Archiwum

Nie jesteś moją matką - zniszczę Cię! (Dodano 2019-06-21 16:35:50)

Są tutaj, szczególnie na blogu, mamy, które dzisiejsze święto obchodzą inaczej - często w osamotnieniu i cierpieniu. 
Takie, które straciły swoje dzieci i te, które przyjęły pod swój dach dzieci skrzywdzone i pogubione. 
Są i takie, które dopiero rozważają taką ewentualność.
Mamy, które dźwigają macierzyństwo tylko na swoich barkach i takie, które sobie po prostu nie radzą. 
To dla Was jest ten tekst. Mocny tekst, ale bardzo prawdziwy.
Wiem, że na niego czekacie...

"Nie jesteś moją matką - zniszczę cię!"
Historia, którą Wam dzisiaj opowiem to zderzenie dwóch światów. Starszego - takiego poukładanego, z doświadczeniem i osiągnięciami i młodego - który właściwie się rodzi, a może odradza -tak - to byłoby raczej właściwe określenie.
Historia kobiety, która kiedyś została bardzo skrzywdzona. Los odebrał jej to, na co czekała i czego pragnęła. Zabrał jej wszystkie dzieci, które w przeciągu kilku lat pojawiały się na świecie.
Kobieta ta długo czekała, aż w końcu zostanie biologiczną matką, jednak los nie był w tym temacie dla niej łaskawy. 
Kiedy już straciła nadzieję, pojawiło się światełko w tunelu.
Nagle w progu jej domu stanęły istoty, które bardzo jej w tym momencie potrzebowały.
Zachłysnęła się tym młodym światem, który zawitał do jej drzwi i mocno pokochała. 
Od tej pory walczyła dosłownie ze wszystkimi - o zrozumienie dla tych dzieci, o szacunek dla nich.
Prosiła o pomoc - kiedy takowa była potrzebna i właściwie dała im całą siebie - bo tak chciała, tego potrzebowała. 
Zupełnie nie spodziewała się tego, co miało się później wydarzyć. 
Była pewna, że tych złych rzeczy, niedobrych - może doświadczyć tylko od osób z zewnątrz. Z czasem zdążyła się już właściwie na nie uodpornić, więc perspektywa kolejnego "noża w plecach" już tak bardzo jej nie przerażała.
Przeraziły ją natomiast słowa i czyny, które były ich konsekwencją, a może na odwrót. 
W każdym razie nie była na to przygotowana, nawet jeśli inni ją przed nimi ostrzegali i zapewniali, że kiedyś je na pewno usłyszy.
Później było już tylko gorzej. Nie nie mogła spać. Organizm, który do tej pory nastawiony był na ciągłą pracę, skapitulował. Stres dał o sobie znać do tego stopnia, że nie pozwolił pewnego ranka wstać z łóżka. Zbuntował się kręgosłup i serce. Pasje, które do tej pory dawały radość i zadowolenie - zostały odsunięte na dalszy tor. 
Zaczęła się walka. O dziecko, które się pogubiło i o pozostałe, które były tego świadkiem, o siebie samą.
I ta ostatnia, wbrew pozorom, okazała się najtrudniejsza, bo to nie była już tylko batalia o zdrowie, ale o wszystko to, w co się do tej pory wierzyło - o idee, które wydawały się do słuszne i o najzwyklejszy święty spokój - spokój duszy i spokój sumienia.
Czasami takiej walki nie da się stoczyć samemu, czasami trzeba poprosić o pomoc. Fachową i ciągłą - nie sporadyczną. 
Czasami trzeba pozwolić dziecku na chwilę odejść. 
Nie po to by się go "pozbyć" (jak większość zarzucała), ale po to by dać mu szansę. W pełnym tego słowa znaczeniu. Po to, by mogło zrozumieć, że jego zachowanie jest konsekwencją doznanych we wczesnym dzieciństwie krzywd - niczego innego - i to nie one - owe krzywdy, powinny dziecko definiować. 
One nie mogą zaważyć na dalszym dorosłym życiu, a w każdym razie nie powinny.
Nigdy wcześniej nie przypuszczała, że konsekwencją złego dotyku, bicia, poniewierania i głodu mogą być okropne lęki. Że siedzą one w dziecku tak mocno i tylko czyhają na to, żeby się z tego małego ciała wydostać. 
I wtedy właśnie - choć nie wiem jak mocno kochało by się to dziecko - potrafią siać zniszczenie. Nie tylko w dziecku, ale w całym jego otoczeniu. Potrafią przejąć kontrolę nad organizmem, który nie jest w stanie się bronić, ale także nad tymi, którym wydaje się, że są w stanie to zrobić. 
Kiedy dziecko w pierwszym etapie swojego życia nie jest przytulane i kochane i nie zaspokoi się tych potrzeb w czas - w jego mózgu zachodzą nieodwracalne zmiany. W miejscach odpowiedzialnych za konkretne emocje, tworzą się tzw. "dziury". Nie należy wtedy od takiego dziecka oczekiwać czegoś, czego ono, najzwyczajniej w świecie, nie jest w stanie dać. Czasem najzwyklejsze i najprostsze czynności dnia codziennego stają się dla niego - tego dziecka - ogromnym wyzwaniem. 
Konsekwencją bicia, przemocy jest często "alergia" na wszelkiego rodzaju metki, na noszenie zwykłego podkoszulka. Dziecko nie będzie się wtedy pozwalało uczesać, będzie się bronić przed obcinaniem paznokci, a nawet stronić od mycia. Konsekwencją głodzenia będzie nie przyswajalność niektórych pokarmów. To, że dziecko będzie miało "odruch wymiotny" na widok np zupy buraczkowej, którą wcześniej było na okrągło pojone. Będzie się najadać do na zapas albo chować jedzenie po kątach. 
Kiedy dziecko od urodzenia nie jest kochane, przytulane i akceptowane - będzie od tej pory bało się wszystkiego. 
A kiedy pojawią się osoby, które będą chciały mu pomóc - często zostaną potraktowane jak zwykli intruzi. Innych dorosłych dziecko często odsunie od siebie, bo przecież każdy czegoś chce, czegoś oczekuje... a takie własnie dziecko nie umie, nie rozumie, nie sprosta...więc woli się schować we własnym świecie, jakże dla niego niebezpiecznym. 
Do tego świata wpuści tylko "swoich" - często nieodpowiedzialnych i nieobliczalnych. Takie też zachowania pamięta, bo często wcześniej, zanim trafi do bezpiecznego domu, jest po prostu ich świadkiem.
Nielicznym udaje się stamtąd wydostać, bo to właśnie w takim świecie dziecko czuje się komfortowo. Tam jest schowane przed codziennością, której tak naprawdę nie zna, której się boi. 
Boi się strasznie, że znowu coś lub kogoś straci, że znowu poczuje się nieważne i niezauważone. Niedocenione i niechciane. 
Boi się też matka:
- że jej niewyczerpane pokłady miłości w końcu będą miały swój kres,
- że dziecko, mimo terapii, znowu pobłądzi,
- że nie będzie potrafiła okazać zrozumienia, kiedy przyjdzie jej to zrobić tysięczny raz,
- że znowu usłyszy te słowa... - jesteś najgorszą matką pod słońcem, nie chce Cię, zniszczę Cię.... 
- że otoczenie podłoży kolejną kłodę, chociażby w postaci bezpodstawnych plotek, znowu policzy pieniądze, spojrzy z wyższością - bo przecież Ty jesteś tylko w zastępstwie,
- że kiedyś zabraknie jej sił, by to wszystko udźwignąć!
Wiem, że jest mnóstwo dzieci, którym nie udało się pomóc. MOS - y i MOW - y pękają w szwach. Dorośli, którzy pragną pomóc, często rozkładają ręce, bo rozmiar tragedii, której dziecko było świadkiem w dzieciństwie był tak wielki, że siał i nadal sieje spustoszenie w wielu obszarach. Możliwe, że tych obszarów nigdy nie da się uratować, że nigdy nie wydadzą plonu.
Ważne w tym wszystkim jest to, by umieć ten inwentarz zaakceptować. By pogodzić się z faktem, że nie zawsze będzie on zgodny z naszymi oczekiwaniami i że czasem może zaboleć.
A boli kiedy za nasze dobre serce ktoś odpłaca złem. I jakkolwiek takiego zachowania nie tłumaczyć, boli mimo wszystko.
Nie oceniajmy więc pochopnie. Nie komentujmy spraw, o których nie mamy pojęcia. Nie próbujmy dawać złotych rad odnośnie sytuacji, w których nigdy się nie znaleźliśmy. Wspierajmy ... 
P.S. Dziewczyna, o którym mowa jest pod stałą opieką ludzi, którzy jej nie skreślili i którzy każdego dnia robią wszystko, by mogła wrócić do normalnego życia. Dbają o to, by się znów nie pogubiła i by nie powieliła scenariusza ludzi, którzy tak bardzo ją kiedyś skrzywdzili. By jej dorosłość nie polegała na skrajnej nieodpowiedzialności i nie popchnęła do czynów nieakceptowalnych społecznie. By mogła w przyszłości założyć rodzinę - nie dysfunkcyjną, ale po prostu szczęśliwą.
A zastępcza matka cały czas walczy. To trudna walka, ale warta poświęceń. Codziennie stoi na straży - analizuje każde słowo, każdy uczynek. Stara się z całego serca zrozumieć i mimo wszystko daje zielone światło korzeniom dziecka, bo w głębi serca wie, że nie może inaczej. 
I wybaczyła... chociaż bardzo bolało, ale gdyby tego nie zrobiła, nie mogła by iść dalej. Oznaczałoby to całkowite rozstanie z dzieckiem, a ani ona, ani dziewczyna, nie były na to gotowe. 
I daj Boże - oby nigdy nie były... 
Tekst ten poświęcam wszystkim adopcyjnym i zastępczym matkom. Często dyskryminowanym i niezrozumianym. Tym, które przyjmują pod swój dach dzieci skrzywdzone i pogubione. 
Tym, które oprócz zwykłej codzienności, toczą batalię, której na pierwszy rzut oka nie widać. Z urzędami, instytucjami, specjalistami, a często i z rodziną. 
Tym, które czasami mają dość, bo czują się zdeptane na każdym polu, a nawet przegrane. 
Życzę Wam abyście nigdy w tej walce nie pozostawały same. 
Siły i wytrwałości Wam życzę... bo "Wszystko to, co nas irytuje w innych, może nas zaprowadzić do zrozumienia samego siebie" (Jung) 
A ja będę z tego miejsca Was mocno wspierać  
Pamiętajcie - bycie matką oznacza, że Twoje serce nie jest już wyłącznie Twoje - wędruje wszędzie tam gdzie twoje dziecko i dzieje się tak, niezależnie od tego jaką matką jesteś - biologiczną, adopcyjną czy zastępczą 
Czasem więc w naszym sercu musimy znaleźć miejsce dla serduszka, które mocno krwawi. A kiedy żal rozrywa serce, jedynym lekarstwem jest miłość, cierpliwość i zrozumienie.
Wszystkim mamom tutaj, z okazji ich święta, życzę jak najmniej trosk i zmartwień i jak najwięcej serc przepełnionych miłością.
Ściskam Was mocno 





Łza się w oku kręci. Człowiek zastanawia się w takiej chwili jak kruche jest życie ludzkie. Zastanawia się czemu Bóg dopuszcza do takiej sytuacji... Czemu odbiera nam tych, których kochamy? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Wierzę jednak, że wszystko się dzieje po coś. Bóg daje i zabiera życie. Tylko to jest często w naszym czlowieczym zrozumieniu za trudne, tego ludzki umysł zrozumieć nie może. Wiem jednak, że naszym bliskim zmarłym jest lepiej tam gdzie są. Bo gdzie byłoby im lepiej niż w domu ojca? Choć jest nam ciężko bez nich, trzeba się cieszyć, że przebywają w cudownym miejscu i modlą i oręduja z góry za nami, pomagają nam tu na ziemi. (Data zamieszczenia: 2018-05-07 21:23:56)



Smutne :( bardzo mi przykro.Wiem co czujecie obie..niestety :( sciskam mocno. Karolina (Data zamieszczenia: 2018-05-07 20:38:29)



In vitro to temat rzeka. Nas akurat było na to stać, więc mamy za sobą dwie próby warte 16 tys. zł. Ale znam parę, która doświadczyła w niepłodności wszystkiego co tylko mogło przeszkadzać w naturalnym zajściu w ciążę i wzięli udział w programie rządowym, który był już wycofywany. W programie mieli 3 próby i dopiero za trzecim razem się udało. Gdyby dzisiaj mieli podejść do in vitro, nie mieliby na to środków, więc nie mieliby dziecka wcale. (Data zamieszczenia: 2018-02-19 20:00:10)



Czytam pani wpisy jestem bardzo poruszona,jestem mamą dwójki aniołków.Pełna podziwu ten bolg pomoże zapewnne nie jednym aniołkowym. (Data zamieszczenia: 2018-01-19 13:31:13)



Czytam Pani tekst w wigilijny wieczór - piękna to opowieść o miłości rodziców do swoich dzieci, dającej siłę do walki o nie w chorobie i pozwalającej przetrwać nam, gdy muszą odejść - tak jak nasz Krzyś! Dziękuję za te słowa. Historię Anieli znam z fb... (Data zamieszczenia: 2017-12-24 23:47:46)



Bardzo mądra z Pani Kobieta. (Data zamieszczenia: 2017-12-12 10:25:27)



My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook