Archiwum

Pamięci Mateusza i jego dziadka Bronisława ... (Dodano 2018-05-07 19:57:56)

„Miał być las, jezioro i przygoda, a jest trudna do wyobrażenia tragedia. W sobotę na polu biwakowym nad Jeziorem Przemęckim (woj. wielkopolskie) wczasowicze odkryli zwłoki Bronisława M. (+71 l.) i jego 10-letniego wnuczka Mateusza. Spali w przyczepie kempingowej. Prawdopodobnie zabił ich ulatniający się gaz.”
Takie informacje swego czasu podawały media.  Jak było naprawdę? Co  czuli najbliżsi? Jak dzisiaj wspominają tych, którzy odeszli?
Żałuję, że nie mogłam go  dotknąć, pogłaskać – mówi dziś zrozpaczona mama.
Udało mi się porozmawiać z Eweliną, która w tej tragedii  straciła dwie ważne w swoim życiu osoby – syna i ojca. Była wtedy w zaawansowanej ciąży. Jej córka Oliwka przyszła na świat dokładnie dzień po imieninach Mateusza. „To  tak jakbym dostała ją od niego w prezencie” – mówi łamiącym się głosem.  I choć Ewelina zgodziła się bez problemu na rozmowę, i dla mnie i dla niej, była ona niezmiernie trudna. Wiele razy  łamał nam się głos, miałyśmy łzy w oczach i obie czułyśmy kompletną bezradność.
Ewelina – moja kolejna Aniołkowa bohaterka
Ewelina – kolejna bohaterka moich „Aniołkowych opowieści”  – to kobieta taka jak ja czy Ty – moja czytelniczko.
Na co dzień matka,  zmagająca się z codziennością. Pewnie gdybyś mijała ją kiedyś na ulicy, nawet przez myśl by Ci nie przyszło, jaki dodatkowo dźwiga ciężar.
No bo skąd miałabyś o tym wiedzieć, przecież jej nie znasz.
Poznasz dzięki temu wpisowi, bo Ewelina to kobieta, która podobnie jak ja, uważa, że o takich problemach jak o stracie dziecka, niekończącej się żałobie po nim, reakcjach  otoczenia na ten stan i wielu innych, temu podobnych sprawach,  należy mówić.
Otwarcie i głośno, nie szeptem!
By Wam o niej napisać, musiałam udać się do Leszna – mojego rodzinnego miasta.  Przyznam, że jechałam z „duszą na ramieniu”, bo nie wiedziałam w jakim psychicznym stanie ją  zastanę. To przecież świeża sprawa, pewnie nie zdążyła jeszcze ochłonąć – pomyślałam. O ile w ogóle można po czymś takim.
Ewelina czekała już na mnie w umówionym miejscu. Byłam ciekawa czy z tej uśmiechniętej, rozbrykanej dziewczynki – jaką pamiętam – coś  jeszcze w niej zostało. Nie widziałyśmy się chyba ze 20 lat…
Zawsze, kiedy wracam do tych wspomnień – do beztroskiego dzieciństwa – jawi mi się ona  jako dusza towarzystwa, jako dziecko, któremu niczego nie brakuje. W dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu.
Tymczasem przywitała mnie trzydziestokilkuletnia, spokojna kobieta. Nieco zdystansowana, ale też smutna i chyba trochę niepewna tego, jak będzie przebiegać nasza rozmowa.
Spokój Eweliny był  jednak tylko pozorny, bo w środku jest jeszcze w niej mnóstwo żalu, rozpaczy i okropny ból.  Ból, który doskonale rozumiem …
 Ja –  trzykrotna Aniołkowa matka i ona – również Aniołkowa, ale na tą Aniołkową żałobę nałożyła się jeszcze jedna – po ojcu, do którego była bardzo przywiązana.
 „Jechałam  tam do nich z rosołem. Tata dzień wcześniej  mówił mi, że ma na niego ochotę” –  tłumaczy Ewelina.
„W tym pędzie, w całym tym zabieganiu, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że tata nie zadzwonił i nie zapytał o której będziemy, czy już jedziemy. A robił to bardzo często – mówi. Właściwie to ja chciałam do niego zadzwonić, kiedy skończyłam już gotować ten rosół, ale była już 1 w nocy i stwierdziłam, że pora już nieodpowiednia.
A może mój telefon by ich wtedy jeszcze obudził, może teraz oboje by żyli? – dodaje.
Często, my Aniołkowe (i właściwie, nie tylko my),   kiedy tracimy  bliską naszemu  sercu osobę, mamy  tendencje do gdybania. Rozpatrujemy  przeróżne scenariusze, a czasami nawet piszemy je na nowo, bo uparcie chcemy wierzyć, że mogło być inaczej.
W rezultacie dzięki takiemu podejściu, mamy często pretensje do siebie…gdybym posłuchała tego czy tamtego, gdybym chodziła do kilku lekarzy, gdybym tego dnia nie wychodziła z domu… tak gdybać możemy przecież w nieskończoność.
Ważne jest byśmy w tym momencie nie zatraciły rzeczywistości, by te prawdopodobne historie nie zatraciły nam tego, co naprawdę się stało. Byśmy nie doszły do takiego stanu, w którym obarczać winą za zaistniałą sytuację będziemy nie tylko tych, którzy są za nią odpowiedzialni, ale i tych, którzy w żaden sposób się do niej nie przyczynili.
Ewelinie się to udało. Relacjonuje więc co tak naprawdę tego dnia się wydarzyło.
„Kiedy dotarliśmy na miejsce, zauważyliśmy policjanta na motorze – oznajmił nam, że dalej iść nam nie wolno. Byliśmy zaskoczeni, ale i pełni obaw, co tam się stało. Tym bardziej, że wcześniej odebraliśmy telefon od zaniepokojonej mamy, która twierdziła, że policja jest u niej i pyta o chłopaków.
Oznajmiono nam, że czekamy na prokuratora, że policja za moment nam wszystko wyjaśni…
Prokurator – pomyślałam…Dlaczego? Po co?” – mówi dalej Ewelina.
„W tym samym czasie jechała już do mnie, wezwana wcześniej karetka. Chyba na nią czekali…
Zabrali mnie do Wolsztyna do szpitala, nadal nic nie rozumiałam. Na miejscu miał mi o wszystkim powiedzieć lekarz, a przy okazji sprawdzić czy z ciążą wszystko w porządku. Jednak kiedy zamykały się drzwi karetki, usłyszałam przerażający  krzyk mojego męża…wtedy już wiedziałam, że stała się tragedia…zawołałam tylko…Piotr, co z Matim? Piotr, co z tatą? 
Piotr przybiegł jeszcze do karetki, złapał mnie za rękę, powiedział: „Nie denerwuj się, przyjadę po ciebie za chwilę”…On w tym amoku, razem z dziećmi i z psem przejechał jeszcze 50 km. Dopiero kiedy dzieci były już bezpieczne, puściły mu nerwy i dziś nawet nie pamięta, że i do niego musiała tego dnia być wezwana karetka.
Ewelina cały czas czule mówi o Piotrze, wspomina czasy, kiedy bardzo dbał o nią w czasie ciąży, szykował lekarstwa, przygotowywał posiłki. Właściwie zawsze mogła na niego liczyć.
Byłam z Matim  nim 2,5 roku sama, kiedy poznałam Piotra. Od samego początku zawiązała się miedzy nimi ogromna więź. Mateusz najpierw mówił do niego Piotl, potem tata Piotl a na końcu już tylko tata.” 
Z opowieści Eweliny wynika, że Piotr był dla Mateusza tatą przez wielkie T. Nie miało dla niego znaczenia to, że chłopiec nie był jego biologicznym synem. Mateusz dorastał więc w ogromnym poczuciu bezpieczeństwa, obdarzony  miłością i czułością rodzicielską.
„Uwielbialiśmy nasze wspólne biwakowe wyprawy” – dodaje Ewelina. „Wcześniej, kiedy byliśmy sami, nigdzie raczej nie jeździliśmy. To Piotr był inicjatorem tych wszystkich rodzinnych wycieczek.”
Tego dnia Mateusz był umówiony z koleżanką, która biwakowała na polu obok. Mieli wspólnie łowić ryby. Ona wytrwale, od 8 rano, podbiegała  do przyczepy, w której spał Mateusz z dziadkiem, ale nikt nie otwierał…Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że oni usnęli już tam na zawsze…
Dopiero kiedy znaleziono zapasowy klucz i kiedy otworzono przyczepę, okazało się, że Mateusza i jego dziadka zatruł gaz, wydobywający się z nieszczelnej lodówki turystycznej.
„Tata – w obawie, by Matiemu nie było w nocy zimno, zakleił wcześniej wszystkie otwory wentylacyjne – dodaje Ewelina. W dzień było wtedy strasznie ciepło, a nocą temperatura spadała nawet do 5 stopni” – relacjonuje dalej Ewelina.
„Wiele osób wtedy oceniło tatę. Nawet w dniu pogrzebu ludzie nie potrafili powstrzymać się od zgryźliwych komentarzy. Ciekawskich bardziej interesowało co w takiej sytuacji zrobimy z domem taty, niż to, jak się czujemy. Obwiniali go też o to, co się stało.
Macie, co chcieliście – mówili – dodaje jeszcze, ale już wtedy łamie jej się głos.
Po trzech miesiącach od tragedii „życzliwi” radzili nam nawet byśmy się przestali smucić, a zaczęli radować – dodaje.
Słucham tej opowieści z ciarkami na plecach i próbuję uzmysłowić sobie ogrom tragedii, jaka ją spotkała, ale emocje sięgają już zenitu i co chwila świadomie kieruję rozmowę na inny tor.
Rozmawiamy więc o tym, co i mnie spotkało. Dużo mówimy o dzieciach i o tym jak wspaniałe może być nie biologiczne rodzicielstwo. Jak bardzo można pokochać dziecko, kiedy różnymi kolejami losu, pojawi się na naszej drodze. Jak wiele można z siebie dać i jak bardzo emocjonalnie  przeżywać jego sukcesy i porażki.
„Cieszę  się że Mati zdążył być u komunii,  bo tak  bardzo to  przeżywał „– mówi nagle Ewelina.
Zostało jej z tego dnia sporo zdjęć, na których to wszystko widać jak na dłoni – jego skupienie, powagę. „Był z tego powodu bardzo dumny” – dodaje mama chłopca .
Mam okazję zobaczyć te zdjęcia.
Na pogrzebie Matiego pożegnała  nie tylko rodzina, ale też cała klasa. Ksiądz wygłosił na jego temat piękne kazanie. „Miał swoje pięć minut – o które tak zawsze zabiegał”– dodaje półżartem Ewelina. „Szkoda tylko, że w takich okolicznościach”.
Obie wiemy już teraz, że żałoba po dziecku, to nie tylko pamięć o nim, ale tez żal do bliskich którzy według nas nie przeżywają jej  tak jak my  byśmy chcieli.
W Ewelinie jest jeszcze dużo żalu i pretensji. Do policji, do wścibskich i ciekawskich ludzi, a nawet do niektórych bliskich. „Niektórzy zachowują się tak, jakby się bali z nami o tej tragedii rozmawiać” – mówi z wielkim smutkiem  w głosie.
„Wiesz, żebym w tym czasie nie była w ciąży – to nie wiem co by się ze mną stało” - dodaje ze łzami w oczach.
Wtedy i w moich oczach pojawiają się łzy, bo dokładnie wiem, co ma na myśli.
Chciałabyś iść do niego – pytam, dobrze wiedząc co mi odpowie.
„On tam ma lepiej” – odpowiada i gdyby nie ciąża to nie wiem, czy nie poszłabym do niego. Najbardziej boli pustka, która po nim została i to, że nie pozwolono mi go nawet dotknąć, pogłaskać…bo kobiecie w ciąży nie wolno, nie powinna…
Ja czułam, że całą ciążę on mnie jednak pilnuje…jeszcze nie przyszedł do mnie, był za to u mnie tata, ale kilka dni po śmierci Matiego dosłownie czułam jego oddech…

Spotkane z Eweliną uzmysławia mi jedną, bardzo ważną rzecz.
Ludzie boją się, z nami Aniołkowymi, rozmawiać. Boją się naszej reakcji, tego, że nie będziemy umiały o tym mówić, że wpadniemy w panikę.
Boją się swojej reakcji na nasz płacz, jeśli w rozmowie się pojawi i tego, że sami nie będą mogli powstrzymać łez.
Kochani, to nie działa w ten sposób. Aniołkowi rodzice to nie grupa, która szuka wsparcia tylko i wyłącznie wśród „swoich”. To ludzie, którzy pragną zrozumienia, otuchy, a przede wszystkim rozmowy. Nie o sobie…ale o dzieciach, które odeszły. To, że nie ma ich wśród nas, nie oznacza, że nie ma ich w naszej pamięci, w naszych sercach.
Będą tam zawsze, a Wy pozwólcie nam na rozmowę o nich, no i sami pytajcie: Jacy byli? Czego nam, w związku z ich śmiercią, najbardziej brakuje? Jak chcemy pielęgnować pamięć o nich? Itd… My się tych pytań nie boimy, podobnie jak nie boimy się rozmawiać o nich…
Tobie Ewelino, dziękuję za długą rozmowę. Za to, że odważyłaś się mówić, za to,  że się tego nie boisz i za szczerość…

Pamięci Mateusza i jego dziadka Bronisława…
Śpijcie w spokoju …





Łza się w oku kręci. Człowiek zastanawia się w takiej chwili jak kruche jest życie ludzkie. Zastanawia się czemu Bóg dopuszcza do takiej sytuacji... Czemu odbiera nam tych, których kochamy? Na te pytania nie ma odpowiedzi. Wierzę jednak, że wszystko się dzieje po coś. Bóg daje i zabiera życie. Tylko to jest często w naszym czlowieczym zrozumieniu za trudne, tego ludzki umysł zrozumieć nie może. Wiem jednak, że naszym bliskim zmarłym jest lepiej tam gdzie są. Bo gdzie byłoby im lepiej niż w domu ojca? Choć jest nam ciężko bez nich, trzeba się cieszyć, że przebywają w cudownym miejscu i modlą i oręduja z góry za nami, pomagają nam tu na ziemi. (Data zamieszczenia: 2018-05-07 21:23:56)



Smutne :( bardzo mi przykro.Wiem co czujecie obie..niestety :( sciskam mocno. Karolina (Data zamieszczenia: 2018-05-07 20:38:29)



In vitro to temat rzeka. Nas akurat było na to stać, więc mamy za sobą dwie próby warte 16 tys. zł. Ale znam parę, która doświadczyła w niepłodności wszystkiego co tylko mogło przeszkadzać w naturalnym zajściu w ciążę i wzięli udział w programie rządowym, który był już wycofywany. W programie mieli 3 próby i dopiero za trzecim razem się udało. Gdyby dzisiaj mieli podejść do in vitro, nie mieliby na to środków, więc nie mieliby dziecka wcale. (Data zamieszczenia: 2018-02-19 20:00:10)



Czytam pani wpisy jestem bardzo poruszona,jestem mamą dwójki aniołków.Pełna podziwu ten bolg pomoże zapewnne nie jednym aniołkowym. (Data zamieszczenia: 2018-01-19 13:31:13)



Czytam Pani tekst w wigilijny wieczór - piękna to opowieść o miłości rodziców do swoich dzieci, dającej siłę do walki o nie w chorobie i pozwalającej przetrwać nam, gdy muszą odejść - tak jak nasz Krzyś! Dziękuję za te słowa. Historię Anieli znam z fb... (Data zamieszczenia: 2017-12-24 23:47:46)



Bardzo mądra z Pani Kobieta. (Data zamieszczenia: 2017-12-12 10:25:27)



My stracilismy coreczke w miesiacy ciazy :( (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:51:10)



Piekna dziewczyna wspaniala opowiesc tylko szkoda ze nie z happy endem az żal :( Jest teraz pieknym Aniolem :) (Data zamieszczenia: 2017-11-16 13:49:33)



.. złoszczę sie że jest 1 listopada .. złoszczę że jest dzień dziecka .. nienawidzę dnia matki.. Aniołkowa mama brzmi tak dumnie ... Jednak nie pomaga w złości żalu i smutku który noszę w sobie .. już 4 lata .. a boli bardziej i bardziej ... Jonasza nie ma a ja codziennie muszę udawać że daje radę.. że trzeba żyć dalej .. że czas leczy rany ... Uśmiechać .. gdyby nie osoby które są przy mnie .. które są pomimo że straciłam wiare w ludzi .. już by mnie nie było .. bo masz rację .. Aniolkowe mamy nie boją się śmierci ... Pozdrawiam Aniu.. i dziękuję za te piękne słowa.. tak bardzo moje... (Data zamieszczenia: 2017-11-01 11:17:57)



Życzę zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń zwłaszcza daru potomstwa. Jestem pełen podziwu dla Pana. Powodzenia dla całej Waszej rodziny Panie Zbyszku! (Data zamieszczenia: 2017-10-23 07:01:49)



Powodzenia i ściskam mocno :) (Data zamieszczenia: 2017-10-13 18:50:56)



Tak, pomimo przeróżnych perypetii, nadal jest ... (Data zamieszczenia: 2017-09-09 23:05:24)



Co z najmłodszą dziewczynką, bo widzę, że wpis jest z zeszłego roku? nadal jest przy biologicznej matce? (Data zamieszczenia: 2017-09-09 14:57:16)



Bardzo dobry artykuł. Życzę Pani wszystkiego dobrego. (Data zamieszczenia: 2017-09-06 03:52:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:43:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:24:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:20:43)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:10:12)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 03:07:47)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:40:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:25:49)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-26 00:14:01)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:59:53)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:57:38)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:47:24)



http://20mg-cheapesttadalafil.com/ - 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor 20mg-cheapesttadalafil.com.ankor http://20mg-cheapesttadalafil.com/ (Data zamieszczenia: 2017-08-25 23:43:57)



Bardzo mądre słowa, szkoda, że tak niewielu "nieaniołkowych" próbuje to zrozumieć. Prawie dwa lata temu moja koleżanka (teraz mogę chyba powiedzieć przyjaciółka) straciła, nagle, z dnia na dzień, dwuletniego synka. Nikt z dotychczasowych przyjaciół nie potrafił się zachować w tej sytuacji więc zwyczajnie się odsunęli. Byłam jedyną osobą spoza rodziny, która przychodziła płakać i wspominać z nią, odwiedzać grobik. I tak niestety pozostało. Nigdy nie zapomnę tego wszystkiego co widziałam i słyszałam. Takiego bólu i rozpaczy nie da się opisać. A ludzie tego nie rozumieją, nie potrafią zrozumieć co strata dziecka oznacza, to jak śmierć za życia. I jeszcze te okoliczności, winni są lekarze, którzy ich zlekceważyli. Kazali czekać. Dziecko zmarło.praktycznie na rękach matki. Reanimacja już nic nie dała. A winnych nie ma do tej pory. Nasz system "sprawiedliwości" to kpina. Na dzień dzisiejszy moja przyjaciółka ubiera maskę i brnie przez codzienność. Ale to już nie jest prawdziwe życie. Wszystko się przewartościowało, ludzie odeszli, ona już nie jest tą samą osobą. Ma wsparcie najbliższej rodziny, męża, który jest naprawdę wspaniały. Ja sama jestem mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Nie wiem co bym bez nich zrobiła. Sama myśl paraliżuje bólem. Całym sercem jestem z wszystkimi aniołkowymi rodzicami. Człowiek czuje się taki bezradny gdy nie można nic zrobić żeby ukoić ból. Wszystkim, którzy nie wiedzą jak się zachować w takiej sytuacji polecam Listę życzeń osieroconych rodziców. Mi bardzo pomogła. (Data zamieszczenia: 2017-08-25 09:35:43)



Witam (Data zamieszczenia: 2017-08-04 09:10:55)



Przepiękny jest Twój blog. Marzę o stworzeniu takiej rodziny jak Twoja i z każdym słowem na tym blogu przekonuję się że rodzicielstwo zastępcze to będzie także moja droga. (Data zamieszczenia: 2017-07-20 17:08:22)



Przeżyłam dokładnie to samo rodziłam martwego syna i mama trzymała mnie za rękę.. (Data zamieszczenia: 2017-05-25 19:40:57)



;( Eh ... ....... ....... . (Data zamieszczenia: 2017-05-14 18:47:26)



Łzy same płyną po policzku czytając historię pani Karoliny jakbym widziała przed oczami akcje kiedy ratowano mojego syna na ktg u położonej słychać małego tętno słychać za chwilę nachodzi moje małego już nie słychać położna nie daje rady zrobić zapisu ktg kieruje mnie do szpitala na ktg przyjeżdżam czekam na izbie przyjęć wchodzę na dole do pielęgniarki słucha tetna przez chwilę kę słyszę potem szuka i nie może znaleźć kieruje na oddział tam kładę się na łóżko podlaczaja ktg nic nie słyszę momentalnie biegnie pielęgniarka za nią lekarz przez korytarz nie patrząc na nic jadą że mną na cc w tym momencie myślę tylko o tym aby uratowali moje dziecko jestem na stole znieczulenie ogólne a ja i tak słyszę i czuję delikatny ból podczas operacji i słyszę płacz synka budzę się już na sali widzę męża pytam co z małym mówi podają mu tlen ale wszystko z nim dobrze kamień z serca przynoszą mi kruszynke 2960 i 53 cm malutka glowka pełna ciemnych włosków kładą mi go na piersi jestem szczesliwa (Data zamieszczenia: 2017-05-13 23:58:16)



Współczuję wam. A tego pseudo lekarza powinni tez tak potraktować. Zwykły śmieć. (Data zamieszczenia: 2017-05-11 20:59:03)



(Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:47:17)



<3 :( (Data zamieszczenia: 2017-05-10 16:34:31)



Z całego serca potwierdzam! Kochana Pani Zosia (współpracowniczka we wspólnie spędzonych latach w RTG) człowiek z wielkim sercem! Bardzo dużo sie od niej nauczyłam, nie tylko gotować, piec, ale jak być troskliwą mamą. Pozdrawiam Was serdecznie dziewczyny! Dzięki takim osobom jak Wy minimalizowane jest zło tego świata. A.H. (Data zamieszczenia: 2017-05-05 20:29:53)



❤❤❤ (Data zamieszczenia: 2016-12-07 23:07:21)



Jesteś ANIOŁEM Aniu :) pozdrawiam i buziaki przesyłam dla Was wszystkich <3 (Data zamieszczenia: 2016-11-08 17:22:56)



Tekst miał na celu zwrócenie uwagi na to, że my, matki wielodzietne, czasem w natłoku obowiązków, nie dajemy sobie chwili dla siebie, nawet przysłowiowych pięciu minut i w związku ze zmianami cywilizacyjnymi, wbrew pozorom, mając go więcej, nie umiemy czasem nim gospodarować. Ja sama, w pewnym czasie, jak napisałam we wpisie, wpadłam w taką pułapkę. Sama też, będąc na zakupach, i mając w planie kupić coś dla siebie, zawsze wychodzę z pełną torbą rzeczy dla dzieci. Myślę, że tak robi większość matek. Na przysłowiowy "fotel" tez mam czas bardzo rzadko, bo mając piątkę dzieci, bardzo trudno znaleźć czas dla siebie. Czasem wieczorem jestem już tak zmęczona, że po prostu idę spać. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że nie mamy do tego prawa bo wypalenie zawodowe nie dotyczy tylko osób pracujących zawodowo np. w korporacji, ale matek również, a może przede wszystkim. A mąż, oczywiście, że może mieć na to mniejszy lub większy wpływ, ale na szczęście moje zakupy nie są uzależnione od zasobności jego portfela i życzę każdemu takiej niezależności. Kwestia "fotela" również wydaje mi się kwestią organizacji bo zapewniam, nawet mając pięcioro dzieci, można, jeśli się chce, znaleźć czas dla siebie. Wiele tez zależy od osobistych predyspozycji, ja sama znam takie matki, opiekujące się jednym dzieckiem, dla których znalezienie chwili dla siebie graniczy z cudem. I nawet najbardziej kochający mąż nie ma tu nic do rzeczy. ;) pozdrawiam serdecznie (Data zamieszczenia: 2016-11-05 14:30:50)



No tak, ma Pani racje. Ale nie kazda z nas ma takiego kochajacego meza,ktorego z pewnoscia ma Pani, aby moc sobie pozwolic na "fotel" lub zakupy "na bol glowy":) pomimo tego, jesli nawet na to zasluguje.. :) (Data zamieszczenia: 2016-11-04 23:03:32)



Pani Aniu, dziękuję za ten wpis. Na przełomie 20/21 tygodniu ciąży pękł mi pęcherz płodowy i urodziłam śliczną córeczkę. Pożegnałam się z nią i pożegnał się z nią również mój mąż, choć na początku nie chciał do nas podejść. Nie mamy wspólnego zdjęcia. Jednak przed pochówkiem chciałam ubrać, otulić moją córeczkę w rożek. Być tą ostatnią, która będzie ją przytulać i dotykać. Był tam rownież mój mąż i moja siostra. Wtedy poprosiłam męża żeby zrobił mi pamiątkowe zdjęcie naszej córki. To wszystko było dla mnie ważne. Wiem że zrobiłam wszystko co mogłam. Mimo bólu, miałyśmy chwilę tylko dla siebie. Wracam do tych zdjeć, aby obraz mojej córki był ciagle tak mocno wyraźny. I wierzę, że będzie dobrze. A Pani jest tego przykładem. Teraz mimo tego iż możemy mieć z mężem dzieci i będziemy je mieć, złożyliśmy wniosek o adopcję. Pozdrawiam ciepło, miło się na Was patrzy. (Data zamieszczenia: 2016-10-27 17:16:23)



Pięknie napisane Dziękuję (Data zamieszczenia: 2016-10-22 23:39:12)



Dziękuję Pani Aniu, jeszcze raz dziękuję. I choć w bliskich niekoniecznie mam wsparcie i zrozumienie. To wiem, że Pani zawsze wysłucha i doradzi. (Data zamieszczenia: 2016-10-21 07:55:56)



"... ta tęsknota kiedyś przerodzi się przecież w prawdziwe spotkanie" Dziękuję za te słowa. Pięknie ujęłaś, coś co jest we mnie głęboko zakorzenione. (Data zamieszczenia: 2016-10-15 21:07:25)



Jest Pani niesamowita osobą. Ciepło bije z tekstów na odległość. Ciesze się, że jest Pani spełniona. Nie wyobrażam sobie stracić dziecka, wiec nie wyobrażam sobie jaka ogromną siłę musi Pani mieć w sobie.. dr Antczak prowadził również moja ciążę, mam 4 miesięczną córeczkę. Niesamowity lekarz (Data zamieszczenia: 2016-10-13 00:08:17)



Jejku az sie poplakalam jak to czytalam.pamietam Julite,jak przywiozla zaproszenie na swoj slub moim rodzicom :'( (Data zamieszczenia: 2016-10-01 21:21:59)



Właśnie, dlatego uważam, że problem sięga zdecydowanie głębiej. To tak jak w przypadku matki, która za chwilę urodzi dziecko, którego tak naprawdę nie chce, pewnie je niedługo odda, ale wcześniej narazi na niepotrzebny stres i nie daj Boże ból. Nie ma takiego prawa by pomóc takim właśnie kobietom już dużo, dużo wcześniej. Urzędnicy próbują, ale wobec procedur i tak są bezsilni. Problem nie tkwi w tym, że ta kobieta za chwilę urodzi dziecko, którego nie chce, ale w tym, że pomóc jej można było zdecydowanie wcześniej.... A jeśli chodzi o humanitarne zachowanie lekarzy i personelu to chyba trafnie odzwierciedla je przypadek, który opisałam. Tak naprawdę i tutaj nie ma porozumienia a kobiety i tak zostają same sobie.... Jeśli chodzi o in vitro... to kompletnie brak mi słów...bo sama znam pary, dla których wycofanie projektu oznacza koniec w staraniach się o dziecko.... (Data zamieszczenia: 2016-09-23 22:40:39)



Aniu absolutnie popieram Twoje zdanie w tym temacie. Nie jestem za liberalizacją prawa aborcyjnego, lecz za pozostawieniem go w stanie jaki jest dotychczas. Próbuję poprzez swoją aktywność w tej materii zwrócić uwagę na kobietę nie tylko na "nośnik" lub inkubator. Nie zgadzam się na tak przedmiotowe traktowanie. A tak właśnie mamy być postrzegane po zaostrzeniu wspomnianej ustawy. Trzy warunki dla jakich ma być zastosowana aborcja są sprawiedliwe i nie stosowane w przypadku"widzimisię". Nie mówię oczywiście o podziemiu aborcyjnym lub turystyce z tego powodu tylko o ludzkim humanitarnym zachowaniu lekarzy i personelu medycznego. A in vitro? Jak można bezmyślnie, haniebnie wręcz traktować ludzi starających się o dzieciątko? Zabierać im szansę na rodzicielstwo w imię wyimaginowanych katolickich urojeń! Gdyby Bóg nie chciał dzieci z in vitro nigdy nie obdarowałby pomysłodawców w porę rozumem. Ufff poniosło mnie zdecydowanie. Pozdrawiam Isabelle (Data zamieszczenia: 2016-09-23 20:06:00)



Przepięknie aż mi łezki poleciały... U nas było bardzo podobnie zdecydowaliśmy się na dziecko dopiero po 6latach id śmierci Jasia. Kiedy zobaczyłam na teście dwie kreski byłam przeszczesliwa a zarazem przerażona że sytuacja się powtórzy. Lecz tym razem myslalam pozytywnie choć z tyłu głowy krążyły różne myśli. Trafilam do pani Małgosi Warelis i dziękuję za nią Panu Bogu bo tak cierpliwej cieolej osoby ze świecą szukać. , Ciaza mimo że przebiegała dobrze ja ciągle coś wynyslalam, pani doktor spokojnie tlumaczyla ze dzidzia jest całkiem zdrowa. Wkoncu narodziła się Basia i pierwsze moje pytanie ile ma paluszkow czy oddycha ito itd. Kiedy mi ja podali na ręce ja z tyłu głowy znów rozmyslalam ze ona za chwilę tak pewnie odejdzie to zbyt piękne a jednak okazało się prawdziwe. Basienka w maju skończyła 2 latka jest taka kochana często wspomina braciszka odwiedza go na cmentarzu. A wracając do pani doktor... Gdy 6 tygodni później po porodzie zjawilam sie na kontroli powiedziala mi że pierwszy raz spotkała się z pacjentka która nie wierzyła w żadne jej słowo tylko tak wiedzialam swoje a doprowadzilam ciążę do konca (Data zamieszczenia: 2016-09-21 16:22:56)



Super taka prawda nie liczy się mieć ciuchów zabawek itp. tak naprawdę liczy się miłość a tej dziewczynki maja pod dostatkiem :) (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:55:13)



Dla mnie to ludzie nie majacy pojecia o życiu... wszystko im łatwo przyszło... Wspolczuje wam... ja sama nie bylam adoptowana ale wychiwalam sie w biedzie i strasznie doswiadczylam upokorzenia ze strony rowiesnikow... nie raz nie bylo co do gara wrzucić. Pamietam jak dzis lzy mojej mamy kiedy wzielam ostatnia szklanke mąki zeby zrobic planety z masy solnej do szkoly na przyrode, a ona nie miala czym "zaklepac" glupiego sosu do obiadu... a ja w szkole dostalam niska ocene, dlatego ze moja praca nie byla tak ladna jak te, ktore zrobily te "lepsze" bo bogatsze, lepiej ubrane dzieci.. moja siostra byla odsylana do psychologów ponieważ byla zbyt cicha... nauczyciele, rodzice i uczniowie nasmiewali sie z niej i przykleili jej latke, ktora byla z nia od podstawowki po koniec gimnazjum! Ludzie bez serc, mózgów! I tak jak mowisz.. nie mielismy nowych komputerów, rowerów czy nawet rolek, ale bylysmy wychowane w milosci..a po latach priorytetem jest czas speczony z dziecmi i wychowanie ich w miłości, a nie to czy będą mieć najnowsze iPhony, tablety lub firmowe ciuchy. (Data zamieszczenia: 2016-09-17 22:26:48)



Skorzystaliśmy z takiego pomysłu pierwszy raz bo nie było już gdzie upchnąć wózka dla Zuzy. Wysłany dzień przed naszym wyjazdem, przyjechał DPD następnego dnia i pocztą odwrotną wrócił do domu po wakacjach :) (Data zamieszczenia: 2016-09-16 20:25:51)



Anka świetny pomysł z ta pocztą kurierska (Data zamieszczenia: 2016-09-16 17:58:27)



U nas mama może i tak nie uważa, jednak ojciec potrafił wyrazić się w ten sposób, że jeśli chcemy dzieci to mamy je sobie urodzić. Miał bardzo wiele do powiedzenia, natomiast nie zrobił nic, by dzieci odzyskać. Przyznam się, że też na początku, gdy dzieci były u nas, czułam się trochę tak jakbym to ja zabrała matce biologicznej jej dzieci. Chyba każdy rodzic zastępczy tak myśli. Z czasem uświadomiłam sobie, że gdyby w tej rodzinie nie działo się źle, nikt by dzieci nie zabrał. Musimy pamiętać, że to my jesteśmy opiekunami dzieciaczków i to my mamy prawo decydować o kontaktach uwzględniając dobro dzieci, co w przypadku zbyt częstych telefonów i widzeń, nie jest zbyt dobre. Taką opinię otrzymałam od sądu, kiedy chciałam ograniczyć kontakty z tatą. Dodam jeszcze, że dzieci też nie chciały się z nim widzieć, natomiast on usilnie o widzenie zabiegał, robiąc wcześniej właśnie tym dzieciom straszną krzywdę. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 19:14:46)



Jestem rodziną zastępcza aktualnie dla dwójki dzieci. Chcialabym, kiedyś móc spokojnie porozmawiac z mama biologiczna moich dzieci ale chyba mama biologiczna nadal uważa mnie za zlodziejke cudzych dzieci :-( Zaufanie dzieci zdobywa sie bardzo dlugo i niestety bardzo czesto rodzina biologiczna probuje ingerowac i manipulowac dziećmi, aby byly problemy wychowawcze. Moze potrzebujemy czasu jeszcze na zrozumienie zachowania rodzicow biologicznych. (Data zamieszczenia: 2016-09-14 17:15:51)



Mamo Aniołka...Po to właśnie stworzyłam ten blog, byśmy mogli tutaj nawzajem się wspierać. Bardzo trudno jest przetrwać przez cały okres żałoby, ale chyba najtrudniej, kiedy dziecko jeszcze żyje w nas, a my mamy przygotować się na najgorsze, na jego śmierć. Ten właśnie okres, moim zdaniem, jest najtrudniejszy dla matki, i dla rodziny również. Matka musi przygotować się na śmierć dziecka jeszcze za jego życia a otoczenie, nie to, że nie chce, ale czasem po prostu nie wie co ma jej powiedzieć, jak się zachować. Chciałabym abyśmy z czasem, razem, stworzyły właśnie taką publikacje, która będzie Aniołkowym rodzicom, tym przyszłym i tym, już po... bardzo pomocna...by przetrwać. Pozdrawiam Panią serdecznie, proszę wierzyć i nie poddawać się...cokolwiek mówią inni.... (Data zamieszczenia: 2016-09-11 09:28:43)



Cudownie wiedzieć, że są takie piękne rodziny, że matki wspierają córki. Sama straciłam dwoje dzieci, niestety nie dane mi było otrzymać tego wsparcia. (Data zamieszczenia: 2016-09-11 00:03:42)



U dzieci po takich przeżyciach, jakich doświadczyły Dziewczynki, najtrudniej zdobyć zaufanie i wyrobić w nich poczucie bezpieczeństwa.... Tobie Aniu się to udało i to jest największym sukcesem ... Jesteś Wojowniczką (Data zamieszczenia: 2016-09-10 16:19:13)



Pani Aniu,pisze Pani jak wazne sa zdjecia...tak sa, my mamy kilka ale bardzo ciezko jest nam do nich wracac:(na naszych twarzach jest tylko jedno,..bol,ogromny zal i smutek... (Data zamieszczenia: 2016-09-08 22:03:15)



Pani Aniu, ten wpis sprawil, ze odzyly wspomnienia.,doskonale rozumiem Pania,..i wiem,ile moze kosztowac taki wpis.,podobnie jak Pani stracilam dziecko i tak samo nie moglam cieszyc sie oczekiwaniem na malenstwo,gdyz losy byly juz zdaniem lekarzy przesadzone...wiem doskonale jak to jest czekac cala ciaze na TEN moment, na to nie da sie przygotowac nawet jesli wiemy wczesniej, po prostu nie da sie...i ten strach,...wiem tez jak to jest trzymac na rekach ta mala istotke i patrzec jak odchodzi...ciesze sie,ze zycie jednak wynagrodzilo Pani ten bol i jest Pani teraz szczesliwa mama. Dalo mi to nadzieje,ze moze jeszcze dobrze. Pozdrawiam serdecznie, mama Aniolka (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:59:40)



Witam Pani Małgorzato, matka chciała by dziewczynka trafiła do nas. Niestety nie jest to możliwe w obecnej chwili. Znaleźliśmy jej miejsce w domu samotnej matki, niestety nie chciała skorzystać z pomocy. Nadal uparcie tkwi w związku, który ją wykańcza. Póki co pojechały do niej dwie paczki z wyprawką i wózkiem. Tak w obecnej chwili możemy pomóc. (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:55:43)



Zawsze mòwiłam Aniu ,że Cie podziwiam za to robisz :-) Masz bardzo wielkie serduszko :-) Mam nadzieje że ten blog pomoże nie jednej kobiecie :-) Ja czytając wszystkie wpisy bylam bardzo wzruszona :'( I już czekam z niecierpliwością na następne wpisy :-) A Tobie Aniu życzę spełnienia wszystkich marzeń i planòw :-) (Data zamieszczenia: 2016-09-08 21:35:14)



Pani Aniu jakie to szczęście, że dziewczynki trafiły do Pani. Moja Zuza ma 17 msc i nie wyobrażam sobie jak można oddać takie dziecko. A tu w drodze kolejny maluszek... Czy mama chce malutką zostawić przy sobie? Małgorzata (Data zamieszczenia: 2016-09-08 20:34:27)



Wpis z głębi serca rewelacja powodzenia i czekam niecierpliwie na kolejne :) powodzenia życzę <3 (Data zamieszczenia: 2016-09-08 18:58:12)



Aniu podziwiam cię, że masz siłę a to że masz ogromne Serce to już dawno się przekonałam .Dajesz przykład, że nie ważne co się dzieje przez co człowiek przechodzi to jest wstanie podnieść i iść dalej. Ja też miałam wsparcie w Mojej Mamie w pewnym Istotnym momencie życia . (Data zamieszczenia: 2016-09-08 16:36:44)

Facebook