Archiwum

O całe zycie za wcześnie - pamięci Nikolki (Dodano 2017-05-10 15:51:30)

Pisałam Wam niedawno o  książce Sarah Williams pt.: "Zawstydzić silnych" i o przejmujących losach kobiety, która zdecydowała się urodzić córeczkę, choć wiedziała od połowy ciąży, że jest ona  bardzo chora i najprawdopodobniej  umrze zaraz po urodzeniu, albo jeszcze w trakcie ciąży. Sarah miała więc czas, by będąc jeszcze z córeczką, móc się z nią pożegnać, przygotować do tego, co się wydarzy, siebie i swoich najbliższych, oczywiście na tyle, na ile była w stanie ten stan pojąć i w porozumieniu z Bogiem, go sobie jakoś wytłumaczyć.
Tak się złożyło, że niedługo potem, po lekturze tej książki napisała do nie Karolina, mama Nikolki – dziecka, którego  nie ma już z nami.
Nikola zmarła jeszcze w  łonie Karoliny, ale nie z powodu choroby, lecz  przez ludzkie zaniedbanie i brak kompetencji kogoś, kto powinien pomóc, kiedy tej pomocy oczekiwała.  Już niedługo o winie odpowiedzialnych za tą tragedię ludzi, zadecyduje sąd.

 Jej córka odeszła w 37 tygodniu ciąży, będąc piękną, zdrową dziewczynką, przed którą życie  stało otworem. Życie, na którą tak bardzo czekano…
Przeczytajcie więc historię Karoliny i poprzez komentarze, spróbujcie ją wesprzeć. Ona tego teraz bardzo potrzebuje. Jest dopiero na początku drogi…by wszystko poukładać, wytłumaczyć sobie i bliskim i by znów zacząć żyć…

„Zobaczyłam dwie upragnione kreseczki , Boże płakałam ze szczęścia, potwierdzona wizyta jest malutka kropeczka . Z  mężem byliśmy wniebowzięci . Po wizycie za miesiąc pojawiliśmy ,takie maleńkie serduszko pod moim sercem już biło . Boże jak ja się cieszyłam , dbałam o ciążę jak mało kto nawet już przesadzałam ale ja tak martwiłam się o nią , mimo ze była zdrowa jak rybka , byliśmy co trzy tygodnie na kontroli ,ciąża przebiegała książkowo , rozmawialiśmy ze sobą , opowiadałam jej różności , jej kopniaki , mocne, dawały mi tyle radości , nie mogliśmy z mężem się tych maleńkich stupek doczekać , mąż zawsze całował w brzuszek jak wychodził do pracy i jak wracał...nie mogliśmy się doczekać księżniczki naszej , naszej małej pupci,  zaczęliśmy urządzać pokoik ..zaczął się 37 tydzień...i to były nasz ostatni dzień...był 9 styczeń 2016...nie czułam jej ruchów ,tych cudownych kopniaków...strach był wielki ..od razu z mężem pojechaliśmy na oddział...zaspany ,,lekarz,, otworzył nam drzwi  ...błagałam z płaczem aby coś zrobił bo nie czuje jej ruchów...zrobił usg ...serduszko biło... uff  ...mała śpi...ruchy są mniejsze pod koniec ciąży...wysłał do domu i nie mamy panikować...no uwierzyliśmy...nasza pierwsza ciąża...przecież nie jestem mądrzejsza od ,,lekarza ..wróciliśmy do domu , zrobiłam kąpiel i się położyłam ..bawiłam się ale  cisza ..zadzwoniłam do mojego prowadzącego i mówię jak było a on....kto cię wypuścił ze szpitala skoro nie czujesz ruchów , czemu ktg nie zrobił ci.. ja szok.. nie wysuszyłam włosów , od razu do samochodu tym razem na oddział kazał mój prowadzący...jesteśmy na miejscu...pielęgniarce mówię nie czuje ruchów od 3 godzin a ona czemu pani tak późno przyjechała a my mówimy ze byliśmy wcześniej ale wysłał Nas do domu...dzwonią ,,niestety,, ten sam ,,lekarz,, każe bez dokumentacji przyjść na 3 piętro.. jedziemy winda...podpiął mnie pod KTG...po pół godzinie glukoza...położna ciągle poprawiała bo tak mała się rusza.. ja tego nie czułam ..mówiłam...po 2 godzinach i 20 min.. powiedział że przyjmie nas na oddział, kazał mi zejść na parter i zrobić dokumentację, mimo ze maż był...poszliśmy ..trwało to do około 15 min ..ktoś każe mi się przebrać i położyć,  przychodzi i bada tętno (nie wiedziałam wtedy czego szuka , byłam głupia, nie dopuszczałam myśli ze ona już jest Aniołkiem) i cisza... idziemy normalnie na 3 piętro..5 min szukają... potem następne pomieszczenie...szukają ..nikt nic nie mówi...ostatnie pomieszczenie...serduszko nie bije...........(wtedy jeszcze nie wiedziałam ze moje maleńkie serduszko zdrowe by żyło gdyby nie ,,ten lekarz,,)...co wtedy się działo szczerze nie pamiętam ..moja piękna zdrowa córeczka zmarła przez PSEUDO LEKARZA !!!!!  wyszłam ze szpitala ..z pustymi rękoma...weszłam do domu ..pusto, rzucałam wszystkim, darłam się i to tak było już przez następne dni , tygodnie ,miesiące...wracając dnia w którym musiałam się z nią pożegnać ..strasznie się bałam widoku jak leży w trumience...ona śpi. .śpi.. powtarzałam...ona się zaraz obudzi !!..ale ona się nigdy nie obudzi...całowałam ją .. przytulałam.. dałam jej laleczkę , aniołka, kocykiem przykryłam...i musiałam od niej odejść ..boże co to za ból ..ze jej nigdy nie zobaczę ,ze nie usłyszę pierwszego słowa, moje marzenie się nie spełni już nigdy...nigdy...widok męża, który  cierpi jeszcze bardziej mnie dołowało...pogrzeb naszej córeczki... przed pogrzebem poszłam zobaczyć gdzie będzie ,,spała ,,zobaczyłam mała dziurę , szok , a gdzie ja będę leżeć ??? wpadłam w szał ..przecież ja będę chciała być z nią ..szukała mnie cała rodzina ..znalazła.. wzięłam tabletki...czas pogrzebu.. ciągle patrzę i płacze . .jest.. trumienka ..biały duży miś na niej   nasza księżniczka...nasza upragniona wyczekana księżniczka ..nie pamiętam ja to przetrwałam ..tylko tyle , że małego gołąbka wypuściłam ;(...dni mijały a ze mną coraz gorzej...dowiedzieliśmy się...ze gdyby zrobił cc by żyła...uwierzcie ile razy miałam zamiar iść i go zabić , mąż mnie musiał powstrzymywać  i zamykał na klucz i chował...zgłosiliśmy wszystko w prokuraturze i w izbie... okazało się...maleństwo umierało podczas ktg , nie było oznak żadnych ruchów , co położna wmawiała mi ze są, po glukozie się pogorszyło , za pierwszym razem powinnam być podłączona  pod ktg taki ,,lekarz,, ma nakaz !!!!! biegły napisał ze NIC nie zrobił aby uratować nasze maleństwo.... co się dokładnie stało nie wiemy ..tylko ON i POŁOŻNA...ale się dowiemy...czekamy na sprawiedliwość ..wiemy , że naszej córce nikt nie zwróci życia ..ale nie pozwolimy aby inne rodzice cierpieli i także nie pozwolimy na to aby bezkarnie chodził sobie a na dodatek był ON karany ..ale mamy takie prawo ze dostał zawiasy ..minął ponad rok biegły i rzecznik potwierdzili ze ON zawinił i idziemy do sadu ..trzymajcie kciuki aby wygrała sprawiedliwość . Jestem u córci codziennie , dbam o jej domek , rozmawiam z nią , czekam na sen aż przyjdzie do mnie.. Nikolka nie ma rodzeństwa ..a jeśli będzie mieć to każde z nich będzie wiedzieć ze ma starsza siostrę    ... czas nie goi ran , czas przyzwyczaja do bólu...”
Karolino, ze swoje strony, raz jeszcze dziękuję Ci za Twoją historię. Za to, że odważyłaś się zrobić pierwszy krok i swoje wspomnienia, które tak bardzo bolą, przelać na papier.
Podczas naszej ostatniej rozmowy mówiłam Ci jakie to ważne i że zawsze możesz liczyć na rozmowę ze mną, kiedy tylko będziesz jej potrzebować.
Kiedy ja przypomnę sobie moje „początki” …jak bardzo bolało, jak nie potrafiłam się odnaleźć, jak uciekałam od ludzi, widzę w Twoich wspomnieniach siebie sprzed wielu lat. Widzę i nadal czuję tą ogromną pustkę, kiedy wracam do domu bez dziecka a tam czekają.. łóżeczko i wanienka… Teraz dopiero zdaje sobie sprawę jak byłam zdeterminowana i jak bardzo wierzyłam, że się uda, mimo złych prognoz lekarzy.
Czułam się wtedy właśnie tak, jak Ty, kiedy nie wierzyłaś, że jej już nie ma. Wydawało Ci się to tak nierealne …bo przecież jeszcze chwilę temu czułaś jej ciepło i ruchy.
Pamiętam też ten przerażający wrzask, którego nie można nazwać płaczem, kiedy wróciłam do domu i zdałam sobie sprawę, że to koniec, że jestem w nim sama… Aniołkowe mamy…tak właśnie myślą i często przez długi czas obwiniają siebie o całą zaistniałą sytuację, mimo że w żadnym stopniu nie zawiniły.
Maja też problem by odnaleźć się w późniejszej, otaczającej je rzeczywistości.
Pamiętam, że po stracie trzeciego dziecka, jeszcze strasznie obolała, poszłam do pracy w kwiaciarni, gdzie stałam cały dzień na nogach. Teraz myślę, że dobrze zrobiłam, choć wszyscy dookoła mi to odradzali, ale ten krok był przełomem. Czułam, że już więcej nie udźwignę, że jeśli zaraz nie „wyjdę do ludzi” to zwariuję.
Wyszłam, pomogło, po jakimś czasie dostałam kolejna pracę – w szkole – i potem było już tylko lepiej.
Spełniłam się jako matka kiedy przyszły do nas dziewczynki, a że przyszły od razu aż trzy, miałam „pełne ręce roboty” i kompletny brak czasu, żeby rozmyślać o tym co się stało, a nawet wspominać. Dziś wiem, że one mnie uratowały.
Kochana, oprócz córeczki, którą Bóg dał Ci w ziemskim życiu tylko na chwilę, masz jeszcze wspaniałego męża, ojca Nikolki, który cały czas jest przy Tobie, który Cię wspiera i który, podobnie jak Ty, cierpi. Od tego momentu, kiedy na świecie pojawiła się Nikola, jesteście w tym cierpieniu razem. Pamiętaj o tym oraz o tym, że takich Aniołkowych rodziców jak Wy, jest całe mnóstwo. Macie ich na wyciągnięcie ręki, chociażby przez ten blog, różnorakie fb grupy i terapeutów.
W każdym temacie związanym ze stratą, możecie na nas liczyć a poprzez swoje doświadczenia dać świadectwo innym.
Tym, którzy dopiero dowiadują się o chorobie swoich dzieci, tym, którzy żegnają swoje maleństwa, ale także i tym, którzy mają je zupełnie zdrowe.
Również  po to powstał ten blog…by ludzie, których ten temat nigdy nie dotknął, zrozumieli jak wielką wartość ma życie i jak łatwo je stracić. Po to też by wiedzieli w jaki sposób rozmawiać z ludźmi, których taka tragedia dotknęła i by nie izolowali się od cierpiących.
Karolino…Nikolka miałaby wspaniałych rodziców. Dali byście jej zapewne wszystko czego by zapragnęła, o czym zamarzyła. Byliście z nią blisko przez całe miesiące ciąży, jak i po jej urodzeniu. Niestety musieliście patrzeć też na jej śmierć. Ten obraz na zawsze zostanie w waszej pamięci. Pielęgnujcie te wspomnienia bo choć są bardzo krótkie i bolesne, są  owocem wielkiej miłości i świadectwem tego jak bardzo można kochać.
Nikolko…śpij spokojnie Aniołku …

 

 





Bardzo mądra z Pani Kobieta. (Data zamieszczenia: 2017-12-12 10:25:27)



My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook