdrowego chłopca w łonie chorej matki. Konsekwencją czego jest cierpienie rodziców i skazy na psychice na całe nasze życie, zwłaszcza, że dziecko w 37 tygodniu ciąży jest dzieckiem w pełni wykształconym i jest to ciąża donoszona, a istnieją inkubatory oraz medycyna XXI gdzie dzieci wyjęte z łona matki w 6 miesiącu ciąży przezywają.
Błędy popełnione w szpitalu przez lekarzy kłują w oczy poczynając od błędu diagnostycznego, ociężale i źle prowadzona terapia, błędy wykonawcze oraz błędy organizacyjne są błędami medycznymi, które w tak oczywistej sprawie nie powinny mieć miejsca.... 
Przyszłam z żywym dzieckiem w brzuchu do szpitala, a odbierałam syna z „domu pogrzebowego”.... 
W jakim my świecie żyjemy? Brak ludzkiego odruchu... Brak zainteresowania losem drugiej osoby... już nie wspomnę o profesjonalności bo w tym wypadku nie było jej w ogóle ... 
 
 6 maja obchodziliśmy dwa latka naszego syna Odyseusza, ale zamiast radosnej urodzinowej imprezy w gronie dziadków, wójków i cioć przy torcie, zdmuchiwanych świeczkach, kolorowych opakowaniach wypełnionych zabawkami musieliśmy kupić znicze i zapalić je na grobie ku pamięci Naszego Aniołka....   Po ludzku nie sposób opisać bólu z powodu utraty dziecka, którego się pragnęło, które się pokochało ....Kto nie przeżył straty dziecka nie jest w stanie wyobrazić sobie jak trudno jest ....
 
Jak wyglada życie matki po stracie dziecka?
 
 Zapewnieni o profesjonalnej opiece wykształconego personelu i wspaniałych warunkach odremontowanych sal porodowych, urodzić zdrowego syna. Pełni nadziei na nowy początek , nowe życie , nowe wyzwania ... Poszliśmy przywitać nowego członka rodziny... Cała rodzina czekała, pokoik gotowy, ciuszki wyprane, wyprawka gotowa...I po co... Niestety dla nas po tygodniowym pobycie w szpitalu, leżąc na patologii ciąży usłyszałam "brak bicia serca" ... Niedowierzałam... A może to pomyłka myślałam... Może jednak da się coś jeszcze zrobić... Niestety pomocy nie uzyskałam...
 
Jak wyglada życie po stracie dziecka ... życia nie ma.... Rodzenie dziecka przez 15 godzin ze świadomością że nigdy nie usłyszę jego pierwszego płaczu, gdzie matki obok rodziły płaczące dzieci...Błagałam w myślach cały wszechświat , aby ten koszmar się skończył... Budzenie się w nocy i odczuwanie pustki to jest chyba najgorsze uczucie jakiego doświadczyłam w życiu...
 
Szczęśliwi kiedyś ludzie, aktywni towarzysko zamknięci w czterech ścianach ... Rano tabletki pozwalające przetrwać dzień, a na noc nasenne i najlepiej żeby się nie obudzić.... Terapia u psychologa i psychiatry, problemy w małżeństwie, nieudana próba powrotu do pracy... Wyzwanie to wyjście z łożka i umycie zębów... i można by tak dalej opisywać tylko... Czy to jest życie? Czy też próba egzystencji, przetrwania?Ile to będzie trwać? Tak naprawde żadna teriapia nie pomoże... Wyrwane serce, poszarpana dusza, życie w szczątkach i próba poskładania ... I ciągła nauka „jak żyć po stracie dziecka”....    Nie tylko to jest zastraszające i zapiera mi dech w piersiach i łzy cisną mi sie do oczu za każdym razem kiedy opisuje naszą historie.... Chyba nigdy nie przestane sobie zadawać pytania "dlaczego??? "!  Oprócz zaniechań jakie miały miejsce w tym szpitalu lekarze pogwałcili całkowite prawo do naszego rozpaczliwego, jak rownież intymnego dla mnie momentu wykonując zdjęcia mojego narodzonego martwego syna ... Odyseusz zanim trafił w moje ramiona zdążył otrzymać "szelfie" od personelu szpitala ... dokładnie tak! Lekarz wyciągnął telefon komórkowy i wykonywał zdjęcia...  Szkoda tylko ze nikt nas o zgodę nie pytał i Bóg wie tylko ile osób widziało mojego syna bez wyrażenia zgody z naszej strony, nie wspominając o moich intymnych sferach.... 
 
 Nie zdawałam sobie sprawy, że nie życie, ale osoby które przysięgają na Hipokratesa pomagać, tak strasznie mnie „sponiewierają/zniszczą/wdeptają w ziemię”.... a wystarczyła zwykła ludzka dobra wola, chociaż raczej tutaj powinnam pisać o medycznej profesjonalności ponieważ znajdowałam się w szptalu. Pomijając fakt, że lekarze mieli cały tydzień na podjęcie decyzji, po tygodniowym pobycie w
szpitalu w felerny dla nas poniedziałek zostałam odesłana z „porodówki” pomimo spadku wód płodowych jak również spadku ASP...   Nie wiem na co czekali lekarze...?!Co było ważniejsze od życia mojego dziecka..? Plany weekendowe? Może „majówka”? Wystarczyło 30 minut ich czasu na zrobienie cesarskiego cięcia i wyciągnięcie jeszcze wtedy żyjącego Odyseusza z mojego łona skoro moje ciało nie było gotowe na poród naturalny, a on powoli się dusił we mnie.... Zgłosiłam się do szpitala ponieważ byłam przerażona faktem cholestazy ciężarnych i umieralnością dzieci w łonie matki... Zgłosiłam się aby ratować Go! Aby uzyskać pomoc! ....  Nie wiem ile jeszcze będziemy cierpieć, ile jeszcze łez spłynie po moich policzkach, ile jeszcze rodzin będzie cierpieć z rąk pracujących w tym szpitalu lekarzy bo jak wszyscy wiemy jest nas wielu i ciągle „ofiar” przybywa....
 
W dniu 21.04.2015 roku podpisałam umowę o udzielenie odpłatnego świadczenia zdrowotnego przez Szpital w Krakowie w zakresie dotyczącym indywidualnej opieki okołoporodowej nie wiedziałam, że w tym dniu podpisałam wyrok śmierci dla mojego syna.... 
 
 
 
         Rodzice Odyseusza
 
 





My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook