Archiwum

Zastępcza znaczy gorsza? (Dodano 2017-03-29 16:31:44)

Zastępcza znaczy gorsza?

Kochani, zanim przejdę do sedna  sprawy i tematu, o którym chciałabym dzisiaj Wam powiedzieć, przepraszam Was bardzo  za moja nieobecność.
Tematy, o których mowa na blogu, sprawy, których blog dotyczy, są bardzo trudne. Piszę bloga nie jako psycholog, tylko osoba, której te problemy bezpośrednio dotyczyły bądź dotyczą i czasem muszę sobie po prostu zrobić przerwę.
Tym bardziej, że ogrom krzywdy jaka wręcz „krzyczy” ostatnio wszelkimi środkami masowego przekazu, jest tak ogromny, że aż trudno się do niego ustosunkować. Chociażby wczorajsze doniesienia o matce, która prawdopodobnie udusiła swoje pięciomiesięczne dziecko, wzbudzają w człowieku tyle uczuć i myśli, że aż trudno się do tego odnieść, coś o nich powiedzieć, bo co?
 Człowiek zaczyna zastanawiać się , co jeszcze się wydarzy, bo każda kolejna zbrodnia na niewinnych istotkach ma coraz bardziej drastyczny charakter.
Przykre i przerażające jest to, że tej właśnie zbrodni, tych krzywd, dokonują osoby najbliższe  dziecku…matka, ojciec, konkubent…. Osoby, które powinny być dla dziecka oparciem, powinny o nie dbać. To właśnie im ta bezbronna istotka  ufa, nawet jeśli jest krzywdzona, niestety…
W związku z tym co się ostatnio dzieje w kraju i na świecie, a także, co wydarzyło się w naszym domu, postanowiłam powiedzieć Wam o moich przemyśleniach odnośnie często mylnego spojrzenia społeczeństwa na rolę zastępczej matki.
Na zdjęciu do postu  rawicka gazeta, a w niej szeroki artykuł na temat tamtejszej matki zastępczej i jej nagannego zachowania w stosunku do dzieci, nad  którymi  powierzono jej opiekę.
Nie chcę się tutaj rozwodzić szerzej nad tą akurat sprawą, pewnie część osób z mojego otoczenia, już do niej dotarła.
Tym,  którzy nie czytali, wspomnę tylko, że chodzi o kobietę, która wraz ze swoim partnerem, została rodziną zastępczą dla trójki dzieciaczków. Z czasem zaczęła stosować wobec nich  kary. Dzieci stały w kącie z rączkami podniesionymi do góry, kiedy zwymiotowały, musiały wszystko zjadać bądź zlizywać, były bite metalowymi przedmiotami itd. W każdym razie, to przez co przeszły nie mieści się w głowie.
Sprawa przeciwko tej pani nadal toczy się w sądzie, mam nadzieję, że spotka ja zasłużona kara, choć tak naprawdę żaden jej wymiar nie będzie adekwatny do poniesionych przez dzieci krzywd.
Mówię Wam o tym dlatego, byście mieli świadomość, że zdaję sobie sprawę z istnienia takich bądź podobnych sytuacji i sama, będąc matka zastępczą, nie idealizuje rodzicielstwa zastępczego właśnie dlatego, że sama nim się zajmuje, od pewnego czasu zawodowo.
Często zarzuca mi się, że idealizuje moje dzieci, nawet to, że spędzając z nimi dużo czasu, wrzucam ich zdjęcia na społecznościowy profil.  Robię to kochani dlatego, żeby pokazać Wam, że matka zastępcza to „normalna” matka, a to, że przyjęłam pod swój dach „nie swoje” (bardzo nie lubię tego określenia, choć słyszę je często…ale skoro one nie są moje to kogo? Bo „biologiczni” już dawno o nich zapomnieli) dzieci nie znaczy, że są dla mnie mniej ważne od Zuzy – mojej biologicznej córki. Może to wydać  się  co niektórym nieprawdopodobne, ale polecam spróbować…poszukać w sobie pokładów dobroci i obdarzyć nimi „nie swoje” dzieci. I wtedy dopiero formułować opinie i wyrażać sądy.
Nie mówię, że wszystkie zastępcze bądź adopcyjne matki są idealne i należy im się medal za to, że nimi zostały.
Prawda jest taka, że pani, o której mowa powyżej nie powinna nigdy matką zostać, jakąkolwiek!
Osoby z takim zasobem negatywnych emocji, z brakiem poczucia niesienia pomocy i tak już pokrzywdzonym dzieciom, mało tego, brakiem szacunku dla drugiego, słabszego przecież człowieka, nigdy nie powinny brać pod swoje skrzydła nowego życia, a już na pewno nie takiego, które trzeba naprostować.
Przy okazji tego tematu, chciałabym poruszyć jeszcze jedna ważną kwestię. Problem odpowiedzialności pracowników socjalnych przyznających kwalifikacje dla  rodziców adopcyjnych bądź zastępczych, z którymi później jest problem.
Często słyszymy… jak oni mogli tego nie widzieć, dopuścić taką osobę do pełnienia takiej funkcji?
Otóż kochani… mogli…bo każdy z nas popełnia błędy, a  ten właśnie zawód wiąże się z tym, że popełnienie najniejszego błędu, może kosztować nieszczęście, a nawet życie innego człowieka.
Jak myślicie, Ci którzy tak łatwo osądzacie, czy Wam łatwo byłoby żyć z takim piętnem odpowiedzialności? Zaręczam Wam, sama będąc świadkiem niejednej nieprzyjemnej sytuacji, nie raz pomyślałam, jak oni (pracownicy socjalni) sobie z tym radzą. Ja byłam tylko świadkiem, oni musieli znaleźć rozwiązanie. Mnie, ta czy inna sytuacja, kosztowała wiele, oni musieli nadal w niej tkwić. Uwierzcie, to nie jest prosty zawód. Wiąże się z ogromem odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Piszę o tym wszystkim z pełną świadomością tego co mówię, ponieważ jestem tego świadkiem na co dzień i wiem jak trudno współpracować także i z ludźmi pokrzywdzonymi przez los. Często można  i co do nich się pomylić.
Ludzie, którzy od lat funkcjonują na zasadzie „naciągania” nie tylko opieki społecznej, ale tez wszystkich dookoła, tak naprawdę nie oczekują pomocy adekwatnej do swoich potrzeb. Z miesiąca na miesiąc chcą coraz więcej…bo im się należy.
Nie mogę opisać Wam sytuacji, która mnie spotkała, kiedy chciałam takiej własnie osobie pomóc, ale wiem, ile mnie ona, ta sytuacja, kosztowała i ile nauczyła. Pomogłam osobie „pokrzywdzonej” przez los, związanej  ze mną i  „naszymi” dziećmi a zostałam posądzona o coś, z czym nie miałam nic wspólnego.
Mało tego, jakiś czas temu zostałam posądzona jeszcze o jedną rzecz – w natłoku nieporozumienia, które wywiązało się w klasie u najstarszej pociechy, nadgorliwości i bezradności  niektórych, została mi przypięta łatka tej, która źle traktuje najstarszą córkę. Co oczywiście nie jest prawdą i co uznała od razu za kłamstwo osoba najbardziej zainteresowana.
Próbuje Wam tylko w tych dzisiejszych moich rozważaniach uzmysłowić jak działa plotka i jak łatwo osądzić kogoś, kto naprawdę ma dobre intencje.
Próbuję również pokazać jak ważne jest podejście do tego co się robi w życiu i jakie znaczenie ma w tym wszystkim opinia otoczenia.
Otóż kochani, liczę się z Waszym zdaniem, biorę je pod uwagę, ale na co dzień żyję i funkcjonuję według własnych zasad, które kilka lat temu udało mi się wcielić w życie i tego się trzymam.
Tym wszystkim, którzy oceniają mnie za moimi plecami w negatywny sposób, życzę, by tą całą energię, którą poświęcają na tworzenie plotek, udało im się spożytkować w znacznie bardziej konstruktywny sposób. Polecam na przykład wolontariat, jeśli na zostanie rodzicem zastępczym nie starczy im odwagi.
No właśnie bo rodzicielstwo zastępcze, może nie jest przez ogół poważane, ale na pewno wymaga odwagi. Ja się tego podjęłam i nie żałuję. Jestem matką zastępczą i nie jestem gorsza…Kocham wszystkie moje dzieci i zrobię wszystko by w życie miały godny start…mimo problemów, ocen i sądów.
Szczerze polecam, służę radą i przykładem, ale to akurat widzą tylko Ci, którzy są z nami od początku i z tego miejsca, po 6 latach pełnienia tej funkcji, DZIĘKUJĘ !

 

 

Facebook