Archiwum

Artykul w tygodniku \"Gazeta Gostyńska\" autorstwa pani Honoraty Jankowiak (Dodano 2017-05-13 20:38:49)

Kochani, zapraszam Was do lektury artyku, który ukazał się na łamach Gazety Gostyńskiej.

"Jej historia poruszyła mnie do głębi. Gdy czytałam o tym, że trzykrotnie przeżyła śmierć swoich dzieci, zastanawiałam się, jak dużo jest w stanie udźwignąć kobiece pragnienie macierzyństwa. Dziś moja bohaterka jest szczęśliwą zastępczą mamą czterech wspaniałych dziewczynek. A miłość, którą im przekazała, powróciła do niej pod postacią cudu o imieniu Zuzka. Od kilku miesięcy Anna Gbiorczyk-Wojciechowska z Kunowa prowadzi blog "Sercem otulone". Chce podnieść na duchu rodziców Aniołkowych, zachęcić do rodzicielstwa zastępczego, ale też pokazać, że warto podejmować trudne decyzje i wierzyć w szczęśliwe zakończenia. 

Anna Gbiorczyk-Wojciechowska jest szczęśliwą mamą dla pięciu wspaniałych dziewczynek. Jednak zanim do tego doszło, była też mamą dla trójki chłopców, których urodziła tylko na chwilę, stając się Aniołkową mamą. Od kilku miesięcy prowadzi blog „Sercem otulone”, za sprawą którego chce podnieść na duchu Aniołkowych rodziców, zachęcić do rodzicielstwa zastępczego oraz własnym przykładem pokazać, że dobro powraca, a cuda się zdarzają, nawet jeśli droga do nich czasem prowadzi przez piekło...

Cierpienia wracają
Ania wie, co czują kobiety, które przeżyły śmierć swoich dzieci. Sama doświadczyła tego trzykrotnie. - Myślałam, że to niemożliwe, że takie cierpienia przecież nie wracają do człowieka. Jakże mylne było moje mniemanie. I zdążyłam się o tym przekonać na własnej skórze – mówi Ania. Pawełek urodził się w 36 tygodniu ciąży. - Niestety nie mogłam zabrać go na ręce, wtedy w szpitalu, a później, po śmierci, nie miałam na to siły. Do dziś jednak tego żałuję. Żałuję też, że nie mam żadnego jego zdjęcia, choć jego wizerunek cały czas tkwi w mojej pamięci – wspomina. Druga ciąża skończyła się w 8 tygodniu. Po dwóch latach urodził się Adaś, który jednak zmarł w drugiej dobie życia. Jak się podnieść po tak traumatycznych doświadczeniach? - Śmierć dzieci to najgorsze, co mnie w życiu do tej pory spotkało. Długo nie mogłam o tym w ogóle mówić. Każda kolejna wizyta u znajomych, u których rodziło się kolejne dziecko, kosztowała mnie mnóstwo negatywnych wrażeń i łez. Nie dlatego, że im tych dzieci zazdrościłam. Nie, nie, wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że je mają, ale pamięć o moich dzieciach, o ich śmierci, była tak silna, że aż momentami nie do zniesienia – wyznaje Ania, która nie ukrywa, że po takich doświadczeniach jest się już zupełnie innym człowiekiem. Znalezienie się na etapie, na którym jest obecnie, zajęło jej kilka lat. Wtedy wspólnie z mężem podjęli decyzję o zostaniu rodzicami zastępczymi. - Uznaliśmy, że nie udźwigniemy kolejnej straty dziecka, nie mając szansy na naturalne macierzyństwo, zdecydowaliśmy się na rodzinę zastępczą – kontynuuje.

To była miłość od pierwszego wejrzenia
Gdy już Ania z mężem podjęli decyzję o zostaniu rodziną zastępczą, planowali zostać rodzicami jednego lub dwójki dzieci. - Większość rodziców zastępczych nastawiona jest na taki właśnie wybór. Ale życie często weryfikuje nasze oczekiwania. Najpierw mieliśmy dostać chłopców, ale trafili oni do adopcji. Dziewczynki były nieplacówkowe, trafiły do domu dziecka, ale się tam nie zaklimatyzowały. Cały czas płakały. Gdy je poznaliśmy, nie było już mowy, żeby zamieszkał z nami ktoś inni. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pamiętam jak dziś, gdy jedna z dziewczynek podczas naszego pierwszego spotkania podeszła do mnie z książeczką i poprosiła, bym jej poczytała. Gdy wróciliśmy do domu, nie mogliśmy przestać o nich myśleć – wspomina Ania. Po dwóch latach do dziewczynek dołączyła ich najmłodsza siostra, która urodziła się kiedy dziewczynki były już w rodzinie zastępczej. Co było najtrudniejsze w byciu rodzicem dla czwórki dziewczynek? Trzeba było przeorganizować całe dotychczasowe życie. Tym bardziej że pojawiły się dziewczynki w różnym wieku, od najmłodszej 13-miesięcznej począwszy po najstarszą 8-letnią. - Z małżeństwa, które do tej pory mieszkało samotnie, staliśmy się nagle rodzicami dziewczynek w różnym wieku. Nagle pojawił się maluszek, który jeszcze nie umie chodzić, zbuntowana trzylatka i ośmioletnia, wystraszona dziewczynka, w której głowie zdążyły się już zapisać traumatyczne przeżycia. Była zarówno ich świadkiem, jak i ofiarą. Nie wiedzieliśmy, jakie są dziewczynki, co lubią. Najstarsza w wieku 8 lat nie chodziła jeszcze ani do przedszkola, ani do szkoły, trzeba ją było nauczyć czytać. Ułożenie tego wszystkiego organizacyjnie zajęło nam trochę czasu. Przy dzieciaczkach czas jednak tak szybko leci, że aż trudno mi uwierzyć, że minęło już siedem lat, odkąd dziewczynki pojawiły się w naszym życiu – mówi. Aktualnie Ania z mężem są już zawodową rodziną zastępczą. Zgodnie z prawem dzieci przebywające w zawodowych rodzinach zastępczych mogą w nich być do ukończenia 18 roku życia, później dochodzi do procesu usamodzielniania wychowanków. Jednak Ania z mężem kochają dziewczynki jak własne i nie wyobrażają sobie, by mogły tak po prostu od nich odejść.

Zuzia – cuda się zdarzają
Zuzia pojawiła się wtedy, gdy nikt się jej nie spodziewał. Wiadomość o ciąży spadła na Anię nieoczekiwanie i od początku obarczona była wielkim strachem. - Liczyłam każdy ruch dziecka i żyłam od wizyty do wizyty. Nie mogłam uwierzyć w to, że ta ciąża się powiedzie, tym bardziej że bardzo źle ją znosiłam. Ta ciąża spowodowała, że wróciły do mnie złe wspomnienia. Wtedy przyjaciółka powiedziała mi, że rany muszą się czasem pootwierać, by mogły się całkowicie zabliźnić. Gdy się dowiedziałam, że to będzie dziewczynka, uspokoiłam się – wspomina Ania. Zuzka przyszła na świat 7 stycznia 2015 roku i jest zdrową, i pogodną dziewczynką, która skradła serca najbliższych. - Do dzisiaj, gdy na nią patrzę, nie mogę uwierzyć, że się pojawiła – dodaje Ania. A jak na biologiczną córkę swoich zastępczych rodziców zareagowały dziewczynki? - Od początku potraktowały ją jak swoją siostrzyczkę. Cieszy mnie, że dziewczynki tak bardzo się zżyły z Zuzią. Wołają na nią „Zuzik łobuzik”, a ona chodzi po domu i powtarza „Kofam Nicolę, kofam Klaudię”. Bardzo się cieszę, że udało się nam zbudować taką więź – mówi. Czy istnieje recepta na szczęśliwe rodzicielstwo zastępcze? Zdaniem Ani potrzeba dużo miłości i równie dużo czasu. - Od początku spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Razem wykonujemy wiele codziennych, domowych czynności, razem pieczemy i gotujemy. Czasem brakuje tego czasu dla siebie, ale wiem, że akurat teraz jest czas, który chcę poświęcić im. Dziewczynki są tak bardzo zżyte, że wskoczyłyby za sobą w ogień, nie pozwolą sobie zrobić krzywdy. Są bardzo opiekuńcze wobec siebie i wobec Zuzy. Zuzia z kolei uczy się od nich, bo to są jej siostry – mówi i dodaje: - Gdy pojawiły się dziewczynki, wytłumaczyłam sobie, że może ja dlatego straciłam swoje dzieci, by w naszym życiu mogły pojawić się one. Nie wiadomo, co by się stało z nimi – stwierdza.

Sercem otulone
Czy można pogodzić się ze śmiercią dziecka? Można jedynie nauczyć się z tym żyć. Ania potrzebowała na to kilku lat. Dzisiaj chce swoim doświadczeniem podzielić się z kobietami będącymi w podobnej sytuacji, wesprzeć innych Aniołkowych rodziców, ale też przełamywać wiele stereotypów krążących wokół tematu rodzicielstwa zastępczego. Uważa, że jej historia, choć trudna, może być inspiracją dla innych. Tak powstał prowadzony przez nią od września zeszłego roku blog „Sercem otulone”. Odbiór, z jakim spotkał się w ciągu tych kilku miesięcy, bardzo Anię cieszy. - Blog skierowany jest głównie do mam Aniołkowych, ale nie tylko. Początkowo moim zamiarem było właśnie dotarcie do nich, ale z czasem pomyślałam, że będzie to też dobra forma opowiedzenia o tematyce rodziny zastępczej. Gdyby dzięki blogowi choć jedna osoba zdecydowała się na zostanie rodziną zastępczą, byłby to ogromny sukces – przyznaje. Odkąd prowadzi bloga, piszą do niej nie tylko mamy Aniołkowe, ale też kobiety, które w swoim otoczeniu spotykają się z utratą dziecka. Proszą o radę, pytają, jak mają się zachować wobec osób w żałobie, co powiedzieć. Ania doświadczyła, jak bardzo w takich traumatycznych doświadczeniach potrzebne jest wsparcie otoczenia, dlatego poświęca temu wiele miejsca w swoim blogu. - Najbliższe otoczenie często odsuwa się od osób w żałobie, bo nie wie, jak się wobec nich zachować. To najgorsze, co można zrobić wobec cierpiących. Obojętność ludzi dookoła bardzo boli – tłumaczy Ania. - Osoby osierocone nie powinny więc same dążyć do ratowania sytuacji. Same sobie nie poradzą. Nie udźwigną tego ciężaru. A jeśli nie zrobią tego w początkowym stadium żałoby, będzie się ona ciągnęła za nimi całe życie. I nie chodzi tutaj o fakt jej przeżywania, bo on akurat jest nieuchronny, ale o świadomość jego złożoności. Istnieje bowiem nieskończenie wiele możliwości, by takiej osobie pomóc, a ona przez tę pomoc jest w stanie wiele faz, procesów żałoby zrozumieć i tym samym przejść przez nie trochę „lżej” - pisze na blogu. Dlatego tak ważne są rozmowa i szukanie wsparcia nawet w terapii, bo ludzie nie zawsze potrafią rozmawiać ze sobą otwarcie, szczególnie na trudne tematy. - Nieprawdą jest, że jeśli te mamy mają inne dzieci czy zajęcia, to łatwiej im taką stratę przeżyć. Bunt, który pojawia się zaraz po stracie, trzeba przeżyć i przepracować. Potem trzeba się nauczyć z tą stratą żyć. Moje dziewczynki są lekarstwem na moją stratę. Razem jeździmy na cmentarz, rozmawiamy o tym. Piszę tego bloga również dla nich. Żeby potrafiły sobie te trudne przeżycia w swoich główkach ułożyć – dodaje.

Łamać stereotypy
Blog Ani oprócz funkcji terapeutycznej wobec rodziców Aniołkowych ma na celu rozprawić się z wieloma stereotypami, które przez lata urosły wokół tematu rodzin zastępczych. - Wokół adopcji i rodzin zastępczych krąży wiele fałszywych stereotypów. Dzieci adopcyjne i z rodzin zastępczych uważa się za gorsze, które trudno wychować. To nie jest prawdą. Moje dzieci potrafią cieszyć się z rzeczy tak „mało dla innych ważnych”, a za największy sukces, jaki je w życiu spotkał, uważają właśnie to, by mieć rodzinę. Doceniają, że mają się w co ubrać i co jeść, co wcześniej nie było takie oczywiste. Często chodziły spać głodne i nawet, będąc już u nas, długo, zanim sięgnęły po jakąkolwiek przekąskę, pytały, czy mogą ją zabrać. Wcześniej musiały podzielić się jednym danonkiem albo po prostu nic nie jadły – mówi Ania. Jej zdaniem to ważne, by pokazywać własnym przykładem, że rodzina zastępcza może być dobrą i kochającą się rodziną, która w niczym nie jest gorsza od tej biologicznej, która przecież również boryka się z wieloma problemami. - Blog ma nieść przesłanie, że mimo jakichkolwiek przeciwności losu nie wolno się poddawać i trzeba zawsze walczyć do końca. Ma również zachęcać do rodzicielstwa zastępczego i adopcji, ułatwić podjęcie decyzji, które nie są łatwe, ale niekoniecznie należy się ich bać – mówi Ania. Blog ma też przełamać barierę przed głośnym mówieniem o śmierci bliskich czy rodzicielstwie zastępczym, co często przychodzi z wielkim trudem. - Chciałabym, by kobiety po przejściach doszły do takiego etapu, na którym ja jestem teraz, gdy mogę opowiadać o wszystkim na spokojnie. Pisząc bloga, piszę z perspektywy osoby, która sama to wszystko przeszła. Czasem niektóre wpisy tak wiele mnie kosztują, że muszę robić sobie przerwy w pisaniu. Jest wiele historii, które dobrze się kończą, ale nie ma ich w obiegu publicznym. Chcę to zmienić poprzez blog – wyznaje. Czy warto zostać rodzicem zastępczym? Oczywiście! - Czasem trzeba coś poświęcić, ale to ma sens, bo w zamian dostaje się ogrom miłości. Niedawno od jednej z dziewczynek dostałam pęczek mleczy. Innym razem było to serce z czekolady, specjalnie dla mnie wypiekane ciasteczka czy babka z piasku. To się w głowie nie mieści, jak tym dzieciom niewiele potrzeba do szczęścia. My, dorośli, możemy się wiele od nich nauczyć – kończy."

Pani Honorato, dziękuję za przemiłą rozmowę i na zwrócenie uwagi na potrzebę mówienia o sprawach, których blog dotyczy. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję...do usłyszenia :) 





My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook