Archiwum

Chcieliśmy adoptować jedno dziecko - jesteśmy rodzicami pięciorga...o tym jak \"samotne\" małżeństwo zostaje rodziną wielodzietną ;) (Dodano 2016-09-10 13:33:44)

Chcieliśmy adoptować jedno dziecko….jesteśmy rodzicami pięciorga! – o tym jak „samotne” małżeństwo zostaje rodziną wielodzietną.

 

Czasem, mimo wcześniejszych planów, los spłata nam figla… Oczywiście dzieje się tak poniekąd za naszym przyzwoleniem ponieważ, o ile na niektóre aspekty życia, o których mowa w blogu, nie mamy czasem żadnego wpływu (śmierć dziecka itp.) to fakt czy zostaniemy rodziną adopcyjną bądź zastępczą, zależy już w dużej mierze od nas samych. Musi być to jednak  nasza świadoma decyzja i musimy być jej w stu procentach pewni. Inaczej nie podchodźmy w ogóle do tego tematu, dajmy sobie czas.

Oczywiście naturalnym będzie fakt, że się boimy, czy podołamy, czy będziemy umieli pokochać to dziecko itd. Pytań, które będą nas nurtować w całym tym procesie będzie tysiące. Jednego natomiast musimy być pewni. Chcemy mieć dziecko, czy nie? Przed rozpoczęciem szkoleń, odpowiedzmy więc sobie na to pytanie i jeśli pierwszą myślą jaka przyjdzie nam do głowy, będzie TAK, zacznijmy procedury adopcyjne.

Odpowiedź na resztę pytań przyjdzie bowiem z czasem i te, które wydawały nam się najbardziej istotne, z czasem stracą na ważności. A kiedy pojawi się dziecko,  na pytanie typu: Czy będę je w stanie pokochać? od razu znajdziecie odpowiedź.

Nasza  historia zaczęła się właśnie od takiej deklaracji i po tragicznych przejściach, o których mowa w innych wpisach, postanowiliśmy rozpocząć szkolenia w ośrodku adopcyjnym.

Przyznam, że na pierwszym spotkaniu, zdziwił mnie wiek tam obecnych. Myślałam, że kursy rozpoczniemy w starszym gronie. Tym czasem w niewielkiej salce, wkoło owalnego stołu, siedziały młode małżeństwa, nawet bardzo młode.

Ponieważ przepisy mówią o tym, że starać się o dziecko mogą małżeństwa z co naj mniej pięcioletnim stażem, byłam przekonana, że nasz dziesięcioletni staż będzie wyznacznikiem większości par. Myliłam się jednak. Większość obecnych tam małżeństw, już na starcie wiedziała, że jedno z nich nie może mieć dzieci i wspólnie postawiła na adopcję.

Było też małżeństwo, grubo po czterdziestce, mające już odchowane dzieci z poprzednich związków i uparcie tkwiące w przekonaniu o adopcji kolejnych pociech. Krótko po odbyciu kursów, zostali oni szczęśliwymi rodzicami dwulatki i czterolatka.

Kursy trwały kilka tygodni i skończyły się wydaniem kwalifikacji na rodzica adopcyjnego.

Po ich zakończeniu, na własną rękę, do większości ośrodków adopcyjnych, w całej Polsce, rozesłaliśmy tzw. podania, zawierające krótką informację o nas samych, o naszej drodze zawodowej, pracy, jaką wykonujemy, warunkach bytowych i oczekiwaniach względem dziecka bądź dzieci.

Pamiętam, że napisałam w podaniu: myślimy o adopcji jednego bądź dwójki dzieci, określiłam też wiek dziecka, postanowiliśmy, że ma nie przekraczać trzech lat.

Telefon długo nie dzwonił w ogóle. Zdążyliśmy w międzyczasie skończyć kursy dla kandydatów na  rodziców zastępczych, ponieważ byliśmy święcie przekonani, że tą drogą będzie szybciej, łatwiej.

Kiedy Pcpr znalazł już dla nas dziewczynki, rozdzwoniły się telefony z ośrodków z całej Polski. Każdy natomiast niósł ze sobą informację o czwórce, trójce, a nawet pięciorgu maluchów.

Wcześniej udało nam się już spotkać z dziewczynkami, które miały do nas trafić i nie było już mowy, że zamieszka z nami ktoś inny.

Chęć posiadania dziecka, dzieci, była w naszym przypadku tak ogromna, że nie przerażał nas nawet fakt, że jest tych dzieci aż  trójka. Najstarsza, wtedy ośmiolatka, młodsza, trzylatka i mały trzynastomiesięczny brzdąc, którego widzieliśmy dopiero przy ostatniej wizycie, kiedy zabieraliśmy już dziewczynki do domu.

Dziewczynki do Pcpr przyprowadziła matka i jak pisałam we wcześniejszym wpisie, nie miałam w ten dzień okazji z nią porozmawiać. Przyniosła niezbędne dokumenty dzieci, akty urodzenia, książeczki zdrowia itd.

Było też kilka ciuszków i zabawek. W każdym razie dotychczasowe życie  dziewczynek mieściła nieduża reklamówka.

Dziewczynki przyszły natomiast z ogromnym bagażem negatywnych przeżyć i straszną traumą. Widziały więcej niż nie jeden dorosły i były przekonane, że nie są nic warte. Wcześniej wyzywane, poniżane, bite i głodzone, długo nie mogły dojść do siebie.

Mimo tak drastycznych przeżyć, które zafundował im ojciec i dziadek, a poniekąd, za swoim przyzwoleniem, także i matka, płakały za nią strasznie, kiedy tylko wsiadły do samochodu i wyruszyliśmy w drogę do domu. Mimo, że zostawiały za sobą dom, który przyniósł im wiele krzywdy i cierpienia, ich  płacz i wołanie mamy będę pamiętać do końca życia.

W nowym domu czekał na nie pokoik, w urządzenie którego włożyłam całe serce. Był pełen zabawek, nowych mebli i ubranek. Do dziś pamiętam jednak jak Nikolka przez długi czas, po każdej zabawie, pytała mnie, czy musi oddać te zabawki a Klaudia nie mogła zrozumieć, że to dla niej. Tylko Olka, niczego nieświadoma, bez najmniejszych oporów, chwytała wszystko co się da, w swe malutkie rączki.

Zarówno ich proces adaptacji, jak i nasz, trwał kilka miesięcy. Z małżeństwa, które do tej pory mieszkało samotnie, staliśmy się nagle rodzicami trójki dziewczynek w tak różnym wieku. Nagle pojawił się maluszek, który jeszcze nie umie chodzić, zbuntowana trzylatka i ośmioletnia, wystraszona dziewczynka, w której głowie zdążyły się już zapisać traumatyczne przeżycia. Była zarówno ich świadkiem, jak i ofiarą.

Dziś to nie ta sama dziewczyna, ale wtedy, mając osiem lat, ze smoczkiem i w pampersie była najbardziej przerażonym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziałam. I wbrew pozorom, mimo swojego wieku, to ona wymagała wtedy najwięcej czasu i uwagi. I wymaga go do dzisiaj, czasem mam wyrzuty, że nie mogę jej go dać tyle, na ile zasługuje.

 Każda matka wielodzietna stoi na co dzień przed takimi właśnie dylematami. Bo jak podzielić swój czas by choć trochę zostało go dla każdego członka rodziny, nie mówiąc już o takich prozaicznych czynnościach jak sprzątanie, gotowanie, prasowanie, a przy tak licznej rodzinie, czasem te właśnie czynności potrafią przysłonić te najbardziej ważne.

W każdym razie Klaudia urzekła nas już od początku swoją odpowiedzialnością, dorosłością. Jeszcze wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że wynika ona z ogromnego ciężaru emocjonalnego, który niosła na barkach za wcześnie.

Los doświadczył to dziecko ogromem cierpień, na które nie zasługiwała, nikt nie zasługuje. A ona, jadąc na pierwsze zakupy z moim mężem, kupiła mi kwiaty.

To dziecko całą drogę do nowego domu płakało za mamą, po czym jadąc wieczorem do sklepu, poprosiło męża by kupić mi kwiaty. W ten sposób chciała podziękować, że znalazła się u nas, ale cierpienie po rozłące z biologiczną mamą było tak wielkie, że do dziś ma swoje odzwierciedlenie niekiedy w jej zachowaniu. Ale to tez temat na oddzielny wpis.

Nikolka, zmęczona płaczem, podczas podróży do nowego domu, zasnęła. Zaniosłam ją do łóżeczka, spała jak zabita. Pamiętam, że siedziałam przy niej całą noc. Bałam się, że gdy się obudzi, w nowym, nieznanym domu, będzie jeszcze bardziej przerażona. Tak się jednak nie stało. Nikola po prostu wstała z łóżka i jakież było nasze zdziwienie, gdy z uśmiechem na ustach oznajmiła: „Idę się bawić”.

Nikola nigdy potem nie wspominała mamy. Na początku, zwracała się do mnie: ciociu. To trwało może ze trzy miesiące i nagle, nawet nie wiem dokładnie kiedy, powiedziała mama, mimo ze Klaudia uparcie przypominała jej o tym, że jestem ciocią. Nie mam pretensji do Klaudii, że tak robiła. Ona nie mogła, nie chciała, wymazać z pamięci wspomnień związanych z mamą. Do dziś nie może, ale nikt przecież nawet nie ma prawa od niej tego wymagać.

Olunie widzieliśmy po raz pierwszy w chwili, gdy zabieraliśmy ją do domu. Jeszcze dobrze sama nie stała na nóżkach, była raczej spokojna, ale niezbyt ufna.

Ze względu na to, że często przebywała w szpitalu (zapalenie oskrzeli), sama…. pojawiły się już u niej początki choroby sierocej. Odkładałam ją do łóżeczka a ona kiwała się do przodu i tyłu. Brałam ja wtedy na ręce i przytulałam jak mogłam najmocniej. Na początku odpychała mnie, z czasem nauczyła się, że nie chcę zrobić jej krzywdy. Od tej pory już codziennie zasypiała mi na rękach.

Z czasem też bardzo przylgnęła do mojego męża, a on dostał na jej punkcie dosłownego „bzika”. Do dziś Oluś to oczko w głowie taty.  Przyszła do nas mając trzynaście miesięcy, była jeszcze bardzo malutkim berbeciem, uczącym się dopiero podstawowych rzeczy. Dziś to sześcioletnia dziewczynka, która mimo swej skromności, potrafi pokazać charakterek. Zawsze śmieję się, że jest to efektem tzw. przyzwolenia Papajkowi (tak właśnie mówi na nią mąż) na wszystko, kiedy była jeszcze malutkim dzieckiem.

Po dwóch latach, do dziewczynek dołączyła ich najmłodsza siostra Ala, która urodziła się kiedy dziewczynki były już u nas dwa lata. O jej drodze do naszego domu, szerzej we wcześniejszym wpisie.

A kiedy minęły koleje dwa lata, pojawiła się   Zuza, nasza biologiczna córka….ale to już z kolei temat na kolejny wpis.

Odtąd jest nas siedmioro. Mamy jeszcze psa i kota ;) Jesteśmy zgraną babską drużyną z jednym rodzynkiem – tatą, który twierdzi, że posiadając wiatrówkę, dzielnie odeprze męskie natarcie, kiedy dziewczynki będą już dorosłe. ;)

W naszym domu jest gwarno i tłoczno, czasem zbyt głośno, ale nigdy nie żałowałam mojej decyzji. Dziewczynki to najlepsze co mnie w życiu spotkało i nie wyobrażam sobie już życia bez nich. Kiedy ich nie ma, w domu jest strasznie pusto….tak pusto, jak było jeszcze pięć lat temu, zanim trafiły do nas….

 

 

 

 

 

 

 

 





Bardzo mądra z Pani Kobieta. (Data zamieszczenia: 2017-12-12 10:25:27)



My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook